Arktyczny pick-up na polskich drogach. Na bulwarach zrobi większe wrażenie, niż niejedno Ferrari

1 miesiąc temu

Choć jest oferowany przez popularną markę z Japonii, jego konfiguracja prezentuje się na tyle unikatowo, iż rzuca się w oczy znacznie skuteczniej, aniżeli sportowe samochody renomowanych producentów. Arktyczny pick-up jest gotowy na przeróżne zadania. Ktoś może stwierdzić, iż na normalnych drogach marnuje swój potencjał, ale nie jest to prawdą. Wszystko zależy od punktu widzenia.

Prawdziwy kolos

To Isuzu D-Max, które uległo licznym modernizacjom. Nie zostały one zrealizowane bezpośrednio u producenta. Zajęła się nimi firma Arctic Trucks, która ma swoją filię w naszym kraju. Choć pakiet kosztuje horrendalne pieniądze, może mieć sporo sensu. Najważniejszy jest taki, iż pozwala zachować fabryczną gwarancję.

Arktyczny pick-up wygląda wprost obłędnie. Pierwsze, co rzuca się w oczy to koła. Felgi nie są duże, ale opony mają 35-cali, co idzie w parze z poszerzonymi nadkolami. Wymagały oczywiście dokładnego wyważenia. Za nimi zamontowano dedykowane chlapacze. Dzięki tym zabiegom, japoński model zyskał jeszcze więcej terenowego animuszu.

Nowe Isuzu D-Max AT35 – przód, fot. Wojciech Krzemiński

Podniesiono również zawieszenie, którego skutkiem jest prześwit sięgający 28 centymetrów. W konsekwencji przeprowadzono całą geometrię. Ze względu na wyraźne zwisy nadwozia, zderzaki zostały na nowo wyprofilowane, aby dało się pokonywać strome pochyłości.

Podniesienie auta spowodowało konieczność zastosowania dodatkowych progów. Zostały umieszczone stosunkowo wysoko (żeby nie zabierać prześwitu), ale i tak łatwo docenić ich obecność, bo kabina znajduje się naprawdę wysoko.

Nie zabrakło również osłon. Jedna z nich chroni silnik. Z przodu zastosowano klasyczne orurowanie sąsiadujące z dodatkowym panelem świetlnym, który zapewnia znakomitą widoczność po zmroku. Można go aktywować po włączeniu reflektorów drogowych.

Nowe Isuzu D-Max AT35 – tył, fot. Wojciech Krzemiński

Ponadto, nad skrzynią załadunkową pojawiła się lita zabudowa, która daje możliwość wkładania przedmiotów również z prawej strony. Warto zaznaczyć, iż nie jest przeszklona, dlatego ukrywa ładunek, ale też ogranicza widoczność.

Summa summarum, Isuzu D-Max Arctic Trucks ma 5265 milimetrów długości, 1945 milimetrów szerokości i 1875 milimetrów wysokości. Różnice są więc znaczące względem fabrycznego modelu bez przeróbek.

Arktyczny pick-up z przemyślanym wnętrzem

O ile nadwozie zmieniło się niemal rewolucyjnie, o tyle we wnętrze pozostało praktycznie identyczne, jak w „normalnym” modelu. To akurat zaleta, ponieważ sam projekt należy do najlepszych w swoim segmencie. Materiały są twarde, ale starannie spasowane i estetyczne.

Przede wszystkim panuje tu porządek. Ergonomia użytkowa jest niemal wzorowa. Rozmieszczenie wszelkich instrumentów opiera się na intuicyjności. Poza tym, można liczyć na sporą liczbę fizycznych przycisków i klawiszy, które pozytywnie wpływają na obsługę.

Zegary są częściowo cyfrowe, co przywodzi na myśl wskaźniki Fiata Tipo po liftingu. Poziomem czytelności nie rozczarowują. Zamontowana przed nimi kierownica bardzo dobrze leży w dłoniach. Ma skórzane wykończenie.

