Nowe zasady „Made in Europe” wymuszą lokalną produkcję w Polsce i regionie. Koniec z importowanymi technologiami?

2 godzin temu

Komisja Europejska przyjęła wniosek ustawodawczy Industrial Accelerator Act (IAA), wprowadzający rygorystyczną doktrynę „Made in Europe”. To przełomowy moment, w którym teoretyczne dotąd zapowiedzi ochrony unijnego rynku stały się konkretnym projektem prawa, wymuszającym 70% lokalnego wkładu w kluczowych sektorach przemysłu.

Choć zaprezentowany projekt ustawy nie pozostało obowiązującym prawem, jego publikacja wyznacza nową erę w polityce gospodarczej UE. Dokument trafia teraz pod obrady Parlamentu Europejskiego oraz Rady UE, co oznacza początek formalnych negocjacji. Realne wejście w życie większości przepisów planowane jest na przełom 2026 i 2027 roku, jednak dla biznesu dzisiejsza data jest sygnałem do natychmiastowej rewizji strategii inwestycyjnych. Kluczowym założeniem aktu jest zwiększenie udziału przemysłu w unijnym PKB do 20% do 2035 roku, co ma zostać osiągnięte poprzez rygorystyczne kryteria w zamówieniach publicznych i systemach wsparcia.

Najwięcej emocji budzą twarde limity dotyczące inwestycji zagranicznych (FDI). Projekt zakłada, iż każda inwestycja spoza UE przekraczająca 100 mln euro w sektorach strategicznych, takich jak produkcja baterii, pojazdów elektrycznych czy fotowoltaiki, będzie musiała spełnić surowe warunki dodatkowe. Inwestorzy z państw kontrolujących ponad 40% globalnego rynku w danej dziedzinie zostaną zobowiązani do tworzenia spółek joint-venture z podmiotami z UE, w których ich udział kapitałowy nie przekroczy 49%. Ponadto, projekt nakłada obowiązek zatrudnienia co najmniej 50% pracowników z UE oraz przeprowadzenia pełnego transferu technologii do europejskiego oddziału.

Dla sektora motoryzacyjnego, kluczowego z punktu widzenia m.in. polskiej gospodarki, akt wprowadza definicję „pojazdu europejskiego”. Aby auto elektryczne mogło korzystać z publicznych dopłat lub być preferowane w przetargach, co najmniej 70% wartości jego komponentów musi być wytworzone wewnątrz Wspólnoty. Projekt przewiduje jednak pewną elastyczność – Komisja Europejska będzie mogła dostosowywać te progi, jeżeli ich restrykcyjność doprowadziłaby do paraliżu dostaw lub braku konkurencji w mniejszych państwach członkowskich. Wiceprzewodniczący KE, Stéphane Séjourné, podkreślił podczas konferencji, iż „Europa przestaje być tym samym placem zabaw dla zagranicznych monopoli”.

Idź do oryginalnego materiału