To nie był tylko drobny lifting. Jeździłem nową Skodą i od razu wyłapałem jedną zmianę

7 godzin temu
Czasami lifting w motoryzacji oznacza... jedno dodatkowe przetłoczenie w karoserii. W przypadku Skody Enyaq nie było rewolucji, ale zmiany są widoczne, a to już coś! Z maski zniknęło stare logo, a nowy projekt wpłynął też na aerodynamikę. Za nami pierwsza jazda po czeskich drogach.


Nawet trudno uwierzyć, iż mija już 5 lat od momentu, gdy Skoda Enyaq pojawiła się na rynku. Dziś już wiadomo, iż Polacy polubili tego elektryka (z naszym podejściem do samochodów na prąd to naprawdę była trudna misja).

O tej Skodzie od początku mówiło się jednak, iż to... elektryk dla ludu. Że jeżeli ten model nie przekona nas do elektromobilności, to już nic tego nie zrobi. Było w tym sporo prawdy, bo Skoda zrobiła wydajne i praktyczne auto, które docenili kierowcy w całej Europie – skusiło się na nie ponad 250 tys. klientów.

Skoda Enyaq po liftingu. Co się zmieniło?


Enyaq już w pierwszej wersji nie wyglądał źle, ale czas w motoryzacji leci dwa razy szybciej i ten model już trochę prosił się o zmiany. Tym bardziej iż pod koniec ubiegłego roku Skoda pokazała swojego najnowszego elektryka – Elroq jest mniejszy i w porównaniu do starszego brata wygląda dużo bardziej... świeżo.

Co się zmieniło w Enyaqu? Tak naprawdę cały przód. Od razu da się zauważyć węższe reflektory i listwę LED. Nie lubię pisać poematów o wyglądzie nadwozia, ale tutaj ma to znaczenie. Teraz Skoda jest bardziej smukła, dzięki czemu poprawiono współczynniki oporu powietrza.

W "zwykłym" Enyaqu uległ zmniejszeniu o 0,019. W wersji coupé to teraz imponujące 0,225 (wcześniej 0,234). Enyaq Coupé to najbardziej aerodynamiczny samochód Skody. jeżeli te liczby nic wam nie mówią... to nic złego. Efekty powinniście zobaczyć w zasięgu, który w teorii powinien być większy o kilkanaście kilometrów. W praktyce... bywa z tym różnie i zależy od wielu czynników.

Z wizualnych zmian na masce nie znajdziecie już klasycznego logo – tak jak w Elroqu, pojawił się już napis "SKODA". Tylne światła również przeszły niewielki lifting, dzięki czemu optycznie zgrywają się z przednimi lampami.

No i jeszcze lakier! Standardowe wersje mają teraz lakierowaną dolną część zderzaka w kolorze Unique Dark Chrome, podczas gdy w wyższych wersjach wyposażenia i wariancie coupé występuje ona w kolorze nadwozia. Ale i tak wisienką na torcie jest nowy metaliczny kolor Olibo Green (to ten z auta na głównym zdjęciu w tekście). Szczerze mówiąc, nowy odcień od razu wpadł mi w oko.

Zmiany we wnętrzu są symboliczne. Mamy nową kierownicę z napisem "Skoda", detale zostały nieznacznie zmienione w poszczególnych wersjach, a do produkcji użyto więcej materiałów pochodzących z recyklingu i nadających się do ponownego przetworzenia.

Do standardowego wyposażenia włączono podgrzewane przednie fotele, trzystrefową klimatyzację czy przygotowanie do montażu haka holowniczego.

Zajrzyjmy do konfiguratora, bo w przypadku napędu mamy trochę zmian. Teraz najsłabszy Enyaq w wersji 60 ma 204 KM oraz akumulator o pojemności 63 kWh brutto. I co ciekawe, taką Skodę można ładować z mocą choćby 165 kW. Dla opcji z akumulatorem 82 kWh i napędem na tył ta wartość wynosi już tylko 135 kW.

Najbardziej wydajna w tej kwestii jest wersja 82 kWh z napędem na cztery koła (przyjmie 175 kW). A jak wygląda zasięg w broszurce? Poniżej podamy wartości według WLTP.

Enyaq 60 – 434 km


Enyaq 85 – 580 km


Enyaq 85x – 543 km


Enyaq 85 Sportline – 574 km



Jeszcze inaczej te liczby wypadają dla wariantu coupé.

Enyaq 85 – 589 km


Enyaq 85x – 550 km


Enyaq 85 Sportline – 577 km



W rzeczywistości wszystko zależy, jak na to... spojrzymy. Wsiadłem do auta wersji 85x, które było naładowane na 98 procent i komputer wskazał mi zasięg na... 402 km. Z drugiej strony, podczas jazdy 130 km/h wykręciłem zużycie na poziomie 18,5-19 kWh, więc trudno marudzić na ten wynik.

Żeby tak na serio sprawdzić zapotrzebowanie na energię, potrzebowałbym więcej czasu. A konkretnie musiałbym zrobić Enyaqiem 500-600 km, żeby przetestować go w różnych warunkach. Na czeskich drogach co prawda było sporo możliwości, ale to sprawdzian głównie na "pofalowanym" terenie. Dlatego wartości na poziomie 25-26 kWh, które momentami wskazywało mi auto, na razie traktuję z przymrużeniem oka.

Niezmiennie podoba mi się pozycja za kierownicą w Enyaqu, ale już wiem, iż jeszcze wygodniej siedzi mi się w nowym Elroqu. To oczywiście subiektywne odczucia, jednak Enyaq jest też cięższy, co bardzo czuć w czasie jazdy. To wciąż komfortowe auto, do którego słowo "rodzinny" pasuje idealnie.

Czesi zadbali, żeby Enyaq kojarzył się z długimi dystansami. Nie mam tu na myśli zasięgu, który też wypada przyzwoicie, tylko nastawienie na wygodę i praktyczność. jeżeli ktoś jeździł starszą wersją, od razu powinien wyczuć poprawione zawieszenie. Gdybym miał jednak rozstrzygnąć we własnym sumieniu, to Elroq kojarzy mi się teraz z większym szaleństwem. Enyaq występuje jako ten... grzeczniejszy model.

Ile kosztuje nowa Skoda Enyaq?


Startujemy od 189 900 zł za wersję 60, czyli z akumulatorem 63 kWh i mocy 204 KM. 209 900 zł kosztuje opcja 85 (akumulator 82 kWh, 285 KM). Ten sam zestaw w odmianie z napędem 4x4 to wydatek rzędu 222 100 zł. Z kolei 85 Sportline kosztuje 224 450 zł.

Nieco drożej jest z odmianami coupé. Na tej półce to koszt minimum 221 650 zł. Najdroższego Enyaqa z takim nadwoziem w wersji 85 Sportline wyceniono na 236 200 zł.

Więcej relacji zza kierownicy innych ciekawych aut znajdziesz na moich profilach Szerokim Łukiem na Facebooku, Instagramie oraz TikToku.

Idź do oryginalnego materiału