Nowe Isuzu D-Max AT35 – kokpit, fot. Wojciech Krzemiński

Centralne miejsce zajmuje ekran multimedialny, który jest wystarczająco duży. Uzupełniono go dwoma potencjometrami. Szkoda tylko, iż interfejs jest już leciwy. Brakuje też skuteczniejszego podświetlenia. Ford Ranger dysponuje znacznie nowocześniejszym wyświetlaczem o większych możliwościach.

Niezależny panel klimatyzacji to znakomite rozwiązanie, które powoli przechodzi do historii. Arktyczny pick-up ma go w standardzie, co oczywiście cieszy, bo uprzyjemnia użytkowanie. Pod nim wygospodarowano przestrzeń na selektor napędu i sporą półkę.

Praktyczność, jak to w pick-upie, nie jest najwyższych lotów. Co prawda są tu schowki i kieszenie, ale brakuje strefy, która w pewnym stopniu zastąpiłaby klasyczny bagażnik. Niestety, przegroda za drugim rzędem jest za blisko, by wygospodarować taką przestrzeń. Ten sam problem ma każdy tego typu model w tym segmencie (również nowy Hilux).

Nowe Isuzu D-Max AT35 – kabina, fot. Wojciech Krzemiński

Fotele osadzono wysoko, dlatego zapewniają dobrą widoczność do przodu i na boki. Ich zakres regulacji jest wystarczający. choćby niskie osoby mogą znaleźć optymalne ustawienie. Siedzisko ma niezłą długość, ale wysuwana końcówka na pewno dodatkowo poprawiłaby warunki.

W drugim rzędzie nie jest ciasno, ale znacznie mniej wygodnie, niż z przodu. Powodem tego jest wspomniana przegroda, która wymusiła kąt pochylenia oparcia. Jest lekko krzesełkowo, ale i tak lepiej, niż u niektórych rywali.

Nowe Isuzu D-Max AT35 – skrzynia ładunkowa, fot. Wojciech Krzemiński

Parametry skrzyni pozostały praktycznie takie same, jak w każdym innym egzemplarzu z podwójną kabiną. To oznacza około 150 centymetrów długości i tyle też szerokości, przy wysokości burty na poziomie 49 centymetrów.

Pamiętajmy jednak, iż zastosowana zabudowa może ograniczać możliwości transportowe. Ciężko byłoby przewieźć przedmioty, które mają powyżej metra wysokości. Niemniej jednak dzięki zabezpieczeniu można mieć pewność, iż nie zostaną uszkodzone lub skradzione. Modyfikacje nie wpłynęły na ładowność, która wciąż wynosi tonę.

Arktyczny pick-up z niepozornym silnikiem

Podobnie jak we wnętrzu, pod maską nie przeprowadzono żadnych zmian. I to może budzić pewne obawy, ponieważ silnik nie jest duży, jak na takie gabaryty. Producent rozważa wprowadzenie większej jednostki, która jest dostępna na rynkach poza Europą.

Arktyczny pick-up skrywa diesla o pojemności 1,9 litra, który wytwarza dokładnie 163 konie mechaniczne i 360 niutonometrów. To podobne parametry do tych, które oferowała starsza konstrukcja w tym modelu (o pojemności 2,5 litra).

Nowe Isuzu D-Max AT35 – profil, fot. Wojciech Krzemiński

Przenoszeniem całego potencjału zajmuje się sześciobiegowa przekładnia automatyczna. Może kierować moc na tylną lub obie osie. Warto zaznaczyć, iż w aucie zastosowano reduktor, jednakże po asfalcie należy jeździć tylko w trybie 2WD aby nie uszkodzić napędu.

Isuzu D-MAX AT35 nie ma wybitnych osiągów, co wydaje się wręcz oczywiste przy tych gabarytach. Przyspieszenie do 100 km/h zajmuje około 14 sekund, a prędkość maksymalna wynosi 170 km/h. Średnie spalanie w cyklu mieszanym sięga 11 litrów, co i tak jest niezłym rezultatem przy tych gabarytach. Dodam, iż warunki były zimowe.

