Jeździłem nową Astrą w Chorwacji i wiem jedno. Niemiecki przemysł motoryzacyjny tanio skóry nie sprzeda

2 godzin temu
Niedawno Opel pokazał światu nową Astrę, po czym zaprosił dziennikarzy z różnych zakątków Europy (w tym mnie) do słonecznej Chorwacji na pierwsze jazdy testowe premierowym modelem. I chociaż bez wątpienia najmocniej świeciła (sic!) gwiazda wieczoru, czyli nowa Astra, to jej support mógłby z powodzeniem bić się o miano głównej atrakcji wielu innych wydarzeń.


Samochód, który przyleciałem testować, zobaczyłem po raz pierwszy… na tarasie portowej restauracji. Opel Astra hatchback w złotym (a może musztardowym?) metalicznym kolorze stała na tle zatoki i zacumowanych w marinie superjachtów oblanych zachodzącym słońcem. Anturaż iście bondowski.

Przed restauracją czekał na nas szpaler różnych wersji Astry, do których jeszcze wrócę, w kolorach takich jak: żółty Kult Gelb, zielony Klover i biały Kontur. Szczególnie żółty i zielony lakier prezentowały się rewelacyjnie w ciepłym, popołudniowym blasku słońca. ale zanim dojrzałem nowe Astry, mój wzrok zatrzymał się na ich nieco starszych przodkach.

90 lat kompaktowych samochodów Opla


Niemcy przywieźli ze swojego muzeum Opel Classic w Rüsselsheim blisko 10 eksponatów, w tym kilka wersji Kadetta i Astrę F, abyśmy mogli na własne oczy zobaczyć, jak długą drogę to wiekowe już przedsiębiorstwo przeszło i jak ogromne ma doświadczenie w tym segmencie aut. Zaryzykowałbym stwierdzenie, iż Opel Astra i segment C to adekwatnie wyrażenia równoznaczne.

Wróćmy jednak do głównego punktu programu. Premierę z przytupem otworzyli inżynierowie Opla, którzy opowiedzieli z euforią o swym dziele, nakierowując jednocześnie naszą uwagę na najważniejsze zmiany względem poprzednika. Nie dało się nie zauważyć, iż największą dumą napawa ich nowo opracowany system oświetlenia. Nie żartowałem, gdy wspominałem wcześniej, iż nowa Astra świeciła najmocniej.

Opel Intelli-Lux HD. I stała się światłość


Reflektory Intelli-Lux HD to ponad 50 tysięcy pikseli, które w inteligentny sposób rozświetlają drogę dokładnie tam, gdzie jest to potrzebne. Opel chwali się, iż to najlepsze w swej klasie oświetlenie i nie są to czcze przechwałki. Organizatorzy wsadzili nas do aut w nocy i pognali w ciemność. Krążąc po pozbawionych latarń bocznych drogach w pobliżu hotelu, towarzyszyła mi jedna myśl: jakie te światła są dobre!

Słup światła z lamp nowej Astry dostosowuje się do skrętu kierownicy i oświetla nie tylko drogę, ale także pobocza. Dzięki temu zauważyłem biegnącego ku jezdni kota tak wcześnie, iż gdyby w Oplu był ekspres, to zdążyłbym zaparzyć sobie kawę, zanim delikwent dotarł do bocznej linii. Niemcy wznieśli bezpieczeństwo jazdy nocą na zupełnie nowy, nieosiągalny dla konkurencji poziom.

Jak sama nazwa wskazuje, Intelli-Lux HD to sprytne reflektory, które dzięki kamery i czujników wykrywają obiekty na drodze i tak dostosowują promienie emitowanego światła, aby nie oślepiać innych uczestników ruchu.

Fakt, iż Opel uczynił ze światła swój znak rozpoznawczy, ma odzwierciedlenie także w wyglądzie nowej Astry. Opel Vizor to charakterystyczny pas przedni – czarny, błyszczący panel integrujący reflektory, przez który w Astrze biegnie ledowy pasek świateł do jazdy dziennej. Na samym środku świeci (również ledowy) emblemat marki, ozdobiony pionowymi liniami tak, aby całość przypominała kompas. Na próżno szukać tu chromowanych elementów. Jest minimalistycznie, nowocześnie, na sportowo.

Jeden model, dwa wcielenia


Nowa Astra jest dostępna w dwóch wersjach nadwozia – hatchback i Sports Tourer (czyli kombi). Nie wiem, jak to się stało – widocznie przyciągają mnie duże nadwozia – ale jeździłem tylko wersją Sports Tourer. Samochody rosną (i tyją) bez opamiętania i Opla ten trend nie ominął.

Astra kombi to duże, przestronne auto, co poczytuję w tym wypadku za ogromną zaletę. To segment C, który z powodzeniem zabierze czteroosobową rodzinę na tygodniowe (albo i dwutygodniowe) wakacje.

