W numerze 30 „Motoru” z 1976 r. prym wiodły tematy sportowe: podsumowanie 36. Rajdu Polski oraz dość krytyczny przegląd mniej znanych odmian samochodowej rywalizacji i widowisk. Obok nich pojawiły się jednak także wątki bardzo praktyczne: zużycie oleju w testowym Polskim Fiacie 126p, edukacja dzieci w ruchu drogowym oraz wpływ leków na sprawność kierowcy. A także – garść motoryzacyjnych ciekawostek.
Okładka nie pozostawiała wątpliwości – tematem przewodnim tego wydania był sport, z najważniejszą imprezą samochodową w kraju na czele. Ale znalazło się też miejsce na pokazanie mniej znanych dyscyplin i widowisk z szeroko pojętego motosportu, niekoniecznie pozytywnie ocenianych przez redakcję.

36. Rajd Polski
Na łamach „Motoru” podsumowano 36. już edycję Rajd Polski, czyli największą samochodową imprezę w naszym kraju, przyciągającą tysiące kibiców i załogi z całej Europy (stanowiły ponad 60% uczestniczących ekip). Odbywający się na terenie Dolnego Śląska rajd zaliczał się do najwyższej rangi Mistrzostw Europy, a zwycięstwo Jaroszewicza umocniło jego pozycję w klasyfikacji generalnej tej serii. Tym samym wyprzedzał swojego najgroźniejszego rywala, Hiszpana Antonio Zaniniego z fabrycznego zespołu Seata.
Komandor 36. Rajdu Polski – Wojciech Pepłowski gratuluje zwycięzcy – Andrzejowi Jaroszewiczowi (za kierownicą Lancii Stratos), który z pilotem Ryszardem Żyszkowskim okazali się najlepszą załogą na drogach Dolnego Śląska.
W co się bawić?
Drugi z zajawionych na okładce artykułów związanych z motosportem miał nieco lżejszy charakter i pokazywał mniej znane u nas odmiany sportu samochodowego — albo raczej widowisk z samochodami w roli głównej. Redakcja zauważała, iż tradycyjne rajdy i wyścigi zaczęły już części kibiców nie wystarczać, więc na świecie szukano coraz to nowych sposobów na dostarczenie publiczności emocji.
Nie wszystkie z tych imprez „Motor” traktował z jednakowym uznaniem. Autor odróżniał dyscypliny, w których liczą się umiejętności kierowcy i możliwości pojazdu, od widowisk bliższych cyrkowej błazenadzie, nastawionych bardziej na efektowny dreszcz niż na sportową rywalizację. Mimo to cały temat uznano za wart pokazania, bo tego rodzaju zawody przyciągały na świecie tłumy kibiców.
Wśród przykładów pojawiał się drag racing, czyli jazda na krótkim dystansie ze startu zatrzymanego, gdzie najważniejsze było przyspieszenie. Pokazywano też samochodowe crossy rozgrywane w naturalnym terenie oraz triale dla zwykłych aut, w których liczyła się przede wszystkim zręczność kierowcy. Najostrzej oceniono natomiast wyścigi polegające na zderzaniu się samochodów na zamkniętym terenie – efektowne, ale ze sportem mające kilka wspólnego. Omówienia poszczególnych dyscyplin i „widowisk” – poniżej.



A oto jedna z prób uzyskiwania taniej emocji. Wyścigi samochodów na płaskim, zamkniętym terenie, zwykle na płytach stadionów lub na łąkach, w czasie których prawie wszystkie chwyty są dozwolone. Znaczy to, iż jeżeli dwaj konkurenci spotykają się w ciasnym zakręcie, to jest to dla jednego z nich okazja do wypchnięcia drugiego z toru jazdy. „Zawodnicy” polują na siebie, aby zręcznym uderzeniem w koło unieszkodliwić pojazd przeciwnika. Przy niewielkich prędkościach z reguły nie dochodzi do obrażeń kierowców, bo siedzą oni w szczelnie zabudowanych kabinach. Ze sportem nie ma to nic wspólnego...
Maluch po czterdziestce: zużycie oleju
Przyszedł czas na wnioski z testu Polskiego Fiata 126p. Po przejechaniu dystansu 40 tys. km okazało się, iż silnik jest bardzo oszczędny, jeżeli chodzi o zużycie oleju, a jego ubytki wynikają z wychlapywania oleju przez uszczelnienia, które nie są mocną stroną samochodu. Podkreślano, iż te niewielkie ubytki mogą uśpić czujność kierowcy, co doprowadzi do zaniedbań. Zalecano więc częste i regularne kontrole stanu oleju.


