
Azjaci potrafią tworzyć świetne półciężarówki. Bywają one toporne, ale wyróżniają się solidnością i dużymi możliwościami transportowymi. Nowy D-Max stanowi tego przykład. Ostatnio doczekał się aktualizacji, która zaowocowała zmianami w układzie napędowym. Właśnie tego oczekiwali klienci.
Bez wstydu pod teatrem
Design to rzecz gustu, ale trzeba przyznać, iż prezentowany model wygląda bardziej, niż przyzwoicie. Nie ma w sobie awangardy czy unikatowych motywów, acz może się podobać. Pamiętajmy, iż w przypadku takich wersji nadwoziowych trudno o unikatowość, co wiąże się zarówno z przeznaczeniem, jak i konstrukcją.
Niemniej jednak japoński pick-up sprawia pozytywne wrażenie. Delikatne odświeżenie poskutkowało przeprojektowaną atrapą chłodnicy i zmodernizowanymi wstawkami w zderzaku. Niewiele, ale więcej nie było potrzeba.
Isuzu D-MAX 2.2 TD AT 4WD LSE – profil, fot. Wojciech Krzemiński / NaMascePrezentowany model występuje w trzech konfiguracjach kabin: pojedyncza, przedłużona i podwójna. Ta pierwsza występuje wyłącznie z bazowym wyposażeniem. Pozostałe są dostępne w czterech wersjach.
Gabaryty pozostały zbliżone. Nowy D-MAX z podwójną kabiną ma 5280 milimetrów długości, 1870 milimetrów szerokości i 1790 milimetrów wysokości. To oznacza, iż jest nieco mniejszy, niż aktualnie oferowany Ford Ranger.
Japoński pick-up od środka
Choć to subiektywna opinia, bardzo cenię projekt kokpitu w tym modelu. Nowe Isuzu D-MAX oferuje zaskakująco dobrą ergonomię użytkową w połączeniu z całkiem niezłą estetyką. Nie jest tu tak widowiskowo, jak w Maxusie T60, ale wszystko jest tam, gdzie być powinno.
Wskaźniki mają częściowo cyfrową formę – jak niegdyś w Oplu Insignii. Są wystarczająco czytelne. Przed nimi znajduje się kierownica z wygodnym wieńcem i fizycznymi przyciskami na ramionach. Te ostatnie są znacznie wygodniejsze od swoich dotykowych odpowiedników.
Isuzu D-MAX 2.2 TD AT 4WD LSE – kokpit, fot. Wojciech Krzemiński / NaMasceNa konsoli centralnej dominuje ekran multimedialny, który zdradza już upływ czasu. Jego interfejs ma swoje lata, a do tego obsługuje menu w języku angielskim. Mimo tego, obsługa jest stosunkowo prosta. Dobrze, ze udało się zastosować dwa potencjometry, które dodatkowo ułatwiają użytkowanie. Warto dodać, iż Android Auto i Apple CarPlay są tu bezprzewodowe.
Niżej znajduje się niezależny panel klimatyzacji, który oparto na klasycznych klawiszach. Nie ma zatem żadnych udziwnień. o ile chodzi o materiały wykończeniowe, to są twarde, ale przyzwoicie spasowane. Na pochwałę zasługuje także spora liczba zamykanych schowków.
Isuzu D-MAX 2.2 TD AT 4WD LSE – kabina, fot. Wojciech Krzemiński / NaMascePozycja kierowcy jest oczywiście wysoka i lekko krzesełkowa – jak na półpiętrze. To typowe dla pick-upów, ponieważ są osadzone na ramie, co ma swoje konsekwencje. Aczkolwiek nietrudno o dobranie adekwatnego ustawienia fotela, który ma odpowiednie rozmiary.
Na tylnej kanapie też jest sporo przestrzeni – dla dwóch osób średniego wzrostu. Dostęp do drugiego rzędu ułatwiają szeroko otwierane drzwi. Trzeba jednak liczyć się z ograniczonym kątem pochylenia oparcia, co wiąże się z przegrodą kabiny.
Isuzu D-MAX 2.2 TD AT 4WD LSE – skrzynia ładunkowa, fot. Wojciech Krzemiński / NaMasceNowy D-Max dysponuje sporą skrzynią ładunkową. Ma ona 490 milimetrów wysokości, 1530 milimetrów szerokości oraz 1530 milimetrów wysokości. W wersji z pojedynczą kabiną jest ona dłuższa o 75,9 centymetra, co robi różnicę.
W tym miejscu warto wspomnieć, ze opisywana wersja oferuje 983 kilogramy ładowności. Producent oferuje różne rodzaje zabudowy – zarówno te płaskie, jak i nakładkowe. W prezentowanym egzemplarzu znajduje się Alu Cover Pac za 12 641 zł, który obejmuje płytę z dodatkowym zamkiem, która otwiera się skrzydłowo od strony klapy.
