Nowy Citroën C5 Aircross. Francuski komfort z polskim rodowodem (i prądem w tle)

2 godzin temu

Mogłoby się wydawać, iż wyjazd na testy nowego samochodu to tylko autostrada, hotel i powrót. Czasem jednak, pomiędzy kolejnymi kilometrami A2, a walką o zasięg w „elektryku”, można odkryć historię, która zmienia postrzeganie marki.

Tak było w minioną środę, gdy ruszyłem w stronę Słupcy, by sprawdzić najnowszą odsłonę Citroëna C5 Aircross.

Zanim przejdę do tego, jak ten francuski SUV radzi sobie z mrozem i autostradową prędkością, muszę zabrać Was w krótką podróż w czasie. W drodze do Słupcy, jadąc granatowym (według cennika: Niebieski Eclipse) egzemplarzem hybrydowym (nie plug-in) o mocy , zatrzymaliśmy się w Głownie. Nieprzypadkowo.

Szewrony z Głowna

Stojąc przed dworkiem hrabiny Komorowskiej, w którym w tej chwili mieści się Urząd Stanu Cywilnego, usłyszałem historię, która powinna być znana każdemu fanowi motoryzacji nad Wisłą. To właśnie tutaj, w 1900 roku, przybył młody André Citroën, by odwiedzić rodzinę swojej matki, Maszy Amalii Kleinmann.

Wizyta ta zmieniła historię motoryzacji. W miejscowych zakładach przemysłowych André zobaczył nietypowe, drewniane koła zębate o daszkowym układzie zębów. Pracowały one ciszej i wydajniej niż tradycyjne. Citroën, inżynier z krwi i kości, odkupił patent na to rozwiązanie i po powrocie do Francji uruchomił produkcję nowych przekładni, tyle, iż stalowych, a nie drewniacych. Funkcjonują one do dziś w wielu szybach kopalnianych, w przemyśle ciężkim. Funkcjonowały też na „Titanicu”, ale – co oczywiste – to nie dlatego transatlantyk zatonął w swoim dziewiczym rejsie.

Te „daszkowe” koła zębate stały się fundamentem jego fortuny, a ich graficzne odwzorowanie – podwójny szewron – do dziś zdobi maski wszystkich Citroënów. Patrząc na nowoczesne logo na grillu nowego C5 Aircross, uśmiechnąłem się pod nosem. Bez Głowna nie byłoby tego auta.

Urósł i spoważniał

Wróćmy jednak do teraźniejszości i samego samochodu. Nowy C5 Aircross to już nie ten sam obły, sympatyczny „miś”, co poprzednik. Auto wyraźnie dojrzało. Stało się bardziej kanciaste, muskularne i aerodynamiczne (współczynnik Cx wynosi 0,28). Ale przede wszystkim – urosło. Długość wzrosła do 4,65 m (+15 cm względem poprzednika), co daje się zauważyć na zewnątrz, ale przede wszystkim – czuć wewnątrz.

Wsiadając do środka, trafiamy do świata, który Citroën nazywa „Comfort Lounge”. I nie jest to tylko marketingowa gadka. Kokpit zdominowany jest przez dwa ekrany: 10,25-calowy wyświetlacz przed oczami kierowcy oraz duży, zorientowany pionowo 12,9-calowy tablet centralny. Swoją drogą to największy ekran jaki znajdziemy dziś w jakimkolwiek modelu koncernu Stellantis. Duży ekran ma tę zaletę, iż prezentuje treści czytelnie, a całość – o czym miałem okazję się przekonać – działa całkiem sprawnie. Apple CarPlay i Android Auto? Oczywiście są, bezprzewowodo.

Hybryda na start

W stronę Słupcy jechałem wersją Mild Hybrid 136. To układ oparty na nowym silniku benzynowym 1.2 i zelektryfikowanej, dwusprzęgłowej skrzyni e-DCS6. Efekt? 136 KM radzi sobie z tym autem całkiem sprawnie, a kultura pracy jest o niebo lepsza niż w starych układach z szarpiącymi skrzyniami. Zużycie paliwa nie przekroczyło 8l/100 km. Co biorąc pod uwagę, iż gros trasy przebiegała autostradą A2 uważam za dobry wynik.

Do tego auto płynie. Zawieszenie z progresywnymi ogranicznikami hydraulicznymi i fotele Citroën Advanced Comfort (z dodatkową warstwą pianki o grubości od 10 do 15 mm) z opcjonalnymi masażami w topowej wersji Max, sprawiają, iż dziurawe drogi powiatowe w okolicach Jeziora Słupeckiego przestały istnieć.