A może uczyć właśnie tak?
Tak zwane wychowanie komunikacyjne dzieci i młodzieży było w latach 70. prowadzone przez wiele instytucji działających na rzecz akcji „Stop! Dziecko na drodze”. Wakacje były jednak dobrą okazją, żeby przypomnieć najmłodszym zasady bezpieczeństwa, najlepiej w sposób jak najbardziej praktyczny i odpowiadający realnym zagrożeniom.

Takie szkolenia odbywały się w miasteczkach ruchu drogowego i oprócz przypomnienia znajomości znaków drogowych obejmowały próby mające uzmysłowić działanie praw fizyki, czasy reakcji kierowcy czy długość drogi hamowania w sytuacji awaryjnej, jaką mogło spowodować np. wbiegnięcie dziecka na jezdnię.
Leki za kierownicą? Lepiej uważać
Kolejny istotny temat i tak jak problemy związane z bezpieczeństwem na drodze – zawsze aktualny (dziś może choćby jeszcze bardziej), czyli wpływ leków na sprawność kierowcy. Punktem wyjścia była rozmowa z prof. Andrzejem Danyszem z Instytutu Leków, który brał udział w konferencji poświęconej psychofizycznej sprawności kierowców. Problem uznano za coraz ważniejszy, bo – jak zauważano – ludzie coraz częściej korzystali z najróżniejszych medykamentów, czasem choćby w nadmiarze.
Plakat ostrzegający kierowców przed lekami wydany w Czechosłowacji.
Artykuł tłumaczył, iż leki mogą wpływać na kierowcę na kilku etapach reakcji: od odbioru informacji przez zmysły, przez ich przetwarzanie w układzie nerwowym, aż po wykonanie adekwatnej reakcji. Wśród przykładów wymieniano środki oddziałujące na wzrok, słuch, równowagę, koordynację ruchów, koncentrację i ogólne pobudzenie lub uspokojenie organizmu.
Szczególnie ostrzegano przed lekami, które mogą zmieniać ostrość widzenia, zwiększać wrażliwość na oślepienie, zaburzać rozróżnianie kolorów albo ograniczać sprawność ruchową. W tekście pojawiały się też środki uspokajające, nasenne, znieczulające czy pobudzające. „Motor” zwracał uwagę, iż choćby popularne preparaty nie zawsze są obojętne dla kierowcy, zwłaszcza gdy są przyjmowane w większych dawkach, w nieodpowiednim momencie albo razem z alkoholem.
Ciekawy był fragment dotyczący substancji pobudzających, np. kofeiny. Z jednej strony kawa mogła chwilowo poprawić sprawność zmęczonego kierowcy, ale z drugiej — efekt był ograniczony, a po pewnym czasie mogło pojawić się pogorszenie reakcji. Autorzy przestrzegali więc przed prostym myśleniem, iż skoro coś pobudza, to automatycznie zwiększa bezpieczeństwo jazdy. Przytoczono przypadek kierowcy, który spowodował wypadek po wypiciu 8 butelek Coca-Coli, a stan po przedawkowaniu kofeiny określono mianem „upojenia kawowego”.
W rozmowie podkreślano też potrzebę systemowych rozwiązań: listy leków mogących wpływać na prowadzenie pojazdów, ostrzeżeń na opakowaniach, informacji od lekarzy i uwzględnienia tego tematu w szkoleniu kierowców.
Motonotki






Wszystkie ilustracje pochodzą z archiwalnego „Motoru” nr 30/1976.

1 godzina temu
















