Część przedstawicieli Komisji Europejskiej narzeka na konieczność ładowania elektrycznych samochodów służbowych podczas podróży między Brukselą a Strasburgiem. Trasa liczy ok. 440 km i często wymaga postoju w Luksemburgu. Symboliczny kontrast polega na tym, iż Ursula von der Leyen korzysta z opancerzonego auta… spalinowego.
Podróże między Brukselą a Strasburgiem są stałym elementem pracy unijnych urzędników i polityków. W teorii samochód elektryczny pasuje do oficjalnego kierunku polityki klimatycznej, ale w praktyce służbowa trasa ujawnia ograniczenia związane z zasięgiem aut i czasem ładowania.
Najbardziej drażliwy jest nie sam postój, ale jego moment. Po długim dniu spotkań dodatkowe 20–30 minut przy ładowarce staje się realnym problemem organizacyjnym, a nie tylko drobną niedogodnością.
https://magazynauto.pl/wiadomosci/chiny-roboty-ladujace-auto-ev,aid,6082Bez ładowania się nie da
Część elektrycznych samochodów używanych przez pracowników Komisji Europejskiej wymaga postoju na ładowanie podczas trasy Bruksela–Strasburg. Wypada on w Luksemburgu i według informacji, do których dotarł portal Politico, trwa zwykle 20-30 minut.
W europejskich warunkach 440 km (tyle dzieli Brukselę i Strasburg) to typowa trasa służbowa, dlatego frustracja urzędników dobrze pokazuje różnicę między katalogowymi możliwościami aut na prąd, czyli przede wszystkim zasięgiem zgodnym z cyklem WLTP, a jazdą pod presją czasu.
Wybrane auta z technologią BYD Flash Charge mogą ładować akumulator od 10 do 97% w ok. 9 minut, ale wymagają do tego odpowiedniej infrastruktury.
fot. BYD
Część polityków nie chce wybierać pociągu, bo w drodze może prowadzić „wrażliwe” rozmowy telefoniczne. Samochód daje im większą prywatność, ale elektryczny napęd dokłada konieczność uwzględnienia ładowania.
Flota Komisji Europejskiej w tej chwili obejmuje rosnącą liczbę aut na prąd. Według Politico Komisja chce, by jej flota stała się zeroemisyjna jeszcze przed 2027 r.
https://magazynauto.pl/wiadomosci/europa-200-mld-euro-auta-elektryczne-baterie-ladowarki,aid,6246Von der Leyen korzysta z auta spalinowego
Jednym ze sposobów uniknięcia postoju jest spokojniejsza jazda autostradą. Niższa prędkość potrafi ograniczyć zużycie energii, ale w służbowej podróży oznacza po prostu inną formę straty czasu.
Pracownik Komisji Europejskiej miał usłyszeć od zirytowanego komisarza, iż takie rozwiązanie nie działa wystarczająco dobrze. I trudno się dziwić jeżeli wybór sprowadza się do wolniejszej jazdy albo do ładowania.
Co ciekawe, Ursula von der Leyen nie ma tego problemu, ponieważ jej opancerzony samochód służbowy nie jest elektryczny. Ma to wynikać ze specyfiki takiego pojazdu i m.in. jego bardzo wysokiej masy własnej.
To szczegół, ale o dużym ciężarze symbolicznym. Urzędnicy i politycy mierzą się z ładowaniem, a osoba najbliżej kojarzona z kierunkiem unijnej transformacji może podróżować bez tej niedogodności.
https://magazynauto.pl/wiadomosci/hyundai-ma-nowy-model-na-wspolczesne-czasy-niewielki-ioniq-3-zapewnia-niemal-500-km-zasiegu,aid,6179Podróż służbowa pokazuje ograniczenia elektryki
Sprawa przytoczona przez Politico nie obala elektromobilności, ale dobrze pokazuje jej słaby punkt. Auto elektryczne sprawdza się bowiem najlepiej tam, gdzie ładowanie da się łatwo wpleść w rytm dnia, a daleka trasa nie wymusza ani kompromisów, ani postoju.
W podróży służbowej liczą się przewidywalność, prywatność i czas. jeżeli samochód elektryczny nie spełnia tych trzech warunków naraz, choćby zwolennicy zielonej transformacji zaczynają patrzeć na niego mniej entuzjastycznie.

1 godzina temu














