Zanim przejąłem do klasycznego testu najnowszą RAV4, skorzystałem z nietypowego zaproszenia, żeby zapoznać się z tym rodzinnym SUV-em na ciasnym szkoleniowym Torze Modlin. Teoretycznie tego typu wóz i tor pasują do siebie jak pięść do oka, ale tym razem nie chodziło o „wykręcanie” jak najlepszych czasów, a bezpośrednie porównanie, w kontrolowanych i powtarzalnych warunkach, poprzedniej generacji z obecną.
Co z tym wnętrzem?
Pod przewrotnym hasłem „plastiki nie jeżdżą”… Wraz z premierą nowej RAV4 rozpętała się burza, a Toyota otrzymała potężną porcję krytyki za kiepskie materiały, jakimi wykończono kabinę. I rzeczywiście, jest się do czego przyczepić. Pierwsze wrażenie po zajęciu miejsca za kierownicą nie jest najlepsze. Dominują twarde jak kamień tworzywa, dające poczucie otoczenia plastikową skorupą. Biorąc pod uwagę, iż mowa o aucie, które w dobrze wyposażonej – ale nienajwyższej – wersji Style kosztuje ponad 200 tys. złotych, trzeba mówić o wtopie. Projekt deski rozdzielczej jest siermiężny i ciężko doszukać się w nim polotu. Zaletą jest za to system multimedialny. Nowoczesny, łatwy w obsłudze, z ładną szatą graficzną, o czym jeszcze niedawno nie było mowy w Toyotach.

59 minut temu












