Moje auta

andrzej-aci.blogspot.com 3 dni temu

Dziś św. Krzysztofa, więc tak sobie myślę o moich autach.

Prawo jazdy zrobiłem później niż koledzy z klasy, dopiero w roku 1992, bo w domu rodzinnym nie mieliśmy ani auta, ani pieniędzy, by mieć na nie jakieś widoki.

Gdy sam zacząłem pracować, w roku 1995, kupiłem pierwszego używanego Malucha.


Niezmiennie twierdzę, iż to był moment przełomowy. choćby jeżeli dziś jeżdżę dość luksusowym SUV-em, nigdy nie doświadczyłem aż takiej różnicy cywilizacyjnej, przesiadając się z autobusu komunikacji miejskiej do własnego FIAT-a 126p.

Już rok później skorzystałem z okazji i na dogodnych warunkach kupiłem ledwie dwuletnie Cinquecento. To, to już było nowoczesne auto.

W roku 1999 poszedłem na całość. Kupiłem (oczywiście na kredyt, jak wszystkie potem auta) nowiutkie, prosto z salonu Daewoo Matiz.

Daewoo Matiz

Gdy okazało się, iż młodszy z naszych synów już na tyle podrósł, iż pod jego nogami nie mieściła się torba, trzeba było rozejrzeć się za czymś większym. I tak w roku 2006 kupiłem używany Renault Megane Combi. Teraz nasza rodzinka mieściła się już wraz z bagażami bez kłopotu i zawsze zostawało jeszcze miejsce.

Dobrze jeździło mi się Renault. Dlatego w roku 2010 kupiłem nowy Renault Megane Grandtour. Na drugi dzień po odebraniu go z salonu pojechaliśmy na wczasy do Chorwacji.

Renault Megan Grandtour - w drodze na Chorwację w 2010

I ostatnie auto, które kupiłem, to Nissan Qashqai, którym wyjechałem z salonu w roku 2019.

Nissan Qashqai

Nie wiem ile w tym czasie zrobiłem w sumie kilometrów. Ale nie jeżdżę mało, choć nie jestem zawodowym kierowcą. W ostanim roku licznik przeskoczył o ok. 25 tys. km. Szacuję, iż od czasu Malucha przejechałem ok. 0,75 mln km.


Święty Krzysztofie - prowadź




Idź do oryginalnego materiału