Elektryk po przejściach. Recenzja Volvo EX90

3 tygodni temu

Kilka lat temu w Volvo widzieli przyszłość motoryzacji zupełnie inaczej niż obecnie. Szefowie słynnej marki z pełnym przekonaniem deklarowali, iż są skłonni szybciej niż konkurenci sprzedawać wyłącznie elektryczne samochody. Wyrwali się przed szereg i bez żalu pozbyli się z oferty cenionych diesli. Benzynowe i hybrydowe wersje czekał ten sam los… Popularny na całym świecie flagowy SUV XC90, produkowany w drugiej odsłonie od 2014 roku, miał doczekać się następcy na prąd, co miało być symboliczną zmianą warty w Volvo. Obserwując, iż zachwyt elektrykami nie jest tak powszechny, jak oczekiwano, Szwedzi w ostatniej chwili zrewidowali plany i odświeżyli XC90, dając mu nowe życie i dopracowane hybrydowe napędy. Nie zrezygnowali oczywiście z elektrycznych wizji, ale wybrali bardziej rozsądną ścieżkę, serwując pojazdy na prąd obok tych, do których tankujemy benzynę. Volvo EX90 nie stało się zatem następcą XC90, ale jego nowocześniejszym i bardziej wyrośniętym rodzeństwem.

Choroby wieku dziecięcego

Pojawienie się EX90 na drogach zajęło znacznie więcej czasu, niż zakładano i od zaprezentowania w 2022 roku do rynkowego debiutu upłynęły dwa lata. Wszystko przez potężne problemy z elektroniką i wariującym oprogramowaniem, nad czym gorączkowo głowili się inżynierowie. Co gorsza, nie udało się uporać ze wszystkimi tzw. chorobami wieku dziecięcego i pierwsze egzemplarze trafiły do klientów z licznymi wadami. Usterka goniła usterkę, co chętnie punktowały kolejne media, a samochód zaczął być nazywany największym niewypałem w dziejach Volvo. Szwedzi musieli gwałtownie zareagować, żeby uniknąć pełnej kompromitacji…

Idź do oryginalnego materiału