Wziąłem telefon na mistrzostwa wyścigów górskich. Zostałem odcięty od świata

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

W miniony weekend wybrałem się na Mistrzostwa Europy FIA w Wyścigach Górskich. Jak zawsze wziąłem ze sobą swój telefon. Nie wiedziałem jednak, iż na praktycznie kilka godzin zostanę odcięty od świata.

W mojej okolicy jak co roku odbył się Wyścig Górski Limanowa – Przełęcz pod Ostrą, w czasie którego przeprowadzono 7. rundę Mistrzostw Europy FIA w Wyścigach Górskich oraz 7. i 8. rundę Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. To duże wydarzenie, które naturalnie przyciąga tysiące osób. Niestety, górzysty teren oraz tłumy ludzi wcale nie pomogły w kwestiach komunikacji. Brak dostępu do internetu na wydarzeniu był wyjątkowo dotkliwy.

Na początku trzeba dojechać na miejsce i odnaleźć ludzi

Na wydarzenie pojechałem ze znajomymi. Byliśmy w dwóch grupkach – jedna dotarła na miejsce dużo wcześniej, druga (w tym ja) dojechała później. Jesteśmy miejscowymi, więc dobrze znamy okolicę, ale i tak, by dotrzeć do konkretnego punktu korzystaliśmy z nawigacji. Taka już specyfika pokolenia Z – Mapy Google to nasz najlepszy przyjaciel.

Niestety podczas dojazdu na miejsce zaczęły się schody z ograniczonym dostępem do sieci. Wyścig jest organizowany w terenach górskich, co oczywiście ma ogromny wpływ na zasięg.

Druga sprawa to fakt, iż wydarzenie odbywa się na terenach wiejskich o średnim stopniu zabudowania. Nie są to wioski, gdzie nikt nie mieszka, ale nie można też nazwać tego miastem. Oznacza to, iż infrastruktura sieci komórkowej jest dostosowana do obsługi mniejszej liczby użytkowników. Łącząc trudny teren, ograniczony zasięg oraz niską pojemność sieci z masowym wydarzeniem, otrzymujemy przepis na problemy z łącznością.

Kłopoty zaczęły się już podczas dojazdu – zasięg na naszych telefonach cały czas się gubił, a dostęp do sieci oraz usługi nawigacji Map Google były przerywane. Jakoś jednak udało się dotrzeć na miejsce. Druga grupka cały czas próbowała się z nami skontaktować, aby ustalić dokładny punkt do oglądania wyścigu. Mimo iż ludzie zostawiają samochody w jednym miejscu, każdy rozchodzi się na inny spot – chce uzyskać jak najlepszy widok. I tutaj wcześniejsze ustalenie miejsca wcale nie pomogły.

Napisanie wiadomości – czy to klasycznego SMS-a, czy na Messengerze – kończyło się komunikatem, iż ta jest wysyłana. Jednak większość choćby nie dotarła na czas. Mimo licznych problemów i opóźnień udało się odnaleźć resztę ekipy i zacząć oglądać najlepszych kierowców.

Na kilka godzin zostałem praktycznie odcięty od internetu

Wydarzenia masowe stanowią test dla infrastruktury sieciowej operatorów. W przypadku dużych festiwali, w których uczestniczą dziesiątki tysięcy osób, firmy telekomunikacyjne przygotowują się odpowiednio wcześniej, stawiając tzw. mobilne stacje bazowe dostosowane do wysokiego obciążenia.

Wyścigi górskie mimo wszystko są bardziej niszowymi imprezami – choćby jeżeli są organizowane przez FIA, która odpowiada również np. za Formułę 1. Dlatego operatorom nie opłaca się specjalnie ulepszać istniejącej infrastruktury. Szczególnie w górzystych terenach, gdzie specjalne nadajniki z sieciami 5G o najwyższych pojemnościach, ale stosunkowo niewielkim zasięgu, wykorzystywane np. podczas festiwali takich jak Open’er czy Pol’and’Rock, w ogóle by się nie sprawdziły.

Trasa wyścigu mierzy bowiem prawie 5,5 km i jest otoczona głównie przez lasy. Po powrocie z wydarzenia postanowiłem sprawdzić, jak wygląda kwestia dostępności nadajników w pobliżu z pomocą strony stacjebazowe.pl. Oczekiwałem, iż będzie ich co najmniej kilka, jednak się przeliczyłem. Tuż obok samej trasy naliczyłem tylko jeden. W rozsądnej odległości kilku kilometrów – maksymalnie cztery, wraz z tym tuż obok trasy.

Przynajmniej mogłem sobie popatrzeć na takie samochody

Dodając do tego setki, a może choćby tysiące użytkowników próbujących się połączyć z internetem, mamy przepis na przeciążenie. I tak w istocie było. Na wydarzeniu byłem ok. 2 godzin i przez większość czasu nie miałem dostępu do sieci. Niby wiadomości przez Messengera wychodziły z mojego telefonu, ale na odbieranie odpowiedzi nie mogłem już liczyć. W pewnym momencie, podczas przerwy spowodowanej czerwoną flagą (zatrzymaniem się jednego z samochodów), udało się na ok. 15 minut złapać dostęp do sieci, aby włączyć transmisję na żywo z Formuły 1.

Gdy czerwona flaga została zdjęta, a kierowcy wrócili do ustanawiania czasów, znowu straciłem dostęp do internetu. I nie dotyczyło to tylko mnie – znajomi korzystający z usług innych operatorów mieli to samo. Sytuacje, w których wiadomości przychodziły po kilku godzinach pobytu na miejscu, były tu standardem.

Mamy 2026 r., ale takie wydarzenia wciąż pokazują, iż jest miejsce na poprawę sieci

Operatorzy sieciowi koncentrują się na większych, bardziej turystycznych i gęściej zaludnionych miejscach. To oczywiste – w takich terenach zapotrzebowanie na dostęp do internetu występuje albo przez cały rok, albo przez cały sezon wakacyjno-urlopowy, a nie tylko przez dwa dni. Nic dziwnego, iż choćby w 2026 r. może zdarzyć się sytuacja, w której przez dłuższy czas nie mamy dostępu do sieci. Dla wielu osób to oczywiście żaden problem – na wyścigi jedzie się po to, aby oglądać samochody na żywo, a nie na YouTube.

Z drugiej strony, aby być bardziej na bieżąco z wynikami, przydałby się dostęp do transmisji na żywo oraz tabeli wyników. Przestrzeń do poprawy dostępu sieciowego istnieje, ale czy to się opłaca – to już druga kwestia.

Idź do oryginalnego materiału