Parking prawem, nie towarem. Znalazł sposób, żeby nie płacić za postój

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Jedną z moich ulubionych teorii spiskowych jest ta mówiąca o tym, iż kierowcy są prześladowani.

Jakoś tego nie widzę, za to mam wrażenie, iż jest raczej odwrotnie i właścicielom samochodów dalej żyje się jak pączkom w maśle. jeżeli opresja polega na tym, iż gdzieś nie można wjechać i zaparkować, to jest to naprawdę delikatna forma ucisku.

Być może mój osąd jest spaczony i niesprawiedliwy, gdyż mieszkam w mieście, który w ostatnim raporcie JakDojadę zajął ostatnie miejsce pod względem zadowolenia mieszkańców z komunikacji miejskiej. Co za tym idzie, trudno mówić tu o euforii z korzystania z transportu publicznego. Inni – ci za własnym kółkiem – mają niby jeszcze gorzej? Wybaczcie, ale nie sądzę.

Łódź to miasto silnie tramwajowe, ale jednocześnie obciążone dużymi odległościami do przystanków, niską satysfakcją pasażerów i słabszym poczuciem komfortu oraz bezpieczeństwa. Problemem nie jest jeden wskaźnik, ale suma drobnych barier: dłuższe marsze, niższa odczuwalna wygoda i słabsza ocena całego kontaktu z systemem komunikacji – zaznaczono.

Pewnie z tego powodu tak ochoczo chcę przystępować do licytowania się, kto ma gorzej, bo akurat w tym przypadku wiem, iż mam mocne karty. I wiem też, iż należy w końcu zrobić wszystko, żeby to piesi i transport publiczny byli na czele listy priorytetów dla władz polskich miast.

https://www.facebook.com/lodz.calanaprzod/posts/najgorsza-komunikacja-miejska-w-polsce-nowy-raport-nie-zostawia-na-%C5%82odzi-suchej-/1464071399097063

Nie chodzi jednak wyłącznie o osobiste doświadczenia wynikające z lokalizacji czy transportowych preferencji (mimo wszystko ja i tak wolę komunikację miejską). Patrzę na zachowania kierowców i mam wrażenie, iż w ich mniemaniu wszystko powinno im się należeć. Przepustką do niekończących się przywilejów jest sam fakt posiadania samochodu. Miejsca parkingowe najbliżej sklepu, domu, urzędu? Pal licho, iż to trawnik czy chodnik, należy się i już. Możliwość pędzenia z taką prędkością, na jaką mają ochotę, wydając przy tym dowolne odgłosy? Proszę bardzo. Im głośniejsze, tym lepsze.

To „należy mi się” widzę przy każdym gwałtownym podjeżdżaniu na przejście dla pieszych – przechodzący jest tym złym, który utrudnia płynny i szybki ruch

Przy jechaniu stanowczo zbyt gwałtownie krótką ulicą, bo przecież droga należy do niego i sam fakt istnienia prostego odcinka zmusza do przyspieszenia. Widzę to rzecz jasna przy każdym samochodzie zaparkowanym nie tam, gdzie trzeba, ale za to tam, gdzie wygodniej jest wysiadającemu. Przez lata zdążono wyrobić poczucie, iż miasto jest dla samochodów, a reszta to niechciani goście. Dlatego próba wyrównania szans traktowana jest jak okrutny zamach na świętość.

Takie profile jak @KonfituraWAkcji nie wzięły się z tego, iż kierowcy zostawiali 100 cm chodnika, a nie 150, albo parkowali 7 m od przejścia, a nie 10.

To wynik tego, iż ludzie potrafią zaparkować na samym przejściu albo na chodniku w taki sposób, iż nie da się przejść wcale. pic.twitter.com/RXBpN1vSaU

— FlasH (@FlasH_vikop) May 1, 2026

I bardzo łatwo powiedzieć, iż przesadzam. Niepotrzebnie uogólniam. Jestem zwyczajnie niesprawiedliwy. Pewnie te zarzuty są choćby nierzadko zasadne. Potem czytam jednak o historii, która zdarzyła się w Katowicach, i mam wrażenie, iż to jednak ja mam rację i to „należy mi się” wypowiadane przez kierowców jest sporym problemem naszych miast – i nie tylko, biorąc pod uwagę to, z jaką prędkością przejeżdżają ludzie przez moją rodzinną wieś.

