Elektryka nie tankujesz, więc państwo akcyzę odbije sobie inaczej. Dobrze, iż nie u nas

2 godzin temu
W Wielkiej Brytanii kierowcy myśleli, iż przesiadka na auto na prąd na stałe zwolni ich z dokładania się do budżetu państwa. Niestety rząd sprowadził ich wszystkich na ziemię. Po miesiącach spekulacji Londyn potwierdził, iż podatek od kilometra (pay-per-mile) stanie się faktem. Niedawno politycy debatowali nad wyłączeniami od tego obowiązku, ale nie są to jakieś piorunujące zmiany.


Nowy system, znany oficjalnie jako eVED (Electric Vehicle Excise Duty), ma być receptą na dziurę w budżecie powstałą przez spadek wpływów z akcyzy paliwowej.

Ile zapłacą kierowcy w Anglii? Znamy stawki


Rewolucja w opłatach nie wejdzie w życie z dnia na dzień, ale harmonogram jest już jasny. Podatek pay-per-mile został uchwalony pod koniec 2025 roku i zacznie obowiązywać od kwietnia 2028 roku. Zasada jest prosta: im więcej jeździsz, tym więcej płacisz.

Rząd ustalił konkretne stawki, które dla wielu mogą być zimnym prysznicem:


Samochody w pełni elektryczne (BEV): 3 pensy za każdą przejechaną milę (ok. 9-10 groszy za km).

Hybrydy plug-in (PHEV): 1,5 pensa za milę (jakieś 5 groszy za km).


Co to oznacza w praktyce? Przeciętny kierowca elektryka, który pokonuje rocznie około 12 000 km, będzie musiał wysupłać dodatkowe 1200 zł rocznie. I uwaga: to opłata dodatkowa, doliczana do standardowego podatku drogowego w Anglii VED, który właściciele aut EV płacą już od kwietnia 2025 roku.

Kto uniknie nowego podatku? Lista wyjątków


Ministerstwo Skarbu (The Treasury) uspokaja jednak, iż nie każdy zostanie podliczony przez nowy system. Ostatnio debatowano nad tym w parlamencie i możliwe, iż do marca zostanie podjęta decyzja o wykluczeniach. Na ten moment na stole jest propozycja, iż zwolnienia z podatku eVED obejmują:

Samochody dostawcze, vany i ciężarówki,

Autobusy i motocykle elektryczne,

Pojazdy używane przez osoby z niepełnosprawnościami.


Dlaczego vany mają fory? Londyn argumentuje, iż elektryfikacja transportu ciężkiego jest wciąż na wczesnym etapie i dodatkowe obciążenia mogłyby zabić ten trend w zarodku.

Jak rząd sprawdzi przebieg?


Największe kontrowersje wzbudzała kwestia inwigilacji. Czy każde auto w Wielkiej Brytanii dostanie czarną skrzynkę z GPS? Na razie odpowiedź brzmi: nie. Rozliczanie podatku od kilometra ma opierać się na deklaracjach i corocznych przeglądach.

Kierowcy będą szacować swój przebieg przy odnawianiu podatku w brytyjskim urzędzie komunikacji, a faktyczny stan licznika będzie weryfikowany podczas przeglądu okresowego.

W przypadku nowych aut, które przez pierwsze trzy lata nie muszą przechodzić przeglądu, planowane są specjalne wizyty kontrolne w autoryzowanych stacjach. jeżeli przejedziesz mniej, niż zadeklarowałeś, to dostaniesz zwrot. jeżeli więcej, no cóż... płacz i płać.

Na otarcie łez brytyjski rząd zaoferował podwyżkę progu podatkowego od zakupu luksusowych dóbr, w tym samochodów elektrycznych. Trzeba było go płacić, jeżeli zakup przekroczył 40 000 funtów (ok. 200 000 zł), teraz będzie naliczany powyżej 50 000 funtów.

Czy takie przepisy wejdą w Unii Europejskiej? Na razie nie ma o tym mowy, ale prawdopodobnie unijni biurokraci będą przypatrywali się wynalazkowi z Wysp.

Idź do oryginalnego materiału