Byliśmy na polskiej prezentacji DENZY i mogliśmy z bliska zobaczyć samochody, z którymi chińska marka chce wejść do segmentu premium. Najwięcej uwagi przyciągała oczywiście DENZA Z – elektryczny supersamochód o mocy 1604 KM, którego cena w Polsce zaczyna się od 705 320 zł. Na żywo robi naprawdę niesamowite wrażenie. Pytanie tylko, jak często będziemy mieli okazję zobaczyć ten samochód na polskich ulicach.
DENZA Z ma 1604 KM i kosztuje 705 320 zł
DENZA Z to zdecydowanie samochód, który przyciąga uwagę. Oglądaliśmy jeszcze wersję przedprodukcyjną, więc nie wszystko było idealne. Widać było między innymi nierówne szpary między elementami nadwozia czy niedoskonałości lakieru. Mimo tego trudno było przejść obok niej obojętnie.
Szczególnie dobrze wyglądają duże hamulce i obręcze, karbonowe elementy zderzaków, wloty powietrza i dyfuzory. DENZA Z wygląda jak samochód sportowy z prawdziwego zdarzenia, a nie elektryk, który tylko próbuje taki być.
W Polsce będą dostępne trzy wersje. DENZA Z Coupe kosztuje 705 320 zł, DENZA Z Spider 782 320 zł, a DENZA Z Racing 855 360 zł.
W każdej wersji mamy trzy silniki elektryczne, napęd na cztery koła, 1604 KM i 1240 Nm. DENZA Z Coupe rozpędza się do 100 km/h w 2,25 s i może pojechać 300 km/h.
DENZA Z Spider potrzebuje 2,3 s, a DENZA Z Racing 2,25 s. Z opcjonalnymi półslickami ta ostatnia potrafi osiągnąć 100 km/h w 1,96 s. Prędkość maksymalna wynosi 350 km/h.
Swoją drogą, 705 320 zł za samochód chińskiej marki to naprawdę szokująca cena. Oczywiście DENZA chce być marką premium i pod względem technologii czy wyposażenia ma czym się pochwalić, ale w Polsce jej renoma dopiero się buduje. Trudno więc oczekiwać, iż dla wszystkich klienta sama specyfikacja będzie wystarczającym argumentem, żeby wydać ponad 700 tys. zł.

DENZA obiecuje, iż można przyspieszać raz po razie
Przy takich osiągach interesująca pozostało jedna rzecz. Przedstawiciele DENZY mocno podkreślali podczas prezentacji, iż samochód ma pozwalać na wielokrotne przyspieszanie z pełną mocą bez wyraźnego ograniczania osiągów.
To wcale nie jest takie oczywiste w przypadku elektrycznych supersamochodów. Przy kolejnych bardzo mocnych przyspieszeniach napęd i bateria mocno się nagrzewają, a kiedy temperatury robią się zbyt wysokie, elektronika może ograniczyć moc.
DENZA twierdzi, iż w przypadku DENZY Z udało się ten problem odpowiednio rozwiązać. Ma to być zasługa między innymi bardzo wydajnego napędu oraz baterii Blade drugiej generacji.
Brzmi ciekawie, ale tego akurat nie będziemy udawać, iż już sprawdziliśmy.
Mała bateria, ale bardzo szybkie ładowanie
DENZA Z ma akumulator LFP o pojemności 76 kWh. Jak na samochód o długości niemal 4,8 m i mocy 1604 KM nie jest to szczególnie dużo.
Ogniwa LFP mają swoje zalety, ale jednym z ich ograniczeń jest gęstość energii. DENZA i BYD próbują jednak wycisnąć z tej technologii znacznie więcej, między innymi dzięki specjalnemu elektrolitowi, którego szczegóły pozostają tajemnicą BYD.
W efekcie mamy połączenie, które jeszcze niedawno wydawało się trudne do osiągnięcia – ogniwa LFP i ekstremalnie szybkie ładowanie.
Zasięg DENZY Z według WLTP wynosi od 380 do 410 km, zależnie od wersji. Oczywiście mówimy tutaj o spokojnej jeździe. Trudno oczekiwać, iż samochód z trzema silnikami i mocą 1604 KM będzie przejeżdżał ponad 400 km, jeżeli cały czas będziemy korzystać z jego możliwości.
Znacznie ciekawiej wygląda ładowanie. DENZA deklaruje 10–70 proc. w 5 minut oraz 10–97 proc. w 9 minut. Maksymalna moc ma sięgać 1500 kW.
Na razie takich możliwości nie wykorzystamy jednak na przypadkowej ładowarce. Pierwsze FLASH Chargery mają pojawić się przy salonach DENZY.

