
Nowy pomysł ma zwrócić uwagę na bardzo powszechne zagrożenie, ale chcąc nie chcąc zrzuca się odpowiedzialność na tych, którzy są najmniej winni – na pieszych.
Od lat prowadzą małą krucjatę przeciwko akcjom w stylu „odłóż telefon – żyj”. Malunki pojawiające się m.in. przed przejściami dla pieszych są źródłem mojej niemałej irytacji. Zakładam, iż wpadający na te pomysły mają dobre intencje i naprawdę chcą dobrze, ale tego typu kampanie wcale nie uderzają w źródło problemu, jakim są pędzący kierowcy. To tak, jakby odpowiedzią na niedziałające światła na ulicy, przez co piesi mogą skręcać sobie kostki tonąc w egipskich ciemnościach, byłaby nie naprawa oświetlenia, a drukowanie map pozwalających ominąć mroczną dzielnicę.
Co gorsza – na tym wcale nie koniec. Może być coś jeszcze bardziej nietrafionego. Instytut Spraw Obywatelskich proponuje Ministerstwu Infrastruktury utworzenie nowego znaku, który miałby ostrzegać przed „rozproszeniem uwagi przez telefon komórkowy”.
Taki znak mógłby pełnić funkcję prewencyjną i edukacyjną: przypominałby pieszym, aby podnieśli wzrok znad ekranu, a kierującym – aby zachowali szczególną ostrożność w miejscach, gdzie piesi mogą być rozproszeni – czytamy w liście skierowanym do ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka.
Rafał Górski, prezes zarządu Instytutu Spraw Obywatelskich, zastrzega, iż „proponowany znak nie powinien być traktowany, jako przerzucanie odpowiedzialności na pieszych, ani jako osłabienie obowiązków kierujących pojazdy wobec pieszych”. Wręcz przeciwnie:
powinien przypominać wszystkim uczestnikom ruchu, iż telefon komórkowy w ręku może ograniczyć uwagę, spowolnić reakcję i doprowadzić do tragedii.
A jednak zasugerowany wygląd to trójkątne pole, czerwone obrzeże, żółte tło oraz czarny symbol osób patrzących w telefony komórkowe
Niby nie tylko piesi się gapią, niby nie tylko oni są problemem, ale… na znaku lądują właśnie ludzie-zombie, którzy bezmyślnie wkraczają pod maski samochodów.
Nie bagatelizuję takich zdarzeń, bo wiem, iż dochodzi do sytuacji, kiedy zapatrzeni w ekrany faktycznie zapominają o tym, gdzie się znajdują. Zerknijmy jednak w opublikowany przez policję raport o wypadkach drogowych w Polsce w 2025 r. Płynęły z niego dobre wiadomości, skoro „od 2020 r. do 2023 r. miał miejsce sukcesywny spadek liczby wypadków, osób zabitych i rannych”. Wprawdzie w 2024 roku odnotowano nieznaczny wzrost, ale już w 2025 roku nastąpił znaczny spadek.
W 2025 roku do Policji zgłoszono 20 925 wypadków drogowych mających miejsce na drogach publicznych, w strefach zamieszkania lub strefach ruchu. Z winy kierujących pojazdami powstało 19 195 wypadków (co stanowi 91,7 proc. ogółu). W wyniku tych zdarzeń śmierć poniosło 1 430 osób (86,1 proc.), a 22 838 zostało rannych (92,9 proc.). Główne przyczyny to nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu, niedostosowanie prędkości do warunków ruchu i nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu dla pieszych, stanowiące 10,9 proc. ogółu.
Piesi w 2025 r. spowodowali 803 wypadki (3,8 proc. ogółu wypadków), w wyniku których śmierć poniosły 164 osoby (9,9 proc. ogółu zabitych), a obrażenia ciała odniosły 663 osoby (2,7 proc. ogółu rannych) – czytamy w raporcie. W porównaniu z 2024 r. piesi spowodowali mniej wypadków o 168, w których było mniej osób zabitych o 23 i mniej osób rannych o 147.
Co wydaje się szczególnie istotne:
Najwięcej wypadków, bo 220 (27,4% ogółu wypadków z winy pieszych), najwięcej ofiar śmiertelnych, bo 65 (39,6% ogółu zabitych w wypadkach z winy pieszych) oraz osób rannych 163 (24,6% ogółu rannych w wypadkach z winy pieszych) spowodowali piesi powyżej 60 lat.
Nie chcę sięgać po krzywdzące stereotypy, ale raczej możemy się zgodzić, iż osoby powyżej 60 lat raczej nie są tymi, które zatapiają się w wirtualnym świecie i zapominają o otaczającej ich rzeczywistości.
Tymczasem kiedy powstają malunki ostrzegające przed telefonami, pomysłodawcy wskazują na problem uzależnień od technologii wśród młodych. To słuszna obawa, ale naprawdę nie wiem, czy chodniki są odpowiednim miejscem do toczenia takich walk.
Instytut Spraw Obywatelskich, co trzeba uczciwie przyznać, podkreśla, iż faktycznie nie tylko piesi są problemem
Mało tego – przytacza uwagi Europejskiego Obserwatorium Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, z których wynika, iż „korzystanie z telefonu trzymanego w ręku zwiększa ryzyko wypadku u kierowców samochodów”.
O tym mówi się jednak jakby nieco mniej. A jeżeli nawet, uderza w zupełnie inne tony. Policyjne kampanie brzmią: „łapki na kierownicę”. Pieszych przestrzega się w dramatycznym tonie: odłóż telefon i żyj! A do kierowców zwraca się jak do przedszkolaków, którzy powinni pilnować swoich łapek. A zgodzimy się chyba, iż jazda samochodem to coś więcej niż zabawa na dywanie?

Te zupełnie odmienne przekazy są krzywdzące dla pieszych, którym przypomina się, iż muszą walczyć o życie. Tymczasem w przypadku kierowców to raptem delikatne zwrócenie uwagi, kilka różniące się od strofowania urwisów z ostatniej ławki.
Nic dziwnego, iż takie kampanie nie robią wielkiego wrażenia
Ostatnio notorycznie obserwuję kierowców, którzy stojąc na światłach przeglądają telefon. Dochodzi do zabawnych z perspektywy pieszego sytuacji, kiedy reszta samochodów rusza, a jeden gapa dalej stoi, bo filmik z pieskiem jeszcze nie skończył. Ciekawe, ile korków to właśnie efekt takich spóźnionych ruchów.
Mało tego, na łamach Autobloga Paweł Grabowski opisywał podróż z kierowcą, który w trakcie jazdy przeglądał TikToka. Mam obawy, iż choćby gdyby proponowane przez ISO znaki powstały i skierowane byłyby również w stronę kierowców, akurat ten taksówkarz mógłby go przegapić.
– Problem nie jest marginalny, ani sezonowy. Jest stałym elementem współczesnego ruchu drogowego i będzie tylko rósł – podkreśla instytut. I mogę się tylko pod tym podpisać. Nie sądzę jednak, aby znaki cokolwiek zmieniły. Co więcej, widzę więcej szkody niż pożytku, bo siłą rzeczy znowu spycha się odpowiedzialność na pieszych. Obwinia się ofiary. To oni są bezmyślni, to oni są zagrożeniem. I choć w tym przypadku podjęto próby, aby na problem spojrzeć szerzej, to i tak piesi lądują na znaku.
Stereotyp o złych pieszych podtrzymany. A kierowcy? Cóż, oni mogą nie trzymać łapek na kierownicy. Zawsze im się jakoś upiecze. Jak zwykle.
Zdjęcie wygenerowane przy pomocy SI.













