
Przez pięćdziesiąt lat oficjalne testy bezpieczeństwa ignorowały kobiecą anatomię, sadzając w fotelach uśrednionego, męskiego manekina. Efekt był taki, iż kobiety w wypadkach odnosiły statystycznie znacznie cięższe obrażenia. Volvo zrównało szanse.
Najnowszy raport Volvo Cars zaprezentowany na konferencji ESV 2026 pokazuje, iż Szwedzi zrównali poziom ochrony obu płci – ale zrobili to wbrew rynkowym normom, a nie dzięki nim.
Z opublikowanego właśnie badania wynika, iż w samochodach Volvo z lat 2010–2019 ryzyko odniesienia poważnych obrażeń przez kierowców spadło aż o 79% w porównaniu z modelami z lat 70. W przypadku kobiet ten spadek pozostało bardziej spektakularny i wynosi aż 88%, co w praktyce wyzerowało różnicę w poziomie ryzyka między płciami.
Volvo EX60. Góry, owce i pierwszy elektryk?
Grzech pierworodny crash testów
Aby zrozumieć wagę tych liczb, trzeba cofnąć się do fundamentów motoryzacji. Przez dekady cała branża projektowała strefy zgniotu, fotele i pirotechniczne napinacze pasów pod tzw. manekina 50. centyla – ważącego około 77 kg i mierzącego 175 cm wzrostu mężczyznę. Gdy w testach zderzeniowych zaczęto wymagać obecności „kobiety”, w większości laboratoriów po prostu przeskalowano męskiego manekina w dół, ignorując zupełnie inną gęstość kości, inną biomechanikę kręgosłupa szyjnego przy uderzeniach od tyłu czy inne ułożenie miednicy.
W efekcie przez lata w niemal wszystkich autach kobiety za kółkiem były traktowane jak anomalie statystyczne.
Volvo obeszło ten system z prostej przyczyny: Szwedzi od 1970 roku nie opierali się wyłącznie na laboratoryjnych gwiazdkach Euro NCAP czy amerykańskiej NHTSA. Ich zespół badawczy przez pięć dekad przeanalizował ponad 50 tysięcy realnych wypadków drogowych z udziałem ponad 80 tysięcy pasażerów. Zamiast budować samochody pod powtarzalne, laboratoryjne procedury zderzeniowe, zaczęli projektować konstrukcje pod chaos prawdziwej drogi, gdzie nie ma uśrednionych ciał. Są żywi ludzie.
Tylna kanapa poza radarem urzędników
Drugim uderzającym wnioskiem z raportu jest kwestia tylnej kanapy. Badanie wykazało, iż zapięci pasami pasażerowie z tyłu mają w samochodach Volvo poziom ochrony porównywalny z osobami z pierwszego rzędu, a w niektórych scenariuszach zderzeń – choćby wyższy.
To kolejny kamyk do ogródka regulatorów. Przez całe dekady oficjalne testy zderzeniowe interesowały się wyłącznie tym, co dzieje się na przednich fotelach. Tył kabiny pozostawał strefą wolnej amerykanki, na czym oszczędzało wielu producentów masowych. Volvo rozwijało ochronę pasażerów z tyłu na własną rękę, wychodząc z założenia, iż to tam zwykle podróżują dzieci i reszta rodziny.
Najciekawszy w tym wszystkim jest fakt, iż Volvo od lat nie kisi tej wiedzy we własnych sejfach. W ramach uruchomionego w 2019 roku projektu E.V.A. (Equal Vehicles for All) marka udostępniła ponad 50 lat swoich badań biomechanicznych za darmo dla całej branży. Raport z 2026 roku to nie jest zwykła laurka ku chwale własnych inżynierów. To czytelne przypomnienie dla regulatorów: jeżeli testy homologacyjne nie nadążają za anatomią człowieka, producenci z misją muszą pisać własne normy.
Nowe Volvo XC60 przejedzie 200 km na samym prądzie
Jeśli artykuł Przez dekady testy zderzeniowe faworyzowały mężczyzn. Volvo udowadnia, iż normy homologacyjne były ślepą uliczką nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

2 godzin temu











