
Modernizacja armii to nie tylko nowe czołgi. Wojsko płaci grube pieniądze za remonty starszego sprzętu, który utrzymuje codzienne funkcjonowanie jednostek.
Polska armia kupuje Abramsy, K2, haubice, wyrzutnie rakiet i drony, ale codzienność wojska przez cały czas opiera się także na znacznie starszym sprzęcie. 43. Wojskowy Oddział Gospodarczy w Świętoszowie zawarł umowy na naprawy pojazdów odkupionych lata temu z niemieckich nadwyżek. Wartość prac to ok. 1,5 mln zł, a lista obejmuje m.in. transportery M113, ciężarówki Mercedes-Benz 1017 i elementy Leopardów 2.
Nowa armia przez cały czas potrzebuje starych pojazdów
Naprawy silników, prądnic, mostów napędowych, skrzyń biegów, przekładni kierowniczych i rolek podtrzymujących – bez takich prac choćby dobrze znany, starszy sprzęt zaczyna znikać z gotowości. A w armii pojazd, który stoi z powodu braku części lub niesprawnego zespołu napędowego, jest problemem niezależnie od tego, czy ma 5 lat, czy kilka dekad.
Świętoszowski 43. WOG rozstrzygnął właśnie pakiet postępowań dotyczących utrzymania pojazdów pozyskanych jeszcze z nieistniejącej już Republiki Federalnej Niemiec. To sprzęt, który trafił do Polski przy okazji większych zakupów używanych Leopardów 2 z nadwyżek Bundeswehry. Dziś nie przyciąga już takiej uwagi jak w momencie przejmowania niemieckich czołgów, ale przez cały czas znajduje się w eksploatacji i po prostu wymaga odpowiedniej obsługi.
M113 to stara konstrukcja, ale wciąż szalenie użyteczna
Największa część zamówienia dotyczy pojazdów M113. To gąsienicowe transportery opancerzone, których historia sięga jeszcze zimnej wojny. Konstrukcja jest prosta, szeroko rozpowszechniona i przez dekady używana w wielu armiach świata. Nie jest to pojazd nowoczesny w rozumieniu współczesnego pola walki, ale może przez cały czas pełnić zadania pomocnicze, szkoleniowe, transportowe lub specjalistyczne, jeżeli utrzymuje się go w sprawności.
W ramach zawartych umów zaplanowano naprawę główną silników do M113 za 748 tys. zł, naprawę główną skrzyni biegów za 392 tys. zł oraz naprawę główną prądnicy za 45 tys. zł. To pokazuje, iż problem dotyczy kluczowych elementów odpowiadających za ruch i zasilanie pojazdu.
Naprawa główna oznacza głęboką ingerencję w zespół techniczny, często obejmującą demontaż, weryfikację części, wymianę zużytych elementów, odtworzenie parametrów i ponowne sprawdzenie działania. W przypadku starszego sprzętu bywa to trudniejsze niż przy nowych pojazdach, bo części są mniej dostępne, dokumentacja ma swoje lata, a zaplecze obsługowe musi utrzymywać kompetencje do systemów, które dawno wypadły z obiegu.
Mercedesy z Bundeswehry przez cały czas dzielnie nam służą
Drugą grupą są ciężarówki Mercedes-Benz 1017. To średnie pojazdy wojskowe, które trafiły do Polski razem z niemieckim pakietem sprzętowym. Wojsko bez ciężarówek po prostu nie działa. Ktoś musi wozić ludzi, części, narzędzia, zapasy, wyposażenie i elementy zabezpieczenia technicznego. Te pojazdy nadają się do tego wszystkiego wprost doskonale.
Tu zamówienia obejmują m.in. naprawę główną silników za 45,7 tys. zł, przedniego mostu napędowego za 119 tys. zł, tylnego mostu napędowego za 28 tys. zł, mechanizmu różnicowego za 72,7 tys. zł, przekładni kierowniczej za 33 tys. zł oraz prądnicy za 2,1 tys. zł. Każda z tych pozycji wygląda osobno niepozornie, ale razem pokazują szerszy obraz utrzymania floty: starszy pojazd może być tani w pozyskaniu, ale przez lata trzeba go remontować, żeby przez cały czas wykonywał zadania.
Leopardy też się tu pojawiają
W pakiecie znalazła się też usługa naprawy głównej rolki podtrzymującej do czołgów Leopard 2A4/PL, która została wyceniona na 60 tysięcy złotych. Na tle całego czołgu to drobiazg, mały element gąsienicowego układu jezdnego, którego nikt nie ogląda z bliska. Jednak właśnie takie drobiazg bardzo dobrze pokazuje skalę wyzwań: utrzymanie sprzętu pancernego to nie tylko wielkie kontrakty i spektakularne modernizacje, ale także tysiące takich części, z których każda kosztuje i każda musi działać.
Pamiętajmy, iż układ jezdny czołgu pracuje w ekstremalnych warunkach. Masa pojazdu, jazda w terenie, błoto, piasek, wibracje i duże obciążenia powodują intensywne zużycie rolek, gąsienic, kół napędowych i innych elementów. o ile taki komponent zawodzi, pojazd może zostać wyłączony z użycia, choćby jeżeli jego armata, optyka i elektronika są sprawne.
Modernizacja nie kasuje przecież starej logistyki
Wojsko Polskie jest dziś w okresie przejściowym. Z jednej strony kupuje bardzo nowoczesny sprzęt, który ma podnieść zdolności bojowe na dekady. Z drugiej strony przez cały czas używa wyposażenia odziedziczonego po wcześniejszych etapach modernizacji, w tym pojazdów pozyskanych z niemieckich nadwyżek.
To nie musi być oczywiście zarzut. Starszy sprzęt może mieć sens, jeżeli wykonuje zadania pomocnicze, szkoleniowe lub logistyczne, a koszt jego utrzymania jest rozsądny. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy stare pojazdy mają udawać nowoczesne zdolności bojowe albo gdy utrzymuje się je bez jasnego planu zastąpienia.
W tym przypadku widzimy raczej zwykłą, techniczną codzienność naszej armii. Abramsy i K2 są przyszłością polskich wojsk pancernych, ale obok nich wciąż pracują transportery, ciężarówki i elementy zaplecza pamiętające starsze niemieckie pakiety. Modernizacja nie polega na tym, iż jednego dnia znika cały poprzedni park maszynowy. Polega na tym, iż przez lata trzeba utrzymać kilka epok sprzętu naraz.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI














