Po 9 latach do Polski dotarła prawdziwa zima. Duże mrozy i duże opady śniegu. Coś co było normalne kilka lat temu stało się szokiem. Pojawiła się wreszcie możliwość jazd po lodzie, bo jego grubość zaczęła wreszcie mieć bezpieczną wartość. Niestety coś co kiedyś było normalne, dzisiaj zaczyna kuć niektórych w oczy i tworzy się sztuczny problem.
Zmiana przepisów i karanie kierowców za najmniejszy śnieżny poślizg na zaśnieżonym placu ośmieliła „ekspertów” do siania kolejnych dziwnych teorii. Coś co kiedyś było normalne i zrozumiałe przez wszystkich urasta do rangi wykroczenia i piractwa drogowego. W zimę puste place były wykorzystywane do zabawy w aucie i korzystania ze śniegu. Nikomu to nie przeszkadzało. Ucierpieć mogły co najwyżej krawężniki, felgi czy duma kierowcy. Teraz wymyślne zakazy powodują, iż za takie „zabawy” grozi 8 tys zl kary. Tym sposobem takie „drifty” realizowane są na ulicach, aby gwałtownie zmieniać lokalizacje i nie dać się zblokować. Wcześniej poszkodowany mógłby być co najwyżej wózek sklepowy, teraz zrobiło się naprawdę ryzykowanie. Sukces ustawodawcy.
Nieliczne tory są oblężone jak spadnie śnieg, ale jazda po jednym szlaku gwałtownie degraduje białą nawierzchnięNormalni kierowcy szukają więc legalnej okazji do jazd po śniegu. Po intensywnych opadach, tory przeżywają oblężenie co pokazuje, iż zapotrzebowanie jest ogromne. Szansą okazały się zamarznięte jeziora. Ogromne połacie równej powierzchni z dala od ruchu ulicznego. Coś co jest normalne w innych krajach i w naszym też, jeszcze kilka lat temu, było normalne. Mieliśmy choćby imprezy dla kierowców amatorów z trasą po jeziorach pod nadzorem straży pożarnej. Imprezy z wynikami i pucharami. W Estonii choćby otworzono tej zimy oficjalną drogę po lodzie. Co się zmieniło? Polski lód jest bardziej zły czy inny niż 9-12 lat temu?
Lód w Estonii jest ok, w Polsce jest zły | fot. tvnmeteo.plZmieniło się postrzeganie codzienności. Modne jest straszenie, a słowo bezpieczeństwo, szczególnie w kontekście motoryzacji, odmieniane jest przez wszystkie przypadki i podciera się nim każde najdziwniejsze decyzje i przepisy. Więc to słowo nic już nie znaczy. Ale idzie się w zaparte. Lepiej zakazać niż mieć potencjalny problem.
W normalnym kraju korzysta się z warunków i prowadzone są oficjalne szkoły jazdy. Dla amatorów i dla zawodników. Kilka albo kilkanaście torów na lodzie. Absolutna normalność.
Zima to idealne możliwości treningu
Jazda po śniegu i lodzie to doskonały trening kontroli nad pojazdem. Można panować nad poślizgiem w znacznie mniejszych prędkościach niż w lecie. Kierowcy przez zabawę, świadomie lub nie, zaczynają czuć auto. Rozumieć jego zachowanie i mogą wyczuć kiedy zaczyna się utrata kontroli. Jest to także wentyl dla emocji i chęci poślizgania się autem. Kto się wyszaleje na śniegu, później jeździ spokojniej bo emocje już uleciały.
Otwarta przestrzeń wybacza wszelkie błędy i wypadnięcia z trasy, to są idealne warunki do treninguZdobywa się zimowe umiejętności, które w tym roku na pewno by się wielu przydały. Niestety takie szkolenia i zabawy trzeba robić na własny koszt. Po kursie na prawo jazdy, który jest bardziej „kursem na parkingowego” nie dziwne, iż taka zima sparaliżowała i OBNAŻYŁA braki w szkoleniach polskich kierowców, gdzie kierowcy polegli na wielu drogach zwalając winę na zbyt dużą ilość śniegu ….. w zimę. Ludzie wybrali się przez pół polski, część na oponach letnich, bez żadnych narzędzi, termosów czy zapasowych ubrań mimo alertów RCB!!!
