Nie mogłem uwierzyć, ile mieści się w bagażniku Forda Pumy Gen-E. Prawdziwy szok

2 godzin temu
Kiedy kilka lat temu Ford wskrzesił nazwę Puma, ortodoksyjni fani sportowych coupe kręcili nosami. Rynek jednak gwałtownie zweryfikował te uprzedzenia, bo miejski crossover stał się absolutnym hitem. Teraz przyszedł czas na ostateczny test: nowy Ford Puma Gen-E. Czy w pełni elektryczny napęd nie zabił praktyczności, za którą pokochaliśmy ten model?


Zacznijmy od konkretów, bo to one budują pewność za kierownicą. Ford Puma Gen-E oferuje moc 168 KM (123,5 kW) i moment obrotowy 290 Nm. W praktyce? Jak na małego miejskiego elektryka auto jest nadzwyczaj zrywne. Sprint do "setki" w 8 sekund. A prędkość maksymalna 160 km/h w zupełności wystarcza do sprawnego poruszania się po polskich autostradach.

To nie jest też zwykły, cichy elektryk. Oj nie. Ford stwierdził, iż doda coś ekstra, więc macie syntetyczny głos silnika spalinowego, który pochodzi z głośników. I szczerze nie wiedziałem, iż brakuje mi czegoś takiego w autach elektrycznych, dopóki tego nie usłyszałem. Ogólnie nie jestem fanem syntetycznego "doprawiania" dźwiękiem silnika, ale ten akurat nie jest zły.

Największe zaskoczenie? Pojemność baterii 43 kWh. Na papierze może wydawać się skromna, ale diabeł tkwi w wydajności. Ford postawił na energooszczędność. W mieście zasięg wynosi choćby 523 km, a w cyklu mieszanym 376 km.

Realnie z tych 43 kWh można wycisnąć spokojnie 400 km w mieście i jakieś przyzwoite 200-250 km w trasie, co i tak jest niezłym wynikiem. Jak jeździłem tym autem jesienią, to pamiętam, iż było bardzo wydajne przy temperaturach około 10-15 stopni. Gorzej jest zimą, bo przy mrozach rzędu -10 stopni jego zasięg w mieście wyniesie przy dobrych wiatrach 300 km.

Szybkie ładowanie i solidna rekuperacja


Pytanie, które zawsze pada: "Ile czasu spędzę przy ładowarce?". Maksymalny prąd ładowania 100 kW pozwala uzupełnić energię od 10 do 80 proc. w zaledwie 23 minuty. To najważniejszy argument, bo nie musisz szukać rzadkich, ultraszybkich stacji o mocy 350 kW. Wystarczy standardowa ładowarka, a tych przy głównych trasach jest już mnóstwo.

Auto posiada tryb "L", za pomocą którego kierujemy autem przy pomocy samego gazu, bo gdy go odpuszczamy, to auto zwalnia przez rekuperację, a przy okazji odzyskuje energię.

Ford mocno odrobił lekcje z ułatwiania życia kierowcy. Dzięki usłudze BlueOval Charge Network mamy dostęp do ponad miliona (tak, miliona!) punktów ładowania w Europie. Zapomnijcie o dziesiątkach kart i aplikacji. kooperacja z Octopus Electroverse sprawia, iż ładowanie staje się niemal przezroczyste.

W wielu miejscach działa funkcja, którą uwielbiam: podłączasz wtyczkę, a samochód sam się "dogaduje" z ładowarką. Sesja startuje automatycznie. Wszystko kontrolujemy z poziomu aplikacji Ford Pass, która pozwala sprawdzić stan baterii, siedząc jeszcze w hotelowym pokoju lub na obiedzie.

Ciekawy design i wnętrze


Patrząc na nowego Forda Pumę Gen-E, od razu widać, iż to "elektryk" nowej ery. Najbardziej charakterystycznym elementem jest tarcza zamiast tradycyjnego grilla, która nie tylko nadaje autu nowoczesnego wyglądu, ale przede wszystkim poprawia aerodynamikę.

Do tego dochodzą nowe reflektory z sygnaturą świetlną w kształcie "pazurów" oraz charakterystyczny tylny à la spojler, który sprawia, iż auto wygląda dynamiczniej, bo raczej nic innego więcej nie robi.

W środku centralnym punktem dowodzenia jest 12,8-calowy cyfrowy zestaw wskaźników oraz 12-calowy ekran dotykowy z najnowszym systemem SYNC 4. Całość jest skierowana w stronę kierowcy, co ułatwia jego obsługę, bo niestety Ford poszedł w tabletozę i wiele funkcji przeniósł na ekran.

Szkoda, bo aż się prosi o fizyczne pokrętła i przyciski. Dobrze, iż te ostatnie zostały na kierownicy. System ma dwukrotnie większą moc obliczeniową niż poprzednik i widać, iż trochę to pomogło, chociaż od czasu do czasu łapie małego "laga".

Wnętrze zostało bardzo dobrze zagospodarowane, mamy wygumowaną półkę oraz ładowarkę indukcyjną na telefon, podświetlane uchwyty na kubki, kilka schowków, wygodne fotele z funkcją podgrzewania oraz bardzo dobre audio, mimo iż nie miałem topowej wersji z nagłośnieniem B&O.

No i jedno, co bym zmienił, to te plastiki z fortepianowej czerni. Testowany przeze mnie model miał wykręcone kilka tysięcy kilometrów i tunel środkowy był już nieźle porysowany. Niestety taki to materiał.

Rekordowa przestrzeń bagażowa


Jeśli myśleliście, iż baterie "zjadły" bagażnik, to mam dla was niespodziankę. Pojemność bagażnika Forda Pumy Gen-E to aż 523 litry. To wynik lepszy niż w wersji spalinowej! Ja spakowałem do środka 3 walizki, 5 toreb i 2 plecaki i jeszcze miałem wolną przestrzeń. Jak to możliwe?

Pod podłogą znajdziemy genialny schowek o pojemności 145 litrów. Można tam wrzucić brudne buty po spacerze w górach i po prostu go wypłukać (ma korek odpływowy!). A jako iż to elektryk, to pod przednią maską wygospodarowano dodatkowe 43 litry, idealne miejsce na kable do ładowania, by nie szukać ich pod walizkami.

Dla tych, którzy potrzebują jeszcze więcej, mam dobrą wiadomość: Puma Gen-E może holować przyczepę do 750 kg, a na dachu przewieziemy dodatkowe 75 kg bagażu.

Cennik Forda Pumy Gen-E


Ford postawił na przejrzystą ofertę. Cena Forda Pumy Gen-E startuje z poziomu, który mocno namiesza na rynku.

Wersja Gen-E: Startuje od 159 900 zł. W standardzie dostajemy m.in. kamerę 360 stopni, inteligentny tempomat adaptacyjny i pełne oświetlenie LED.

Wersja Premium: Za 169 200 zł otrzymujemy dodatkowo m.in. matrycowe reflektory Dynamic Matrix LED oraz stylowe wykończenie wnętrza.

Wersja Sound Edition: To gratka dla audiofilów za 172 200 zł. Jak sama nazwa wskazuje, znajdziemy tutaj fenomenalny system nagłośnienia B&O z 10 głośnikami, który zamienia kabinę w salę koncertową.

Idź do oryginalnego materiału