Wrażenia z jazdy zmodyfikowanym pick-upem Isuzu

Prowadzenie tego samochodu jest swego rodzaju frajdą. Szerszy rozstaw kół daje poczucie większej stabilności. Niemniej jednak trzeba zdawać sobie sprawę z ogumienia AT, które nie jest przystosowane do asfaltu. Krótko mówiąc, bywa ślisko i trzeba uważać, tym bardziej iż tył jest bardzo lekki, jeżeli na „pace” nie ma obciążenia.

Klekot typowy dla diesla jest wyraźny, ale nie przeszkadza. Szczerze? W pewnym sensie uspokaja, bo kojarzy się z prostotą, jaka jest coraz rzadziej spotykana we współczesnych samochodach. Mówiąc jaśniej, wróży bezawaryjność. W końcu to silnik Isuzu.

Nowe Isuzu D-Max AT35 – przód, fot. Wojciech Krzemiński

Arktyczny pick-up posiada oczywiście nowoczesnych asystentów jazdy, ale trzeba uczciwie przyznać, iż ich działanie nie było do końca jasne. Podczas jazdy autostradowej pojawiały się błędy, co owocowało aktywacją różnych kontrolek. Widać, iż przeróbka nie została skutecznie zaadoptowana w tej materii, dlatego wymaga poprawy.

Poza asfaltem naprawdę trudno zatrzymać ten samochód. Moc może nie jest wybitna, ale spory moment robi robotę. Prawdziwy off-road nie jest tu problemem. To prawdziwy pojazd przeprawowy, który oferuje kąty natarcia, zejścia i rampowy wynoszące kolejno 36, 29 i 34 stopnie.

Prześwit jest naprawdę duży, dlatego pokonywanie przeszkód nie stanowi problemu. Wbrew pozorom, może przydać się choćby w mieście. Pomimo gabarytów, jazda po aglomeracji nie jest problemem, choć trzeba brać poprawkę na przeciętny promień skrętu i gabaryty, które wymagają większej przestrzeni do zaparkowania.

Ile kosztuje arktyczny pick-up Isuzu?

Mnogość konfiguracji jest tak duża, iż nie sposób wszystkich wymieniać. Zacznijmy od tego, iż są trzy rodzaje kabin. Ta prezentowana, czyli podwójna jest największą z nich. Konsekwencją jej wybrania jest mniejsza skrzynia ładunkowa (o wyżej wspomnianych wymiarach).

Nowe Isuzu D-Max AT35 – tył, fot. Wojciech Krzemiński

Sama przeróbka stworzona przez Arctic Trucks stanowi koszt bliski 60 tysięcy złotych brutto. Za prezentowane Isuzu D-MAX AT35 w bogatej wersji wyposażeniowej trzeba zatem zapłacić, uwaga, 315 tysięcy złotych brutto. Jest więc znacznie drożej, niż przed liftingiem. Oprócz pakietu zewnętrznej firmy, auto posiada m.in.:

  • reflektory LED
  • podgrzewane fotele
  • elektrycznie regulowane lusterka boczne
  • cyfrowy prędkościomierz
  • wielofunkcyjną kierownicę
  • tempomat
  • dotykowy ekran multimedialny
  • skórzaną tapicerkę
  • automatyczną klimatyzację
  • elektrycznie sterowane szyby w obu rzędach
  • selektor trybów napędu

Możliwości tego samochodu mogą być wykorzystywane w trudnych warunkach przeprawowych, czego przykładem może być dziewicza część Islandii. Arktyczny pick-up ma jednak pierwiastek „fajności”, dlatego potrafi przekonywać również tych, którzy niekoniecznie potrzebują aż tak dużych umiejętności terenowych.

Syndrom Klasy G? Coś w ten deseń. Choć nie podkreśli równie skutecznie statusu społecznego, na pewno zaimponuje licznym gapiom. Poza tym, może przydać się na budowie i podczas transportu w trudno dostępne miejsca.

Idź do oryginalnego materiału