Nadwozie Sports Tourer ma aż 4642 mm długości i 2732 mm rozstawu osi. Pojemność bagażnika? Od 516 do choćby 1634 litrów. Wersja hatchback liczy 4374 mm długości, zaś rozstaw osi to 2675 mm. W bagażniku znajdziemy od 310 do 1236 litrów przestrzeni.

Zmiany nie ominęły też kabiny. Opel oferuje trzy wersje wyposażenia – Edition, GS i Ultimate. W każdej centralnym elementem deski rozdzielczej są dwa 10-calowe ekrany systemu multimedialnego Pure Panel, aczkolwiek w wersjach GS i Ultimate wspomniany panel (z dopiskiem Pro) ma ekskluzywne szklane wykończenie.

Znajdujący się za kierownicą panel wskaźników wyświetla informacje dotyczące jazdy i nawigacji na linii wzroku kierowcy. Dotykowy ekran po prawej stronie służy do obsługi systemu multimedialnego, który umożliwia podłączenie (i bezprzewodowe ładowanie) telefonu dzięki aplikacji Apple CarPlay albo Android Auto. Nie zabrakło również asystenta głosowego i możliwości sterowania głosem.

Moje serce (a raczej kręgosłup) skradły jednak fotele. Po pierwsze świetnie trzymają na boki dzięki swej nieco sportowej formie. Po drugie są niesamowicie wygodne! Opel chwali się certyfikatem niezależnego niemieckiego stowarzyszenia promującego zapobieganie bólom pleców (AGR). Nie spotkałem się jeszcze z czymś podobnym, ale widać, iż Opel dba o zdrowie swych klientów i włożył wiele pracy, aby zapewnić im komfort.

Nowe są także materiały użyte do wykończenia wnętrza – jak twierdzi producent, w pełni wegańskie. Jakość stoi na niezłym poziomie, ale nie miejcie złudzeń: to nie klasa premium. Nie zmienia to faktu, iż w moich oczach solidna i uczciwa niemiecka produkcja zawsze zwycięży z chińskim premium.

Aż 4 wersje silnikowe do wyboru


A co niemiecki producent proponuje w kwestii napędu? Konstruktorzy poszaleli i przygotowali aż 4 warianty silnikowe. Do wyboru mamy motor w pełni elektryczny, hybrydę spalinową, hybrydę plug-in oraz starego, dobrego diesla.

Najmocniejsza jest hybryda plug-in, oferująca 195 KM i 82 km zasięgu na samym prądzie. Jest to prawdopodobnie również najbardziej rozsądny wybór dla kierowców, którzy ekologię mają w serduszku, ale muszą regularnie pokonywać długie trasy.

Najwięcej czasu spędziłem za kierownicą – jakże w obecnych czasach modnego – elektryka. Silnik ten generuje 180 KM mocy i 270 Nm momentu obrotowego, czyli szału nie ma. Nie jest to samochód w żadnym wypadku sportowy i nie zachęca do dynamicznej jazdy, więc można mu wybaczyć lichą moc. Elektryczna Astra zapewnia 454 km zasięgu (WLTP).

Tym bardziej, iż ma inną, istotną (przynajmniej dla mnie) zaletę – jest niesamowicie cicha. W samochodach elektrycznych zwykle słychać chociaż cichy szmer silnika, ale nie w Astrze. Opel płynie po drodze w absolutnej ciszy, niczym żaglówka po płaskiej tafli spokojnego jeziora. Czy może być coś bardziej relaksującego w aucie? Nie sądzę.

Na koniec wrócę jeszcze do wspomnianych wcześniej klasyków z muzeum Opla. Otóż dość często zdarza się, iż marki samochodowe o bogatej historii przy okazji premiery nowego modelu pokazują nam, dziennikarzom, poprzednie generacje prezentowanego pojazdu. Opel poszedł jednak o krok (albo i ze trzy kroki) dalej i pozwolił klasykami (eksponatami muzealnymi, przypominam) jeździć!

I tym sposobem miałem okazję poprowadzić najstarszy samochód w moim dotychczasowym życiu, którym był Opel Kadett A z 1962 roku. Ogromna ebonitowa kierownica, ascetyczne, ale niezwykle stylowe wnętrze i absolutny brak wspomagania sprawiły, iż cieszyłem się tą przejażdżką jak dziecko. A na dokładkę wprost z Kadetta przesiadłem się za kierownicę Astry F w wersji z dwulitrowym, 136-konnym silnikiem. Nie muszę chyba dodawać, iż w latach dziewięćdziesiątych to była prawdziwa rakieta, a i do dzisiaj nie brak jej wigoru.

Opel zaprojektował i produkuje nową Astrę w całości w Niemczech. Mam nadzieję, iż Europejczycy to docenią i pozwolą nowemu kompaktowi z błyskawicą na masce odnieść sukces, na który z pewnością zasługuje. To solidne auto, przed którym stoi nie lada wyzwanie – zmierzyć się z okrutnie silną konkurencją spoza naszego kontynentu. Powodzenia, Opelku, wierzę w Ciebie.

Idź do oryginalnego materiału