Powrót: „Mission Impossible” w bojowej zieleni?

Prawdziwe wyzwanie czekało jednak w czwartek. Przesiadka do w pełni elektrycznego e-C5 Aircross w kolorze, który roboczo nazwałem „bojową zielenią” (oficjalnie: Zielony Amazonite), i trasa powrotna: Hotel AT35 w Słupcy – Al. Krakowska w Warszawie (miejsce zwrotu aut testowych). Dystans: 240 km.

Brzmi banalnie? Teoretycznie tak, bo Citroën obiecuje w wersji elektrycznej zasięg 520 km (wg WLTP). Startowaliśmy z baterią naładowaną do 95%, a komputer pokładowy optymistycznie wyświetlał grubo ponad 400 km zasięgu. Rzeczywistość, jak to zimą bywa, gwałtownie zweryfikowała te kalkulacje.

Warunki były wymagające: temperatura w okolicach zera stopni, a przed nami długa wstęga autostrady A2. Średnia prędkość z całego przejazdu wyniosła 102 km/h – jechaliśmy więc płynnie, autostradowo, ale bez szaleństw.

Z każdym kilometrem „wirtualny” zasięg topniał szybciej niż śnieg na masce. Fizyki nie oszukasz – duży SUV, mróz i prędkość 120 km/h to zabójcze trio dla akumulatora. Pod siedzibę Stellantis dotarliśmy „na oparach” – z 5% baterii i zaledwie 10 km zapasu.

Czy to porażka? Absolutnie nie. To raczej lekcja planowania. Średnie zużycie energii wyniosło 24,7 kWh/100 km. Biorąc pod uwagę gabaryty auta i zimowe warunki na autostradzie, jest to wynik akceptowalny, choć pokazujący, jak bardzo cykl WLTP rozmija się z zimową rzeczywistością. I nie dotyczy wyłącznie napędu elektrycznego, tylko przypomnę, iż spalinowa (a adekwatnie hybrydowa) wersja zużyła mi niemal 8l na 100 km, podczas gdy według danych homologacyjnych taka odmiana średnio ma zużywać średnio 5,4 l/100 km. Wracając do wersji na prąd, auto dowiozło nas komfortowo i cicho, ale komputer pokładowy na starcie stanowczo przecenił swoje możliwości.

Ile to kosztuje?

Cennik nowego C5 Aircross otwiera kwota 137 400 zł za wersję hybrydową w wyposażeniu YOU. jeżeli celujecie w elektryka, którego testowałem w drodze powrotnej, musicie przygotować się na wydatek rzędu 195 900 zł za wersję YOU lub 215 950 zł za bogatszą odmianę MAX. Co ciekawe, wersje z silnikami spalinowymi są… tańsze od tego samego modelu poprzedniej generacji.

Podsumowanie

Nowy Citroën C5 Aircross to kawał porządnego, rodzinnego SUV-a. Jest większy, nowocześniejszy i przez cały czas obłędnie wygodny – w tej kwestii Francuzi nie mają sobie równych. Historia z Głowna dodaje mu duszy, a wersja hybrydowa wydaje się być złotym środkiem dla tych, którzy boją się „walki o prąd” na autostradzie. Elektryk? Jest świetny, cichy i dynamiczny, ale zimą w trasie wymaga od kierowcy odrobiny matematyki i chłodnej głowy.

Ocena ogólna Citroën C5 Aircross (II generacja): 5/6

  • Design: 5/6
  • Jakość wykonania: 5/6
  • Oprogramowanie: 4,5/6
  • Wydajność (Hybrid): 5/6
  • Wydajność (EV zimą): 4/6

Plusy:

  • Wysoki komfort zawieszenia i foteli (Advanced Comfort)
  • Przestronne wnętrze (4,65 m długości robi swoje)
  • Nowoczesne multimedia z dużym ekranem 12,9”
  • Ciekawa gama kolorystyczna (szczególnie Zielony Amazonite)
  • Płynnie działający napęd hybrydowy 136 KM

Minusy:

  • Zimowy zasięg wersji elektrycznej na autostradzie odbiega od deklaracji WLTP
  • Komputer pokładowy w EV zbyt optymistycznie szacuje zasięg przy starcie
  • Dotykowa obsługa większości funkcji może wymagać przyzwyczajenia

Citroën C5 Aircross (II generacja) – galeria

Jak wygląda nowy Citroën C5 Aircross II generacji? Zapraszam was do galerii zdjęć Macieja Lubczyńskiego:

Jeśli artykuł Nowy Citroën C5 Aircross. Francuski komfort z polskim rodowodem (i prądem w tle) nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału