Spełnione marzenia nie mają ceny

2 godzin temu

Paweł rozmyśla o tym, czy motocykle pomagają spełniać marzenia, czy może zakup motocykla jest tylko ułudą obietnicy… A Ty podróżujesz na dwóch kołach?

AUTOR TEKSTU: Paweł Lipiec, pisze o motocyklach z perspektywy człowieka, który nimi jeździ i wciąż się uczy. Bardziej niż liczby interesuje go codzienne doświadczenie, sens rozwiązań i emocje towarzyszące jeździe. Obserwuje zmiany w świecie dwóch kółek i systematycznie podsumowuje zmiany na rynku w newsletterze MotoNews.

Stał pod biurowcem. Piękny jak z katalogu. Co najmniej jak eksponat na wystawie. Duży adventure, najwyraźniej świeżo odebrany z salonu. Aluminiowe kufry; opony – a jakże – kostkowe, wszak za rogiem czeka „wyprawa dookoła świata”; crashbary jak klatka bezpieczeństwa. Silnik o topowych osiągach i jakieś ćwierć tony wagi. Właściciel opowiadał z dumą o planach: Bałkany, Rumunia, może kiedyś Maroko.

– To zaczynasz bardziej na początek sezonu, czy to plan na wakacje? – pytam zaintrygowany i (nie ukrywam) lekko zazdrosny o takie plany. – Nie, nie… Raczej nie w tym sezonie, bo praca, rodzina… Teraz to nie, wiesz…

Kłopot w tym, iż ja wiem. Ja wiem, Ty wiesz… Chyba wszyscy wiemy, bo każdy w bliższym czy dalszym otoczeniu ma takich podróżników. Gości co palcem po mapie mają zjeżdżony cały glob, ale motocykl przez ostatnie 5 lat nie opuścił choćby powiatu.

Wydanie na topowe ADV 120 czy choćby 150 tys. złotych dzisiaj nie jest żadnym problemem. A choćby nie zbliżamy się do maksymalnych cen w salonach. Naturalnie, jeżeli kogoś stać (częściej na leasing niż zakup), to śmiało – warto spełniać marzenia. Niemniej jednak gdzieś z tyłu głowy uwiera mnie to pytanie: czy warto?

Wiem, iż tu wiele osób ma już gotową tyradę o bezsensowności kupowania drogiego, topowego ADV, żeby w praktyce dojeżdżać nim do biura. I ja się choćby zgadzam z tak postawioną tezą. Ale zróbcie ze mną taki eksperyment myślowy: Zastanówmy się dlaczego ludzie w ogóle kupują motocykle ADV (w szczególności te duże, litrowe jednostki)?

Poza tą garstką “prawilnych adwenczurowców” co to każdego roku robią TETa, cała reszta kupuje obietnicę! Podróży, przygody, możliwości. Kupujemy marzenia o tym, iż kiedyś ten weekendowy wypad za miasto przeciągnie się w roczną podróż po świecie. Może nie chodzi już o środek transportu, tylko o możliwość. A jako “pan od marketingu” jestem przekonany, iż – choćby jeżeli nieuświadomiona – to ta potrzeba sięgnięcia po marzenia jest motorem napędowym segmentu adv.

To nie jest przypadłość wyłącznie adventure’ów. To samo zjawisko dotyczy litrowych sportów, czy klasy retro. W każdym przypadku kupujemy pewne wyobrażenie, obietnicę, a najczęściej – ułudę.

Motocykl, który wygląda jak gotowy na Dakar, najczęściej kończy w korku pod centrum handlowym. 21-calowe koło nigdy nie zobaczy kamienistego podjazdu. Tryb „Enduro Pro” pozostanie nietknięty w menu. Litrowy sport jeździ po centrum miasta, ale nie widuje toru. Jak widuje tory, to polskie, które są wolne, techniczne, ciasne i nie pozwalają na wykorzystanie potencjału takiego sprzętu.

A jednak ten zakup ma sens – bo daje poczucie, iż zbliżyliśmy się do (realizacji) marzeń.

Są w życiu rzeczy, które „warto” i są w życiu rzeczy, które „się opłaca” i nie zawsze to, co warto się opłaca i nie zawsze się opłaca to, co warto – ale warto, bo spełnione marzenia nie mają ceny!

~ Władysław Bartoszewski

Właśnie o to chodzi. O to zbliżenie. O bycie ten krok bliżej spełnienia marzeń. Bo może to wcale nie jest ułuda. Może to jest forma inwestycji w siebie. W tę wersję nas, która jeszcze wierzy, iż da się spakować kufry i zniknąć na dwa tygodnie bez planu. choćby jeżeli dziś to tylko potencjał, to jednak realny – stojący pod domem, gotowy.

– Planujemy z kolegami wypad w Polskę na majówkę. Może się zabierzesz z nami? Na przetarcie!

Zgadnijcie co odpowiedział.

Od Jędrzejaka: W tym momencie naturalnym skojarzeniem wydaje mi się tekst Rafała, jego ostatnia publikacja. Krótko opisał swoją motocyklową wycieczkę przez Norwegię. Użył tam pięknego stwierdzenia: „Jedź, nie czekaj, nie ma sensu!” Przeczytaj: Motocyklem po Norwegii – ostatnie spełnione marzenie Raffa.

Idź do oryginalnego materiału