Dawno żadne auto nie wkurzyło mnie tak, jak Volvo EX30 Cross Country. Ale... i tak je polubiłem

3 godzin temu
Z zewnątrz perełka, a w środku luksusowa... cela mnicha, którą obsługujesz tabletem. Dla fana przycisków samochodowych ten samochód jest jak terapia szokowa. No i jeszcze ten kosz dachowy przy panoramicznym dachu... Ale mimo wszystko ogromnie polubiłem to auto. Oto Volvo EX30 Cross Country.


Volvo EX30 Cross Country to auto o dwóch twarzach albo inaczej, to auto o dwóch naturach. Z jednej strony mamy ultra designerskie i po prostu piękne nadwozie, o płynnych liniach, świetnych lampach, no ogólnie zostało ono zaprojektowane z głową.

Moim zdaniem Volvo EX30 Cross Country i jego nieterenowa wersja EX30 to jedne z ładniejszych małych elektryków na rynku. Jego wnętrze oczywiście też jest premium, bo mamy sporo wyszukanych materiałów, a wszystko jest doskonale spasowane.

Jest wełna na ultra wygodnych, podgrzewanych fotelach, sporo recyklingowanego plastiku, delikatne chromowane klameczki, mała, ale zgrabna kierownica z kilkoma fizycznymi przyciskami, ciekawie zbudowany tunel środkowy z chowanym schowkiem w podłokietniku i kilkoma przyciskami, w tym trzema do szyb, na desce rozdzielczej macie tablet i... nic poza tym.

Szwedzi postawili na minimalizm, który momentami ociera się o ascezę. W kabinie Volvo EX30 Cross Country niemal wszystko obsługujemy dzięki centralnego ekranu, co jest na maksa irytujące i trochę niebezpieczne, chociaż o kwestii bezpieczeństwa, a raczej nadbezpieczeństwa jeszcze powiem.

Chcesz ustawić lusterka? Klikasz w tablet. Chcesz otworzyć schowek? Szukasz przycisku na wyświetlaczu. A nie wszystkie funkcje są na wierzchu. Wiele wymaga przeklikania się przez dodatkowe menu. choćby prędkościomierz nie znajduje się przed oczami kierowcy, a w górnym rogu centralnej matrycy.

To rozwiązanie wymaga przyzwyczajenia i, nie oszukujmy się, jest fatalne w codziennej eksploatacji. Brakuje mi tu fizycznych przycisków do podstawowych funkcji i tego kawalątka cyfrowych zegarów za kółkiem albo chociaż wyświetlacza head-up.

Zajmuje to oczywiście trochę czasu, ale da się jednak do tego przyzwyczaić (tak teślarze, znam wasz zapał i go doceniam), i gdy już oswoicie się z tym "smartfonem na kółkach", zaczynacie dostrzegać niesamowitą czystość formy tego wnętrza.

Cross Country to nie tylko naklejki


Wersja Cross Country to w świecie Volvo legenda. W przypadku EX30 nie skończyło się tylko na plastikowych osłonach. Auto otrzymało zwiększony prześwit, co w połączeniu z kompaktowymi wymiarami czyni je zaskakująco zwinnym i zaradnym w mniej sprzyjających warunkach i na mniej utwardzonych drogach.

Z przodu i z tyłu pojawiły się charakterystyczne czarne panele, a na masce dumnie pręży się mała szwedzka flaga, to oczywiście detal, ale ja uwielbiam takie akcenciki.

Do tego dochodzą specjalne, 19-calowe felgi (opcjonalnie 18-calowe z oponami typu All-terrain), które nadają mu surowego, off-roadowego charakteru. To auto mówi: "nie bój się zjechać z głównej drogi". I faktycznie, dzięki napędowi na cztery koła (AWD), trakcja w trudniejszych warunkach jest wzorowa. A już w ogóle bajecznie sprawdza się na skutej lodem drodze lub w większym śniegu. Uwierzcie mi na słowo, sprawdzałem.

Fatalne natomiast w tej wersji jest zestawienie dwóch przeciwnych gadżetów w tym aucie. Cross Country możemy kupić z bagażnikiem dachowym, czyli zakładamy, iż jedziemy w trasę, więc potrzebujemy mieć możliwość zabrania większej ilości rzeczy, np. w kufrze dachowym.

I okej, ale po co nam w takim razie nam szklany dach? Powiem wam szczerze, iż choćby przejażdżka przez miasto przy 50 km/h z bagażnikiem dachowym i szklanym dachem to istna wirówka. Szumy wiatru są niesamowicie irytujące. Dlatego bagażnik dachowy w opcji spoko, ale szklany dach wtedy odpada.

Za co polubiłem to auto?


Ostatecznie jednak irytacja na te szumy, na ten cały tablet przeszła mi, kiedy trochę pojeździłem tym EX30. jeżeli myślicie, iż to powolny "elektryk" do jazdy po bułki, to jesteście w błędzie. Volvo EX30 Cross Country bazuje na najmocniejszym wariancie napędowym.

Ma 428 KM. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje tu kilka ponad 3,5 sekundy (w wersji Twin Motor Performance). To poziom supersamochodów sprzed kilku lat zamknięty w nadwoziu miejskiego SUV-a.

Co z zasięgiem? Bateria o pojemności 69 kWh pozwala na realne przejechanie około 350 kilometrów w cyklu mieszanym. W trasie, przy prędkościach autostradowych, ten wynik oczywiście spada do jakichś 250 km, ale dzięki w miarę szybkiemu ładowaniu (do 153 kW), postój na "dotankowanie" energii trwa około 25-30 minut. Jako miejski bolid z opcją na podmiejskie trasy EX30 Cross Country sprawdzi się wyśmienicie.

No i to, jak to auto się prowadzi... Serio dawno nie jeździłem tak dobrze zrobionym samochodem z tak precyzyjnym układem kierowniczym, który daje mnóstwo frajdy z każdego pokonanego kilometra. Gokartowy vibe w czystej postaci.

Do tego jest nadbezpieczny. Owszem ma te zegary na środkowym ekranie, ale systemów bezpieczeństwa jest w nim mnóstwo. System monitorowania uważności kierowcy jest tak czuły, iż auto "pika" na was choćby wtedy, gdy zatrzymacie się na skrzyżowaniu z nadrzędną i jak spojrzycie się czy macie wolną drogę.

Ile kosztuje ta przygoda?


Nie ma co ukrywać, iż cena Volvo EX30 Cross Country odzwierciedla jego status. To produkt dla osób, które cenią design, bezpieczeństwo i ekologię, ale chcą się wyróżnić i mają grubszy portfel.

Choć bazowe EX30 startuje z bardzo rozsądnego poziomu, doposażona wersja Cross Country to wydatek rzędu 230-260 tysięcy złotych, w zależności od wybranych opcji.

W zamian dostajemy jednak wyposażenie, które obejmuje m.in. system audio Harman Kardon, dach panoramiczny i zaawansowane systemy wspomagania kierowcy, z których Volvo słynie od dekad. jeżeli marzy wam się auto miejskie albo drugie auto typowo do miasta i na podmiejski lekki offroad, to macie interesującego kandydata.

Idź do oryginalnego materiału