Elektryki generują spore oszczędności? Tylko do pierwszej wizyty w warsztacie

4 godzin temu

Samochody elektryczne kuszą tanią jazdą i ekologią, ale ich czar pryska przy pierwszej lepszej stłuczce. Chociaż pod maską „elektryka” znajdziemy znacznie mniej skomplikowaną technologię niż w tradycyjnym aucie spalinowym, to koszty powypadkowe potrafią zwalić z nóg. Najnowsze raporty jasno pokazują, iż serwisy i ubezpieczyciele po prostu nie nadążają za rewolucją EV. Efekt? choćby drobna parkingowa obcierka może gwałtownie zamienić się w finansowy koszmar dla właściciela pojazdu.

Skąd biorą się astronomiczne rachunki za naprawę EV?

Faktura za naprawę samochodu elektrycznego potrafi autentycznie zszokować. Analiza ponad 40 tysięcy stłuczek czarno na białym pokazuje, iż doprowadzenie uszkodzonego elektryka do ładu kosztuje średnio o jedną piątą więcej niż w przypadku klasycznego benzyniaka czy diesla. Mówimy tu o konkretnych kwotach. Przeciętny rachunek z warsztatu dla auta EV to około 31 700 zł, podczas gdy dla modeli spalinowych ta kwota zamyka się w granicach 26 600 zł.

Skąd ta różnica? Chodzi nie tylko o ceny samych części zamiennych. Współczesne elektryki to komputery na kołach naszpikowane zaawansowanymi systemami asystenckimi. Po najmniejszej parkingowej obcierce wymagają one żmudnej kalibracji. Do tego potrzeba już specjalistycznego i drogiego sprzętu diagnostycznego.

Na tym jednak złe wiadomości się nie kończą. Silniki elektryczne generują potężną moc, co ubezpieczyciele z automatu traktują jako podwyższone ryzyko. Efekt jest łatwy do przewidzenia. Średnia stawka za pełne ubezpieczenie AC dla elektryka jest o 13% wyższa niż dla auta spalinowego. W praktyce taka dopłata do polisy potrafi całkowicie pożreć oszczędności, jakie zyskujemy na tańszym ładowaniu czy darmowych parkingach w miastach.

Elektryki są bardzo drogie w naprawie / źródło: Unsplash (@jccards)

Dlaczego mechanicy boją się elektryków? Czarny scenariusz dla serwisów

Wysokie faktury to jednak dopiero początek problemów. jeżeli przydarzy Ci się stłuczka elektrykiem, musisz przygotować się na długie rozstanie z samochodem. Średni czas pobytu auta EV w warsztacie to aż 25 dni. To o dwa dni dłużej niż w przypadku tradycyjnego spalinowca. To przy konieczności opłacenia auta zastępczego generuje kolejne, spore koszty.

Największym punktem zapalnym jest akumulator trakcyjny. W warsztatach wciąż brakuje jednolitych procedur diagnostycznych, a naprawa pojedynczych modułów baterii bywa technologicznie niemożliwa. Dlatego ubezpieczyciele wolą nie ryzykować. Przy najmniejszym podejrzeniu, iż struktura akumulatora została draśnięta, z automatu orzekają szkodę całkowitą. Przez takie rygorystyczne procedury na złom trafiają auta z niemal nienaruszonym nadwoziem, co sztucznie napędza statystyki kasacji i winduje ceny polis.

Eksperci próbują ratować sytuację i wymusić na producentach zmiany, w tym modułową budowę ogniw czy chowanie baterii w bezpieczniejszych strefach konstrukcyjnych. Na to jednak potrzeba czasu, a nad polskim i europejskim rynkiem wisi już kolejne widmo – gigantyczny deficyt specjalistów. Szacuje się, iż w ciągu najbliższych lat z rynku może wyparować ponad 40 tysięcy wykwalifikowanych techników z uprawnieniami do pracy z wysokim napięciem. jeżeli serwisy nie zainwestują pieniędzy w szkolenia kadr, kolejki do mechaników drastycznie wzrosną, a ceny usług w warsztatach wystrzelą w kosmos.

Źródło: Fleet News, Elektromobilni, MotoGuru / Zdjęcie otwierające: Unsplash (@ilhamrahmat)

auta elektryczneelektrykisamochody elektryczne
Idź do oryginalnego materiału