Ciężko w to uwierzyć. Nowe Ferrari jest elektryczne i… brzydkie

2 godzin temu

Ferrari przez dekady budowało legendę opartą na ryku silników V8 i V12, czerwonym lakierze oraz sylwetkach, które trafiały na plakaty nastolatków. Teraz marka z Maranello wchodzi w świat elektromobilności i robi to w sposób, który trudno nazwać zachowawczym. Debiut modelu Luce wywołał w sieci prawdziwą burzę, a komentarze internautów są bezlitosne.

Patrząc na nowe Ferrari można odnieść wrażenie, iż nadwozie powstało jako pierwszy projekt początkującego grafika uczącego się programu Blender. Producent tłumaczy wszystko aerodynamiką i koniecznością ukrycia ogromnego akumulatora, ale wielu fanów to zerwanie z DNA marki. Sceptycyzm pojawił się także na giełdzie – akcje firmy poleciały w dół.

Ferrari z prądem

Samo stworzenie elektrycznego Ferrari jeszcze kilka lat temu wydawało się czymś niemal niemożliwym. Tymczasem Luce stało się faktem i ma rozpocząć nowy rozdział w historii włoskiej marki. Problem w tym, iż większości entuzjastów supersamochodów nie obchodzą parametry emisji CO₂. Nieprzypadkowo Lamborghini niedawno wstrzymało prace nad własnym elektrykiem. Stephan Winkelmann otwarcie przyznał, iż zainteresowanie takim autem jest znikome. Ferrari postanowiło jednak pójść pod prąd (a adekwatnie z prądem elektromobilności) i mierzy się z falą krytyki.

Według części komentujących Luce przypomina bardziej futurystycznego crossovera niż rasowe Ferrari. W mediach społecznościowych pojawiają się porównania do Tesli, Jaguara, a choćby minivana. Wielu użytkowników Reddita zwraca też uwagę, iż auto zatraciło proporcje charakterystyczne dla poprzednich modeli.

Widmo Jaguara

Jak wspomniałem wcześniej, kontrowersje wokół Luce odbiły się także na rynku finansowym. Po premierze akcje Ferrari wyraźnie zanurkowały. Inwestorzy zaczęli zadawać pytania, czy Ferrari nie ryzykuje utraty własnej tożsamości. Branża motoryzacyjna pamięta przecież niedawne problemy Jaguara. Brytyjska marka kilka miesięcy temu zaprezentowała elektryczną wizję przyszłości, która zamiast zachwytu wywołała falę drwin i krytyki. Wielu komentatorów uznało wtedy, iż producent kompletnie odciął się od własnego dziedzictwa. Podobne komentarze pojawiają się pod adresem Ferrari.

Osiągi godne supersamochodu

Trudno jednak odmówić Luce imponujących parametrów. Auto korzysta z czterech silników elektrycznych i generuje aż 1050 KM. Producent deklaruje przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 2,5 sekundy oraz maksymalnie 530 km zasięgu według normy WLTP. Ferrari chwali się również zaawansowanym systemem rozdziału momentu obrotowego oraz skrętną tylną osią. Problem polega jednak na tym, iż w świecie Ferrari suche liczby nigdy nie były najważniejsze. najważniejsze były emocje i charakter auta.

Wnętrze bardziej przekonuje

Paradoksalnie największe pochwały zbiera wnętrze. Projekt przygotowany we współpracy ze studiem LoveFrom Jony’ego Ive’a wygląda nowocześnie, ale jednocześnie przywraca fizyczne przyciski i pokrętła. To wyraźny kontrast wobec wielu nowych elektryków opartych niemal wyłącznie na ekranach dotykowych.

Ferrari podkreśla też, iż Luce generuje własny dźwięk na podstawie rzeczywistych drgań silników elektrycznych. Brzmi to ciekawiej niż sztuczne imitacje V8 stosowane przez część konkurencji, choć trudno uwierzyć, by jakikolwiek cyfrowy efekt zastąpił prawdziwe brzmienie silnika.

Luce może okazać się początkiem nowej epoki albo jednym z najbardziej ryzykownych eksperymentów w historii marki. Jak przystało na Ferrari – obok tego samochodu trudno przejść obojętnie.

Źródło: Ferrari, Reddit, Money.pl, X

ferrariMotoryzacjasamochodysamochody elektryczne
Idź do oryginalnego materiału