Przez 95% czasu stoi bezczynnie. Twój elektryk może stać się domową elektrownią

3 dni temu

Szwedzkie osiedle BRF Stenberg pod Hudiksvall stało się poligonem doświadczalnym dla nowej ery energetyki. Mieszkańcy, we współpracy z Volkswagenem i koncernem Vattenfall, rezygnują z klasycznych, stacjonarnych baterii montowanych w budynkach. Zamiast tego domowe instalacje fotowoltaiczne zasilają akumulatory zaparkowanych samochodów elektrycznych. Ten prosty zwrot w podejściu do zarządzania prądem drastycznie obniża koszty życia i odciąża sieć w szczycie.

Ile można na tym zarobić i co trzeba mieć w garażu?

Kluczem do finansowego sukcesu tego rozwiązania jest odpowiednia infrastruktura. Składają się na nią dwukierunkowa ładowarka, oprogramowanie zarządzające oraz auto z obsługą technologii V2X. Taki zestaw pozwala całkowicie zignorować drożejący prąd z sieci w godzinach największego zapotrzebowania, kiedy ceny na giełdzie szybują w górę. Inteligentny system odcina wtedy pobór z elektrowni i przerzuca zasilanie całego budynku na zaparkowany pojazd. Energia pobierana jest z niego aż do momentu, gdy stawki znów spadną lub fotowoltaika zacznie generować darmowe nadwyżki.

W realiach szwedzkich taryf dynamicznych, gdzie ceny zmieniają się co godzinę, ten prosty mechanizm generuje oszczędność rzędu 10-12 tysięcy koron rocznie. To daje około 4 tysiące złotych czystego zysku w domowym budżecie. Potencjał tej technologii zauważyła już Unia Europejska. W ramach specjalnego funduszu Battery Booster Facility postanowiła zainwestować aż 1,5 miliarda euro w rozwój rynku lokalnego. Ma to na celu przede wszystkim masową produkcję oraz drastyczne obniżenie cen takich dwukierunkowych urządzeń dla zwykłych konsumentów.

Elektryki w Szwecji wykorzystuje się m.in. do ogrzewania budynków / Źródło zdjęcia: unsplash (@zaptec)

Dlaczego akumulator elektryka wygrywa ze stacjonarną baterią?

Wszystko sprowadza się do faktu, iż przeciętny samochód osobowy spędza na parkingu około 95% doby. Realnie korzystamy z niego zaledwie przez pozostałe 5% czasu. Zamiast kupować drogi, montowany na ścianie domowy magazyn energii, który zwykle oferuje skromną pojemność od 5 do 15 kWh, Szwedzi zaczęli po prostu efektywnie wykorzystywać zasoby stojące na podjeździe.

Przeciętny elektryk nowej generacji dysponuje bowiem ogniwami o pojemności od 50 do choćby 100 kWh. To oznacza, iż jedno auto mieści w sobie tyle prądu, co kilka potężnych systemów stacjonarnych. Taki gigantyczny zapas zgromadzony w podłodze pojazdu jest w stanie bez problemu utrzymać przy życiu całe gospodarstwo domowe wraz z pompą ciepła, lodówką oraz oświetleniem przez okres od 5 do 7 dni, zapewniając pełną niezależność i bezpieczeństwo w przypadku awarii zasilania.

Szwedzki eksperyment jasno dowodzi, iż kluczem do taniej energii nie muszą być kolejne, drogie inwestycje, ale po prostu mądrzejsze wykorzystanie sprzętu, który już posiadamy.

Źródło tekstu: EY Sweden / Zdjęcie otwierające: unsplash (@myenergi)

auta elektryczneelektrykisamochody elektryczne
Idź do oryginalnego materiału