Czy motocykle przestały mieć sens? A może nie wszystko stracone? [5 sposobów na pokonanie ograniczeń]

2 godzin temu

Czy motocykle mają jeszcze sens przy obecnych przepisach? Rygorystyczne ograniczenia prędkości, potężne mandaty, fotoradary za każdym rogiem… Mamy rozwiązanie!

Czy motocykle w ogóle mają jeszcze sens w świetle obecnych przepisów? Ryzyko utraty prawa jazdy jest tak duże, iż o niektórych rodzajach aktywności na drodze możemy po prostu zapomnieć. Mamy jednak kilka propozycji, jak można rozwiązać ten problem.

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z motocyklami, czyli jakieś ćwierć wieku temu, świat przepisów wyglądał nieco inaczej. Nie oszukujmy się – mandaty były znacznie niższe, a nieuchronność kary pozostawała w strefie marzeń stróżów prawa. Oczywiście nie zachęcam do łamania przepisów, ale byłbym kłamcą, gdybym stwierdził, iż problem ten nie istniał i przez cały czas nie istnieje.

Obowiązywała jednak niepisana zasada, iż motocykliści mogą jeździć szybko, bo tak po prostu jest. Standardem było przekraczanie prędkości, popisy w stylu jazdy na tylnym kole, czy słynne „terrory” siane na mieście. Dziwnym trafem prawie nikomu to nie przeszkadzało, z wyjątkiem zestresowanych rodziców „bąbelków”, które czasami budziły się w nocy.

Dziś jest zupełnie inaczej. Jazda na tylnym kole czy palenie gumy jest surowo karane, tak samo jak znaczne przekroczenie prędkości. Grozi nam nie tylko wysoki mandat, ale też utrata prawa jazdy, a pewnych okolicznościach choćby więzienie.

Przeczytaj też: Poważne kary za drift, wheelie, wyścigi i spoty motoryzacyjne. Prezydent podpisał ustawę…

Przestrzeganie przepisów nie jest dziś fanaberią, ale koniecznością. jeżeli nie możemy jeździć szybko, a co więcej, wygłupiać się na drodze, warto zastanowić się, co nam pozostaje.

Oto pięć subiektywnych propozycji na „pokonanie” ograniczeń:

Skuter – zło wcielone?

Dla wielu prawdziwych motocyklistów skuter to wręcz wróg. Twierdzą oni, iż nie będą jeździć „kibelkiem”, bo uwłacza to ich godności. Nie do końca jest to prawda – w większości przypadków zagorzali przeciwnicy skuterów nigdy nie mieli z nimi dłuższego kontaktu.

W rzeczywistości to świetny środek lokomocji do poruszania się po mieście, szczególnie latem, gdy nie zawsze chce nam się zakładać pełny motocyklowy strój. Ze względu na wyprostowaną pozycję, wygodnie się nim jeździ, silnik nie grzeje, nie trzeba też męczyć lewej nogi ciągłą zmianą biegów. Po prostu wsiadasz i cieszysz się wolnością.

Tak, wolnością. Skuter to wolność dla kogoś kto ma dość korków, stref czystego transportu, czy płatnego parkowania. Do wyboru mamy multum modeli – od pojazdów budżetowych, po markowe sprzęty renomowanych producentów. Zwolennicy klasycznego wyglądu wybiorą Vespę, a inni postawią na skutery japońskie, Aprilię czy BMW. Osobiście znam wielu motocyklistów, którzy oprócz dużego, mocnego motocykla mają w swoim garażu skuter.

W przypadku modeli o pojemności 300-400 cmł możemy cieszyć się także całkiem przyzwoitym przyspieszeniem i dobrym prowadzeniem. Nowoczesne pojazdy coraz częściej są wyposażone w dopracowane zawieszenie oraz hamulce, których nie powstydziłby się niejeden motocykl.

Oddzielną kategorią są maxi skutery, ale odnoszę wrażenie, iż lata ich świetności mamy już za sobą. Nowoczesny skuter ma być przede wszystkim zwinny, a działania producentów ewidentnie kierują się w stronę sportowego charakteru.

Niewielki naked – oszukane zmysły

Osobiście bardzo lubię motocykle z pełnymi owiewkami, ale z drugiej strony, dają one zwiększony komfort jazdy przy wysokich prędkościach, czego przecież chcemy unikać. Ciekawą propozycją są więc niewielkie motocykle klasy 400-500 cmł, które są lekkie, zwinne, a paradoksalnie całkiem zrywne i bardzo często świetnie się prowadzą. Weźmy na przykład KTM 390 Duke – na krętych trasach (a także na torze), czy w mieście, we wprawnych rękach jest to bardzo skuteczne narzędzie. Czasami jazda takimi pojazdami może oszukać nasze zmysły, gdyż na takich sprzętach jazda możę się wydawać bardziej dynamiczna, niż jest w rzeczywistości.

Dużo frajdy mogą dać też nakedy zbudowane w stylu retro, niektórym z nich nie można choćby odmówić nieco zadziornego wyglądu (np. café-racery). Chcesz nieco poszaleć? Nie ma problemu (nie mówcie, iż Yamaha XSR 900 się do tego nie nadaje). Wolisz spokojnie kulać się po mieście na klasycznym BSA – nie będzie wstydu.

