
Włoscy inżynierowie kojarzą się przede wszystkim z rykiem silników V12 i zapachem spalonej benzyny na asfalcie (no… może z wyjątkiem elektrycznego Ferrari Luce). Tym razem jednak, nomen omen, wkraczają na rzadziej uczęszczane akweny.
Zespół z Maranello zdradził techniczne szczegóły swojego imponującego, ponad 30-metrowego wyścigowego jachtu żaglowego, znanego jako Ferrari Hypersail. To maszyna, w której klasyczne rozwiązania odesłano do archiwum, a do sterowania użyto podzespołów przeniesionych wprost z najnowszych supersamochodów.
Duch Apple Car żyje w Maranello? Ferrari Luce ma 1050 KM – narysował go Jony Ive [galeria]
Siła rąk załogi ładuje akumulatory
Największą technologiczną rewolucją na pokładzie jest system nazwany Winch-by-Wire. W tradycyjnym żeglarstwie siła rąk załogi obsługującej wyciągarki przenoszona jest na liny dzięki skomplikowanych mechanicznych przekładni i hydrauliki. Wraz ze wzrostem obciążenia na żaglach ruchy stają się wolniejsze, a człowiek błyskawicznie traci siły. Włosi postanowili całkowicie odciąć mechanikę od lin.

Siła ludzkich mięśni jest tu natychmiastowo zamieniana na energię elektryczną, która trafia bezpośrednio do pokładowej sieci. Dzięki temu załogant kręci korbami w optymalnym, stałym tempie niezależnie od warunków pogodowych, a wytworzony w ten sposób prąd napędza wyciągarki. Pozwala to jednej osobie precyzyjnie kontrolować obciążenia rzędu choćby 9 ton. Co ciekawe, układ ten wykorzystuje silniki elektryczne zapożyczone wprost z aktywnego zawieszenia modeli Purosangue oraz F80.
Pierwszy SUV w historii Ferrari – debiutuje Ferrari Purosangue
Lot nad falami kontrolowany przez motoryzacyjne systemy
Hypersail to tak zwany foiler – jacht jednokadłubowy, który przy odpowiedniej prędkości unosi się nad wodą na specjalnych płatach nośnych, znacznie minimalizując opory nawodne. Kontrola tego „lotu” wymaga precyzji, z którą na co dzień mierzą się zaawansowane systemy w sportowych samochodach.
Do zarządzania potężnymi ramionami nośnymi i kilem użyto 800-woltowej tylnej osi elektrycznej z całkowicie elektrycznego modelu Ferrari Luce. Z kolei za błyskawiczne, drobne korekty stabilności – czyli ruchy mniejszych klap sterujących – odpowiadają mniejsze pompy hydrauliczne zasilane niezależnymi silnikami 48 V. Rozdzielenie tych systemów ma zagwarantować bezawaryjność podczas najtrudniejszych, oceanicznych przepraw.

Pokład bez kropli paliwa
Przepisy w wyścigach morskich stają się coraz bardziej restrykcyjne pod kątem wagi sprzętu i emisji spalin, dlatego włoska jednostka ma być całkowicie samowystarczalna energetycznie. Pokład jachtu pokryto specjalnymi, antypoślizgowymi panelami słonecznymi o łącznej powierzchni 100 metrów kwadratowych. Z tyłu kadłuba przewidziano z kolei miejsce na demontowalne turbiny wiatrowe.
Cała nadwyżka energii płynącej z natury i pracy ludzkich rąk trafia do dwóch potężnych akumulatorów 800 V. To z nich czerpana jest moc niezbędna do działania całej wyrafinowanej elektroniki pokładowej i systemów sterowania, bez konieczności zabierania na pokład jakiegokolwiek ciężkiego, spalinowego generatora prądu.
Jeśli artykuł Ferrari buduje ponad 30-metrowy jacht wyścigowy. Elektronikę wyjęto prosto z modelu Purosangue nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

1 godzina temu














