Omoda 5 – nowoczesny SUV, który po prostu robi swoje

2 godzin temu

To auto nie musi krzyczeć designem, żeby zwrócić na siebie uwagę. Omoda 5 prezentuje się po prostu bardzo dobrze – nowocześnie, spójnie i świeżo. Linie nadwozia są dopracowane, proporcje trafione, a wszystko to sprawia, iż auto wygląda naprawdę dobrze zarówno na parkingu, jak i w codziennym ruchu. To nie jest stylistyka, która próbuje być kontrowersyjna. Raczej taka, która z czasem nie będzie się nudzić – i właśnie w tej prostocie i konsekwencji można znaleźć jej największy urok.

Wnętrze – czyli „tu się już staraliśmy”

fot. Kuba Ciesielski

Otwierasz drzwi i nagle robi się… jeszcze lepiej. Dwa duże ekrany, ambient, wszystko świeci i wygląda nowocześnie. Trochę jak salon wystawowy elektroniki, ale w tej dobrej wersji. Fotele – wygodne, podgrzewane, wentylowane, czyli dokładnie to, czego nie widzisz na Instagramie, ale za co dziękujesz sobie przy pierwszym upale albo zimowym poranku. Materiały?

Powiedzmy tak: z daleka premium, z bliska… już bardziej „rozsądnie”.

Ale przez cały czas – nic, co by psuło dzień.

Jazda, czyli zero stresu

I tu dochodzimy do sedna. Wciskasz gaz i auto nie rzuca się do przodu jak bohater filmów akcji. Bardziej jak ktoś, kto mówi: „spokojnie, zdążymy”. Pod maską Omody 5 pracuje turbodoładowana jednostka benzynowa, która na papierze wygląda całkiem obiecująco. I w sumie… w praktyce też daje radę, tylko robi to na swoich zasadach. To silnik, który nie wyrywa do sprintu przy każdym muśnięciu gazu. Zamiast tego stawia na płynność i przewidywalność. Przy spokojnej jeździe działa cicho i kulturalnie, a przy mocniejszym wciśnięciu gazu przypomina, iż jednak ma coś do powiedzenia – tylko bez zbędnych emocji. Skrzynia biegów zmienia przełożenia z takim spokojem, jakby miała w życiu już wszystko poukładane. Zero nerwów, zero pośpiechu.

fot. Kuba Ciesielski

Do wyboru mamy trzy tryby jazdy:

  1. 1.ECO – sprawdza się idealnie po mieście i w korkach,
  2. 2.Normal – najbardziej naturalne i przewidywalne działanie
  3. 3.Sport – reakcja na gaz robi się trochę żywsza, ale wciąż bez sportowych ambicji

Praktyczność – i tu zaczyna się sens

Omoda 5 posiada naprawdę przestronne wnętrze i pojemny bagażnik. Kanapy z tyłu? Dorośli ludzie mieszczą się bez negocjacji i bez składania kolan pod brodę. Bagażnik? Być może nie będziesz o nim opowiadać znajomym przy kawie, ale docenisz go przy pierwszym wyjeździe, kiedy wszystko z łatwością się do niego zmieści.

fot. Kuba Ciesielski

Technologia – pomaga, ale czasem też chce pogadać

Systemy wspomagające są. I działają. Czasem choćby aż za bardzo. Auto potrafi przypomnieć ci o pasie ruchu szybciej niż twoja mama o kurtce zimą. Multimedia czasem potrzebują chwili refleksji, jakby zastanawiały się nad sensem życia, zanim zrobią to, o co prosisz. Ale finalnie — wszystko robi to, co ma robić.

Wniosek? – niepozorny, ale trafiony

I w tym wszystkim jest pewien paradoks, bo Omoda 5 to samochód, który nie krzyczy wyglądem, nie wciska ci sportowych emocji na siłę, nie udaje klasy premium… A mimo to czujesz się w niej naprawdę dobrze. Po prostu wsiadasz i jedziesz. I może właśnie dlatego to tak dobrze działa. Bo w świecie, gdzie większość samochodów chce być wyjątkowa — ten jeden postanowił być… wystarczająco dobry. I wychodzi mu to całkiem nieźle.

Tekst i zdjęcia: Kuba Ciesielski

Idź do oryginalnego materiału