Japoński pick-up z większym silnikiem
W tych czasach „modny” jest downsizing, ale Japończycy uznali, iż trzeba płynąć pod prąd. Efektem tego jest zastosowanie większej jednostki, niż w modelu sprzed modernizacji. Różnica w jest znacząca.
Nowy D-MAX ma pod maską silnik Diesla o pojemności 2,2 litra. To również konstrukcja Isuzu, co zwiastuje wysoki poziom trwałości. Niektórych jednak zaskoczy jego moc, ponieważ pozostała praktycznie taka sama.
Isuzu D-MAX 2.2 TD AT 4WD LSE – przód, fot. Wojciech Krzemiński / NaMasceDzięki niej, japoński pick-up wytwarza 163 konie mechaniczne i 400 niutonometrów. Nie są to duże wartości przy tych gabarytach, ale muszą wystarczyć. Japoński pick-up nie jest dostępny w naszym kraju z jakąkolwiek alternatywą spalinową.
W testowanej sztuce znajduje się sześciobiegowa skrzynia automatyczna, która również została dopracowana pod kątem wytrzymałości. o ile chodzi o zużycie paliwa, to producent deklaruje średnią od 8,5 do 9,1 litra w cyklu mieszanym WLTP.
Wrażenia z jazdy
Nawet z zasłoniętymi oczami można rozpoznać charakterystykę tego samochodu. Pomimo zastosowania innego silnika, jego brzmienie i sposób pracy są dokładnie takie same jak wcześniejszej konstrukcji. Przywodzą na myśl również jednostkę 2.5 TD z poprzednika.
Silnik wydaje się głośny na wyższych obrotach, ale to efekt ograniczonego wygłuszenia wnętrza. Większa liczba mat tłumiących zaowocowałaby nieco lepszymi warunkami akustycznymi. o ile chodzi o wibracje, to nie są one przesadne.
Isuzu D-MAX 2.2 TD AT 4WD LSE – tył, fot. Wojciech Krzemiński / NaMasceNowy D-MAX ma wystarczający wigor zarówno w terenie, jak i na autostradach. Widać, iż cały układ opiera się bardziej na momencie obrotowym, niż samej mocy. W trudnych warunkach będzie to kluczowe.
Podczas normalnej jazdy wykorzystywana jest tylna oś. Na śliskiej nawierzchni można dołączyć przednie koła. Prawdziwy off-road wymusi wykorzystanie blokady tylnego mechanizmu różnicowego oraz aktywację reduktora.
Isuzu D-MAX 2.2 TD AT 4WD LSE – przód, fot. Wojciech Krzemiński / NaMasceJapoński pick-up ma 240-milimetrowy prześwit, co również przekłada się na możliwość pokonywania znaczących pochyłości. Kąty natarcia, zejścia, rampowy i boczny wynoszą kolejno 30,5 stopnia, 24,2 stopnia, 22,9 stopnia i 49 stopni. Z kolei głębokość brodzenia sięga 80 centymetrów.
Prowadzenie tego auta nie stanowi wyzwania, bo i tak jest zaskakująco cywilizowane. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z obecności terenowych opon i lekkiego tyłu (bez ładunku na pace). Na śliskiej nawierzchni nietrudno o wprowadzenie samochodu w poślizg. Mimo wszystko, zachowuje się i tak lepiej, niż Foton Tunland T7.
Ile kosztuje Isuzu D-Max?
Mnogość konfiguracji sprawia, iż wszystko zależy od konkretnych oczekiwań potencjalnego nabywcy. Pamiętajmy jednak o dodatkowych rabatach u dealerów. Jak ujawnia ta propozycja z polskiego salonu, da się kupić nową sztukę po liftingu za 202 827 zł brutto.
Isuzu D-MAX 2.2 TD AT 4WD LSE – tył, fot. Wojciech Krzemiński / NaMasceI nie będzie to najtańsza specyfikacja. To wariant z podwójną kabiną i bardzo bogatym wyposażeniem uzupełnionym różnymi opcjami. Japoński pick-up oddaje do dyspozycji m.in.:
- 18-calowe felgi aluminiowe
- skórzaną tapicerkę
- dostęp bez kluczyka
- elektrycznie sterowane szyby
- automatyczną klimatyzację (dwustrefową)
- elektrycznie regulowany fotel kierowcy
- system audio z 6 głośnikami
- przednie i tylne czujniki parkowania
- podgrzewane fotele
- reflektory LED
- dotykowy ekran multimedialny
- kamerę cofania
Tyle wystarczy, by rozważyć zakup i zastanowić się, czy warto dopłacać do Toyoty Hilux. Wbrew pozorom, renoma Isuzu też jest znacząca w naszym kraju, dlatego nie jest na straconej pozycji. To wciąż jeden z pięciu najlepiej sprzedających się pick-upów w Polsce.

4 dni temu