W środku jest dobrze, ale nie wszystko zachwyca
Wnętrze DENZY Z jest zdecydowanie bardziej klasyczne, niż można byłoby się spodziewać po samochodzie z takimi osiągami. Mamy duży ekran centralny o przekątnej 12,8 cala, cyfrowe zegary i system Google, za pomocą którego nie trzeba choćby podłączać telefonu, żeby korzystać z Map Google czy innych aplikacji.
Co ciekawe, producent nie poszedł tutaj w stronę pozbywania się wszystkich przycisków. Na kierownicy znalazły się duże, odseparowane od siebie przyciski, a kolejne umieszczono pod ekranem. I akurat w sportowym samochodzie ma to sporo sensu.
Sam projekt wnętrza nie robi jednak aż takiego wrażenia jak nadwozie. Do samochodów pokroju Porsche jeszcze trochę brakuje, przede wszystkim pod względem stylistyki. Materiały są natomiast na odpowiednim poziomie.
DENZA stawia na personalizację
Widać za to, iż DENZA chce mocno postawić na możliwość dopasowania samochodu do klienta. Można wybierać między innymi kolor nadwozia, tapicerkę czy kolor zacisków hamulcowych.
Dlatego DENZY Z raczej nie kupimy po prostu z placu. Samochód będzie zamawiany pod konkretnego klienta, a według informacji przekazanych podczas prezentacji na realizację zamówienia trzeba będzie poczekać około 4–6 miesięcy.
To również pokazuje, do kogo kierowany jest ten samochód. Przy planowanej sprzedaży kilku, może kilkunastu egzemplarzy rocznie trudno mówić o modelu masowym. DENZA Z ma być raczej samochodem dla osób, które chcą mieć coś naprawdę nietypowego.
Cztery salony DENZY jeszcze w tym roku
DENZA ma przy tym plan, żeby w Polsce zbudować normalną sieć sprzedaży. Jeszcze w tym roku mają działać cztery salony marki.
Ciekawie zapowiada się przede wszystkim Warszawa. Przy ulicy Świętokrzyskiej, zamiast salonu BYD, planowany jest ekskluzywny showroom DENZY. Pomysł jest prosty – BYD pozostaje bardziej masową marką, a DENZA ma dostać własną, bardziej luksusową przestrzeń.
Przy salonach mają pojawić się również wspomniane wcześniej FLASH Chargery. Na początku to właśnie tam będzie można skorzystać z najszybszego ładowania.

