Portugalskie Faro, znane z pocztówkowych krajobrazów i idealnych tras motocyklowych, tym razem postanowiło wystawić nas na próbę. Zamiast bezchmurnego nieba, przywitała nas aura nieoczywista: słońce tylko nieśmiało przebijało się przez gęste, ołowiane chmury, a asfalt co kilka kilometrów zmieniał się z suchego na zdradliwie lśniący. Był to jednak idealny poligon dla maszyn, które mają ambicję redefiniować pojęcie uniwersalności.