Jak informuje katowicka „Wyborcza”, jeden z kierowców znalazł sposób na to, by nie płacić za parkowanie. Podjeżdżał na miejsce, wysiadał, zdejmował tablice rejestracyjne i wrzucał je do bagażnika. A po załatwieniu swoich spraw jak gdyby nigdy nic ponownie montował tabliczkę. Choć opłaty nie są wysokie – jak pisze serwis, choćby w centrum Katowic „półgodzinny postój kosztuje tu 3 zł, pierwsza godzina 6 zł, druga 7,2 zł, zaś trzecia 8,4 zł” – to i tak są tacy, którzy wolą uniknąć wydatku.

Służby sprawdzają, czy parkujący kierowcy dokonali opłat. Po strefach płatnego parkowania krążą samochody, które skanują rejestracje i w ten sposób sprawdzają, czy dany pojazd jest w bazie z opłaconym postojem. Ściągnięcie tablicy miało więc na celu wykiwanie systemu. Nie ma rejestracji, nie ma dowodu.

I na tym próby się nie kończą.

– Najczęściej są to przypadki częściowego zasłaniania tablic rejestracyjnych – np. liśćmi czy innymi przedmiotami. W takich sytuacjach pracownicy MZUiM usuwają przeszkody i dokumentują postój pojazdu, co skutecznie zniechęca do stosowania tego typu praktyk – mówi Barbara Szumilak w imieniu Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów.

Znalazł się też taki odważny, który podmieniał tablice. Katowicka „Wyborcza” zaznacza, iż podobne praktyki stosują też kierowcy w Warszawie.

Ojejku, znowu komuś karteczka niechcący zasłoniła tablicę i nie będzie skanowania tablic. Ale pech. pic.twitter.com/O094WtQeqF

— Konfitura (@KonfituraWAkcji) April 24, 2026

Serwis przypomina również, iż „na kierowców, którzy nie zapłacą za postój Miejski Zarząd Ulic i Mostów nakłada opłatę dodatkową, która wynosi od 100 do 300 zł”. Ewentualna kara i tak jest niska, więc można zaryzykować i poigrać z losem. Być może choćby jeżeli zostanie się złapanym na gorącym uczynku za którymś razem, to i tak okaże się, iż warto było kombinować, bo ostatecznie zapłaci się mniej.

Oczywiście można powiedzieć, iż nie wszyscy kierowcy tacy są. To czarne owce w stadzie, wyjątki, a nie reguła. I naprawdę chciałbym w to wierzyć, ale widziałem zbyt wiele butnych zachowań kierowców, aby zadowolić się tą wymówką. Ileż to razy przeciskałem się przez wąską szczelinę łaskawie pozostawioną przez kierowców parkujących na chodniku. Takie doświadczenia sprawiają, iż z łatwością przychodzi mi uogólnianie.

Zresztą naprawdę nie muszę odwoływać się do własnych obserwacji. Biedronka i Lidl montują kamery na parkingach, dzięki którym możliwe będzie skuteczniejsze wyławianie kierowców zbyt długo korzystających z gościnności sieci. Zasady są niby wyraźne: tylko klienci mają pewno parkować pod sklepami i to tylko przez wyznaczony czas. Chętnych jest jednak więcej i nie zawsze są to ci, którzy udają się na zakupy. Nowy system odpowiada na „problem zajmowania miejsc przez osoby, które nie korzystają z oferty sklepu lub pozostawiają samochody na wiele godzin”.

To jasne, iż nie wszyscy kierowcy są tacy, ale naprawdę spora część traktuje wspólną przestrzeń jako miejsce, które powstało wyłącznie z myślą o samochodach i ich użytkownikach. Kreatywny przykład z Katowic powinien mnie oburzać, a on choćby specjalnie mnie nie dziwi. Wzruszam ramionami i myślę: „no tak, jasne, to jest właśnie ta mentalność, która mi tak przeszkadza i uwiera”.

BuyboxFast

Zdjęcie główne wygenerowane przy pomocy AI.

Idź do oryginalnego materiału