A gdzie są płyty poślizgowe???? Miały być obowiązkowe przy zdawaniu na prawko. Od lat mami się nas zmianami. Kiedy wyjdziemy z tego motoryzacyjnego ciemnogrodu?
Zalety zimowych treningów potwierdza wielu doświadczonych zawodników. Sami chętnie korzystają z uroków lodu. Oni są dla mnie większym autorytetem w tematyce jazdy autem niż urzędnicy i egzaminatorzy na prawo jazdy mentalnie jeszcze żyjący w czasach Fiatów 126p i Polonezów. Ale dziwi mnie, iż te motorsportowe autorytety nie podejmują rękawicy i nie próbują wyjaśnić na czym to polega. Jedynie jeden zawodnik mający dostęp do TV cyklicznie tłumaczył jazdy lodowe, ich zasady i pozytywny sens. Niestety stacja „matka” poszła w populistyczny ton.
Media straszą, dużo haseł bez sprawdzenia
Z informacji jakimi próbowały nas straszyć masowe media to 300 aut, drifty, szkolenia rajdowe, wyścigi, szaleństwo na 5 cm grubości lodu. Autor wypisał chyba wszystkie pojęcia jakie znał, wymieszał i pomnożył liczbę aut x3 albo choćby x4. Szybka weryfikacja jako osoby będącej na miejscu to ilość aut. Jest ich przeważnie kilkanaście, a bezpośrednie wyścigi są zabronione. Przejazdy realizowane są bez pomiaru czasu, ściganie jest odgórnie zakazane, szybsze auta mają być przepuszczane. Grubość lodu to ponad 25cm, mierzone kilka/kilkanaście razy dziennie w wielu miejscach. Więc okazuje się, iż 3 z 5 „rażących” informacji to po prostu kłamstwa. Wymieszano dzikie wjazdy ze zorganizowanymi jazdami pod nadzorem.
Szkolenia rajdowe to jazda z instruktorem, który na bieżąco koryguje nasze ruchy, podpowiada jak wprowadzić i wyprowadzić aut z kontrolowanego poślizgu. Raczej nic strasznego. choćby powiedziałbym, iż codzienność w ośrodkach doszkalających.

Nie byli na choćby na miejscu
Jak się bardzo gwałtownie okazało nikt z dziennikarzy nie był na miejscu. Wysypał się jeden z Piszowskich portali, iż duży nadawca wykorzystał ich materiał w publikacji. Rozumiecie? Wykorzystano randomowe nagrywki i zdjęcia bez weryfikacji na miejscu i zrobili materiał na cały kraj. Powtarzam, NIKT z dziennikarzy tej stacji nie był na miejscu. Do tego powołano się na głosy mieszkańców, iż warkoty silników, bez bezpośredniej rozmowy, czyli ktoś, coś, gdzieś mówił. interesujące bo w okolicy Śniardw jest -20 więc wszyscy mają okna szczelnie zamknięte.
Materiał lokalny, który miał charakter informacyjny, został przekształcony w materiał straszący i sugerujący, iż jest to niebezpieczne. Wywiady z ekspertami, którzy …. też nie byli na miejscu i nie widzieli jak to działa.
Sukces dla zasięgów, trochę słabo dla prawdy co potwierdziły komentarze użytkownikówDrugi z popularnych serwisów konkurencyjnych stacji też podłapał temat. Tutaj już pokuszono się o kontakt z mieszkanką która narzekała na hałas w późnych czy choćby nocnych godzinach. Szybka weryfikacja i okazało się, iż tyczy się to dzikich wjazdów i terenu „sąsiada” wspomnianej mieszkanki, który zaczął wpuszczać bez kontroli auta na lód w miejscowości Nowe Guty. Jak się później okazało, na innych jeziorach też lokalny właściciel pensjonatu wpuszczał auta przez swój teren licząc, iż kilku zostanie na noc i będą u niego nocować.
Ale tam nie odbywały się żadne organizowane wjazdy. Normalne lodowe treningi były w innej miejscowości i do godziny 16:00 z zegarkiem w ręku. Wiem bo też byłem ściągany o 16 i nie było zmiłuj, żeby jeszcze chociaż jedno okrążenie na odchodne zrobić. Więc ponownie bez sprawdzenia wszyscy zostali wrzuceni do jednego worka i zostali zmierzeni jedną miarą. Jak zawsze i dokładnie tak samo jak przy nowych przepisach gdzie zrównuje się zabawy na pustym placu na uboczu, czy choćby spotkanie z kolegami w 11 lub więcej aut, aby pogadać przy otwartej masce, z jazdami 200 km/h po mieście i nielegalnymi wyścigami.
