
Czołg Abrams doczekał się swojej najnowszej wersji M1E3. Prototyp już jeździ, ale armia USA podzieliła się tylko dwoma zdjęciami nowego pojazdu.
Legendarny Abrams, ikona amerykańskiej potęgi lądowej, właśnie przeszedł najbardziej radykalną kurację odmładzającą w swojej kilkudziesięcioletniej historii. Pentagon nie tylko dotrzymał obietnicy dostarczenia pierwszego prototypu przed końcem roku, ale też rzucił światło na to, jak będzie wyglądać przyszłość pola walki.
Nowa maszyna, ochrzczona mianem M1E3, to nie jest kolejna kosmetyczna modernizacja, do jakich przyzwyczaili nas Amerykanie przez ostatnie dekady. To próba stworzenia czołgu na nowo, z uwzględnieniem brutalnych lekcji, jakie płyną z nowoczesnych konfliktów zbrojnych.
Projekt, za którego fizyczną realizację odpowiada znana z branży motoryzacyjnej firma Roush, to pokaz technologicznej sprawności. Choć pierwsze udostępnione zdjęcia są skromne i pokazują maszynę w dość oszczędnych ujęciach, to już teraz widać, iż mamy do czynienia z nową filozofią.
Czołg Abrams doczekał się swojej najnowszej wersji M1E3Zamiast budować jeszcze potężniejszą twierdzę, inżynierowie postawili na zwinność, zaawansowane oprogramowanie i to, co żołnierze lubią najbardziej: technologie, które realnie zwiększają szansę na przeżycie w świecie zdominowanym przez drony i inteligentną amunicję.
Wielkie odchudzanie Abramsa
Największym problemem dotychczasowych Abramsów była ich masa. Najnowszy wariant seryjny, czyli M1A2 SEPv3, stał się prawdziwym gigantem, którego waga oscyluje wokół 68 t, a po zamontowaniu wszystkich usprawnień (np. aktywny pancerz) dodać trzeba jeszcze kilka ton.
To wynik, który przyprawia o ból głowy logistyków. Takie kolosy trudno transportować drogą powietrzną, a wiele mostów po prostu nie wytrzymuje ich ciężaru. M1E3 ma to zmienić. Armia USA postawiła przed sobą ambitny cel: zredukowanie wagi do około 60 t. Aby to osiągnąć, konieczne były drastyczne kroki.
Najważniejszym z nich jest wprowadzenie automatu ładowania armaty. To historyczna zmiana, ponieważ zachodnie doktryny przez lata uparcie trzymały się czteroosobowej załogi, gdzie jeden z żołnierzy manualnie ładował pociski.
Przejście na automat pozwala nie tylko przyspieszyć szybkostrzelność, ale przede wszystkim zmniejszyć liczbę załogi do trzech osób. Mniej ludzi w środku oznacza mniejszą wieżę i mniejszą przestrzeń wymagającą ciężkiego opancerzenia, co w prosty sposób przekłada się na drastyczne zrzucenie zbędnych kilogramów bez utraty odporności na ostrzał.
Nowa twarz legendy i oczy dookoła głowy
Analizując opublikowane fotografie, widać, iż bryła czołgu uległa wyraźnej zmianie. Wieża wydaje się mieć niższy profil, co czyni maszynę trudniejszym celem do wykrycia i trafienia. Uwagę przykuwa również charakterystyczne okno czujników po lewej stronie jarzma armaty, którego nie znajdziemy w żadnej starszej wersji.
To sygnał, iż M1E3 będzie wyposażony w systemy nowej generacji, prawdopodobnie pozwalające na fuzję danych z różnych źródeł w czasie rzeczywistym.
Na kadłubie widać dwa włazy, co sugeruje, iż załoga mogła zostać przesunięta niżej, do lepiej chronionej kapsuły wewnątrz kadłuba, co jest trendem znanym z najnowocześniejszych projektów pancernych.
Nowoczesność bije też z detali. Zamiast klasycznego oświetlenia mamy nowoczesne reflektory LED, a gęsto rozmieszczone kamery sugerują obecność systemu wizji rozproszonej. Dzięki temu dowódca i kierowca będą mogli widzieć przez pancerz, mając pełny podgląd sytuacji wokół pojazdu na swoich wyświetlaczach, co w warunkach miejskiej partyzantki czy ataku dronów jest warte więcej niż najgrubsza stal.
Więcej o czołgach Abrams na Spider’s Web:
Hybrydowe serce i zabójcza precyzja
Pod maską M1E3 również czeka rewolucja. Dr Alex Miller, główny doradca technologiczny Armii USA, potwierdził, iż nowy Abrams będzie posiadał napęd hybrydowy. Nie oznacza to oczywiście, iż czołg będzie ładowany z gniazdka jak miejski elektryk, ale połączenie tradycyjnego silnika z napędem elektrycznym ma najważniejsze znaczenie na froncie.
Hybryda pozwala na działanie systemów obserwacji i elektroniki bez konieczności uruchamiania głośnej turbiny, a także na ciche podjeżdżanie na pozycje ogniowe.
Jeśli chodzi o uzbrojenie, na razie widzimy sprawdzoną armatę kalibru 120 mm, ale konstrukcja M1E3 jest przygotowana na przyszłość. Spekuluje się o możliwości montażu większego kalibru lub integracji z wyrzutniami amunicji krążącej, czyli tzw. dronów-kamikadze.
Nowy Abrams ma posiadać także system aktywnej ochrony pojazdu. To w czasach amunicji krążącej i dronów wydaje się już niezbędnym elementem czołgu. Jest to pokładowy system wyposażony w radar, który wykrywa nadlatujące pociski przeciwpancerne, rakiety, bezzałogowce itp. i niszczy je dzięki specjalnej amunicji w odległości kilku – kilkunastu metrów przed pojazdem.
Testy tego technologicznego demonstratora ruszają już na początku 2026 r. To wtedy dowiemy się, czy ten cyfrowy wojownik spełni pokładane w nim nadzieje i czy faktycznie uda się pogodzić gigantyczną siłę ognia z lekkością, której współczesne pole walki wymaga od czołgów bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.