DENZA Z9GT może być bardziej interesująca
Oprócz DENZY Z mogliśmy zobaczyć także DENZĘ Z9GT. To duży shooting brake, który występuje jako hybryda plug-in oraz samochód elektryczny.
DENZA Z9GT DM kosztuje od 526 320 zł. Ma baterię o pojemności 63,82 kWh, silnik elektryczny o mocy 203 KM i przyspiesza do 100 km/h w 3,6 s. Tutaj również mamy FLASH Charging – od 10 do 70 proc. w 5 minut.
Jeszcze ciekawiej wygląda DENZA Z9GT EV. Samochód kosztuje od 562 870 zł, ma akumulator o pojemności 122 kWh, zasięg przekraczający 600 km i przyspiesza do 100 km/h w 2,7 s.
Na pokładzie znalazły się między innymi skrętna tylna oś, aktywny spojler, cyfrowe lusterka wsteczne, AR-HUD oraz nagłośnienie Devialet. Jest też system pozwalający na obracanie samochodu praktycznie w miejscu.
To chyba właśnie DENZA Z9GT może okazać się jednym z ciekawszych modeli dla klientów, którzy szukają czegoś innego niż kolejny niemiecki samochód premium.
DENZA D9 to luksusowy van
DENZA D9 jest zupełnie innym samochodem. To duży, luksusowy van, w którym najważniejszy jest komfort pasażerów.
Wersja Elegance kosztuje od 394 700 zł, a Ultimate 413 700 zł. W środku mamy trzy rzędy siedzeń, elektrycznie sterowane fotele, wentylację i masaż. Do tego dochodzi nagłośnienie Devialet.
W bogatszej wersji pojawia się między innymi skóra Nappa i jeszcze bardziej rozbudowane wyposażenie tylnej części kabiny.
DENZA D9 ma więc być bardziej samochodem do spokojnego podróżowania niż czymś, co kupuje się dla osiągów. I pod tym względem dobrze pasuje do tego, jak marka próbuje pozycjonować całą swoją ofertę.

DENZA BAO 5 przyjedzie w październiku
Najbardziej nietypowa jest chyba DENZA BAO 5. Z zewnątrz wygląda jak duży SUV, ale pod spodem mamy konstrukcję na ramie i hybrydowy układ napędowy DMO.
DENZA BAO 5 ma 544 KM, trzy blokady mechanizmów różnicowych i hydrauliczne zawieszenie DiSus-P. Możliwości terenowe powinny więc być naprawdę dobre.
Tyle iż trudno zakładać, iż większość tych samochodów będzie regularnie zjeżdżać z asfaltu. Wnętrze jest bardzo luksusowe, a wyposażenie obejmuje między innymi panoramiczny dach, podgrzewaną kierownicę, skórzane fotele, wentylowane przednie siedzenia, masaż, system audio Devialet i wyświetlacz HUD.
DENZA BAO 5 Elegance kosztuje 359 040 zł, a Ultimate 402 160 zł. W tej drugiej wersji dochodzą między innymi fotele Nappa, wentylowane tylne siedzenia, cyfrowe lusterko, 20-calowe felgi i elektrycznie wysuwane stopnie boczne.
Samochód ma pojawić się w Polsce w październiku.

DENZA ma pomysł, ale ceny będą wyzwaniem
Po tym, co zobaczyliśmy na prezentacji, trudno odmówić DENZIE rozmachu. Marka wchodzi do Polski z bardzo różnymi samochodami i wyraźnie chce budować wizerunek producenta premium.
Widać też, iż nie chodzi wyłącznie o moc i osiągi. DENZA stawia na luksus, technologię i personalizację, a do tego chce zapewnić własną sieć salonów i infrastrukturę szybkiego ładowania.
Problemem pozostają ceny. 359 tys. zł za BAO 5, prawie 400 tys. zł za D9, ponad 500 tys. zł za Z9GT i ponad 700 tys. zł za DENZĘ Z to naprawdę dużo jak na polskie realia. Szczególnie iż marka dopiero zaczyna budować u nas swoją renomę.
DENZA Z jest przy tym samochodem, który na żywo robi ogromne wrażenie. Tylko iż przy planowanej sprzedaży kilku czy kilkunastu sztuk rocznie prawdopodobnie szybciej zobaczymy ją na zdjęciach niż na ulicy.
Na razie ciekawsze będzie obserwowanie, czy klienci rzeczywiście zaakceptują ceny, z którymi DENZA wchodzi do Polski. Bo pod względem technologii i pomysłów na samochody Chińczycy mają tu sporo do pokazania. Teraz muszą jeszcze przekonać do tego klientów.












