Nowy Mercedes Klasy S (2026) dostanie jeden przegięty gadżet. W sumie... kto bogatemu zabroni?

1 godzina temu
Jeśli myśleliście, iż w świecie luksusowych limuzyn powiedziano już wszystko, Mercedes właśnie wyprowadza was z błędu. Choć oficjalna premiera odświeżonej Klasy S (W223) zaplanowana jest na 29 stycznia 2026 roku, szef marki Ola Källenius uchylił rąbka tajemnicy. I nie jest to zwykły "pudrowy" lifting.


Producent wymienił aż 2700 podzespołów, co oznacza, iż ponad połowa auta jest zupełnie nowa. Największą sensację budzi jednak gadżet, który ma sprawić, iż poczujesz się w środku jak w domu, czyli podgrzewane pasy bezpieczeństwa.

Po co nam grzane pasy?


Na pierwszy rzut oka podgrzewane pasy bezpieczeństwa mogą brzmieć jak zbędny bajer, ale Mercedes ma na to solidne argumenty. Funkcja ta, zapowiadana jako element "warm hug" (ciepłego uścisku), ma realnie poprawić nasze bezpieczeństwo. Jak?

To proste: gdy pas jest przyjemnie ciepły, chętniej zdejmiemy grubą, zimową kurtkę zaraz po wejściu do auta. Dzięki temu pasy bezpieczeństwa przylegają bezpośrednio do ciała, co w razie wypadku drastycznie zmniejsza ryzyko obrażeń wynikających z luzu na taśmie.

Ale to nie wszystko. W dobie elektryfikacji i walki o każdy kilometr zasięgu, takie rozwiązanie to czysty zysk energetyczny. Według dostawcy technologii, firmy ZF, bezpośrednie ogrzewanie pasażerów zamiast całej kubatury kabiny może zwiększyć zasięg aut elektrycznych w mroźne dni choćby o 6 procent. W nowym Mercedesie pasy mają nagrzewać się do temperatury ciała w mniej niż cztery minuty.

Stylistyczna rewolucja i powrót "celownika" na maskę


Wizualnie nowy Mercedes Klasy S 2026 ma stać się jeszcze bardziej majestatyczny. Z zapowiedzi wynika, iż atrapa chłodnicy urosła o 20 procent, a w oświetleniu z przodu i z tyłu pojawi się motyw trójramiennej gwiazdy, znany już z nowej Klasy E.

Co najważniejsze dla tradycjonalistów na maskę wraca klasyczna, stojąca gwiazda, czyli legendarny "celownik".

Pod maską również dzieje się sporo. Mimo restrykcyjnych norm, Mercedes nie rezygnuje z potężnych jednostek. W ofercie pozostanie silnik V8 (w nowej wersji z płaskim wałem korbowym o mocy 538 KM) oraz sprawdzony diesel.

Z kolei hybrydy typu plug-in (PHEV) mają teraz oferować ponad 100 km zasięgu na samym prądzie, więc jest nieźle.

Podczas gdy konkurencja, jak np. Audi, zaczyna powoli wycofywać się z gigantycznych wyświetlaczy, Mercedes idzie w zaparte. Szef designu marki, Gorden Wagener, wbił choćby szpilkę rywalom, twierdząc, iż wnętrza bez dużych ekranów wyglądają jak "zaprojektowane w 1995 roku".

W nowej Klasie S zadebiutuje system MB.OS, znany już z CLA, GLB i GLC wspierany przez 27 czujników monitorujących wszystko, co dzieje się w aucie. Choć fani klasycznych przycisków mogą poczuć się zawiedzeni, producent obiecuje, iż każda powierzchnia wykończeniowa została poprawiona, by zapewnić jeszcze wyższy poziom "subtelnego luksusu".

Czy to wystarczy, by odeprzeć atak BMW serii 7? Przekonamy się już za kilka dni.

Idź do oryginalnego materiału