Motocykl typu cruiser – siła spokoju

W tej podgrupie mamy bardzo dużą rozpiętość, jeżeli chodzi o moc i pojemność skokową. Początkujący mogą skorzystać z oferty wielu motocykli spełniających wymagania prawa jazdy A2. Ci bardziej doświadczeni, a zarazem majętni, znajdą większe sprzęty. Japońskich modeli jest stosunkowo niewiele, ale amerykańskie i europejskie dają nam już pole do popisu. Klasykami są motocykle Harley-Davidson i Indian, wśród których możemy znaleźć dość kompaktowe motocykle o pojemności około litra, jak i prawdziwe mastodonty.

Na takich motocyklach możemy jeździć spokojnie, jak również wybrać się na nieco szybszy przelot po autostradzie, czy ruszyć „dymiąc kapcia”, oczywiście w miejscach, w których nie ma kamer. Mit, iż takie sprzęty nie hamują i się źle prowadzą został już dawno obalony. Ducati Diavel V4 jest tego doskonałym przykładem (choć ja na nie potrafię jeździć nim powoli).

Motocykle typu Adventure – nie tylko na asfalt

Klasa Adventure w ostatnich latach przeżywa prawdziwy rozkwit. Króluje BMW ze swoją linią GS, ale pojawiło się wiele sprzętów japońskich (chociażby Honda wracająca do tak lubianych modeli jak Africa Twin czy Transalp). Mamy też wysyp motocykli z Chin, od tych na kategorię A2, po litrowe, mocne i dobrze wyposażone sztuki.

Powiedzmy sobie szczerze, iż w przypadku polskiego rynku i okoliczności jest to bardzo dobry wybór. Motocykle tego typu stosunkowo dobrze prowadzą się na asfalcie, a także pozwalają wjechać w lekki teren, korzystając z wielu tras typu TET. To interesująca alternatywa dla nabijania kilometrów na nudnych, zatłoczonych autostradach. Sam przekonałem się do tego typu podróżowania i często wybieram boczne drogi, którymi jazda pozwala cieszyć się widokami przyrody oraz atrakcjami mijanych wiosek i małych miasteczek. Nie musimy się martwić o jakość asfaltu, gdyż motocykle te mają zawieszenie o długim skoku i praktycznie żadne drogowe nierówności nie są im straszne. Możliwość zabrania ze sobą zestawu turystycznego czyni je świetnym wyborem.

Ciąg dalszy tekstu pod zdjęciami

Motocykle na tor – adrenalina i nauka

Ostatnie lata przyniosły nam prawdziwy wysyp niewielkich torów, na których możemy doskonalić technikę jazdy, a także poczuć adrenalinę, walcząc z kolegami lub z samym sobą o kolejne urwane sekundy. Tutaj również najlepiej sprawdzają się sprzęty o niewielkiej pojemności, ponieważ większość obiektów jest po prostu krótka i zbudowana tak, by nie osiągać zbyt dużych prędkości. Jest to korzystne dla naszego portfela, ponieważ w rękach amatora komplet opon może wystarczyć choćby na cały umiarkowanie napięty sezon.

A co w takim razie ma zrobić miłośnik jazdy po torze w „cywilu”? To już nie jest problem, gdyż po kilku sesjach się na obiekcie zamkniętym zwykle opuszcza nas potrzeba „pałowania” po ulicy.

Rosyjska ruletka – stare nawyki

Możemy również po staremu kupić jeden z najmocniejszych motocykli i po prostu liczyć na łut szczęścia. Niestety, to trochę jak rosyjska ruletka – posiadając Ducati Streetfightera V4 czy inny sprzęt tego typu, utrzymanie się w ryzach ograniczeń jest naprawdę bardzo trudne.

Przy obecnych przepisach i coraz skuteczniejszych metodach łowienia tzw. piratów drogowych (ulubione określenie w mediach nie związanych z motocyklami), utrata prawa jazdy może okazać się tylko kwestią czasu. Niemniej jednak, znam wielu motocyklistów, którym to się udaje. Pytanie, czy jazda motocyklem zamiast przyjemności nie staje się czynnikiem dającym ciągły stres i obawy. A chyba nie o to w całej tej zabawie chodzi.

Posłowie – wybór autora

Po latach na Hondach VFR 750 i moim ukochanym SuperBlackbirdzie (CBR 1100XX), stwierdziłem, iż czas zmienić podejście i przesiąść się na jakiś „dziadkowóz”. Najpierw była Honda CB 750 Sevenfifty (która stała się motogenowym sprzętem, bo teraz ma ją Jędrzejak i twierdzi, iż ją uwielbia). Teraz dosiadam nudną jak flaki z olejem NT 650 Deauville.

Deauville sprzęt ma jednak „to coś”, co sobie bardzo chwalę. Zaskakująco dobrze się prowadzi i hamuje, jednocześnie nie prowokuje do szybkiej jazdy. Ma też kuferki, szybę, wygodną kanapę i mało pali. Chyba po prostu zmieniłem podejście, skoro „Pralka vel Mydelnica” mnie cieszy. To jest moim zdaniem klucz, do odnalezienia się w nowej rzeczywistości.

Idź do oryginalnego materiału