Jak jest naprawdę
Nikt nie zadał sobie trudu, więc piszemy jak jest naprawdę. Trasy wytyczna są na płyciznach. To jest żelazna zasada. Mimo grubości lodu rzędu 25-35 cm jazdy są TYLKO na płyciznach jeziora. Auta nie są wypuszczona na głębokie partie.
Wjazdy realizowane są po odprawie. Gdzie kierowcy są informowani o ryzyku i zasadach poruszania się. Zabraniane są agresywne jazdy na wjeździe na taflę oraz na dojazdówkach. Zabraniane jest stawanie autami obok siebie. Minimum 10 metrów odstępu. A wszelkie zmiany w ustawieniach, przeróbki aut, szybkie naprawy są obowiązkowo na lądzie. Obsługa prowadzi nadzór reagując na różne sytuacje i jest pod telefonem w razie potrzeby gwałtownie wyciąga auta zakopane w śniegu. Osoby, które się nie dostosują mają odbierane wjazdówki i zakaz jazd do końca dnia, czego sam byłem świadkiem.
Prowadzone są liczne odwierty, panowie biegają z wiertłami cały dzień. Podczas ustalania trasy oraz w trakcie jazd. jeżeli grubość lodu się zmienia, albo pojawiają się przebarwienia trasy, jest ona modyfikowana. Trochę to zmienia optykę serwowaną nam w TV. Nie mieszajmy dzikich wjazdów z dobrze przygotowanym organizatorem.
Jazdy kończą się o wcześniej ustalonej godzinie i na ma od tego odstępstw. Organizator nie chce szukać w ciemnościach później zakopanych aut. Wszelkie akcje pomocnicze w nocy są bardzo trudne i dlatego organizator jest tutaj nie ugięty.
Słońce zachodzi, auta są ściągane z trasy, nie ma tutaj najmniejszych negocjacjiNiestety, tak jak wspomniałem wcześniej, wszystko wrzucane jest do jednego worka. Dla dziennikarza przypałowiec na Zegrzu uderzający w pomost i uciekający to to samo co zorganizowany i kontrolowany trening. Może warto odwrócić optykę wrzucając do jednego worka dziennikarza polsatu, tvnu i republiki. Dziennikarz to dziennikarz przecież, ten stoi z kostką i operatorem kamery i ten też, co za różnica.
Walczymy z efektami, a nie przyczynami
Po zimie błędne koło będzie się toczyć dalej. Telewizyjni eksperci co interesujące słusznie zauważają, iż polskie szkolenia są na bardzo złym poziomie, do tego wysokość mandatów i straszenie nie ma znaczenia bo liczy się nieuchronność kary, a nie jej wysokość. Przecież piraci drogowi z pomocą adwokatów wykpią się z oskarżeń, choćby przy nagraniach wideo. A ogromne kary spadną na normalnych kierowców.
Niestety nie zmieni się nic. Nie widać najmniejszej woli w poprawie sytuacji. Zmiany w szkoleniach kierowców wzorem rozwiniętych państw są przekładane w nieskończoność. Wszystkim wygodnie jest jak jest. Na ulicę wypuszcza się kolejnych „parkingowych” strasząc ich mandatami za każde przewinienie.
A tory wyścigowe? Naturalne miejsce dla kierowców gdzie mogą trenować i spokojnie docisnąć mocniej gaz. Temat rzeka. Te w miastach i ich pobliżu skończyły jako łakomy kąsek dla deweloperów. Te dalsze mierzą się z problemami ludzi, którzy sprowadzili się w ich okolice z powodu tanich gruntów i zaczynają pisać protesty bo hałasują na torze, który tu działa od 20 albo więcej lat. Telefony na policję o hałasie potrafią być choćby w dniach kiedy tor stoi pusty, to pokazuje o co w tym chodzi. Ale to także codzienność lotnisk czy choćby wiosek gdzie policja jest wzywana przez „nowych” mieszkańców piaskowych zamków na warczący traktor na polu uprawnym. Ot takie nasze polskie realia.














