Nissan Almera miał przed sobą niełatwe zadanie: zastępował model Sunny, auto z 30-letnią historią, i czekała go rywalizacja w mocno obsadzonej klasie Golfa. Dziennikarz „Motoru” sprawdził, jak jeździ nowy, spokojnie stylizowany, przestronny kompakt Nissana oraz czy ma szansę z konkurentami pokroju Fiata Bravo i Bravy oraz Renault Megane.
Poniższy tekst pochodzi z archiwalnego wydania „Motoru” i został opublikowany w oryginalnym brzmieniu. Zachowaliśmy język, realia i informacje z epoki.
Japończycy zapowiedzieli spowolnienie tempa lansowania nowych modeli. Niemniej samych Nissanów ukazało się już tyle, iż w ich opisach mamy spore zaległości. Nie zdążyliśmy przedstawić m.in. Almery i Maximy, w wielu krajach znajdujących się w sprzedaży, a w Tokio debiutowała już Primera II.
https://magazynauto.pl/wiadomosci/prima-era-wrazenia-z-jazdy-nissanem-primera-motor-4-1994,aid,2804Almera, która zastąpiła popularny od 30 lat na całym świecie model Sunny, wytwarzana jest w trzech odmianach nadwoziowych jako 3- i 5-drzwiowa kombilimuzyna oraz 4-drzwiowa limuzyna. Podobnie jak jej poprzednik, stanie się ona konkurentem wozów segmentu C, a więc tzw. klasy Golfa.
Limuzyna jest o 20 cm dłuższa i ma o 100 dmł większy bagażnik.
fot. Nissan
Ze względu na plany rzadszej wymiany modeli zdecydowano się na spokojną ponadczasową stylizację samochodu pozbawioną elementów, które po krótkim czasie mogłyby stać się niemodne. Można choćby odnieść wrażenie niedostylizowania Almery, ale nie jest to sprawa przypadku. Wybrano bowiem sylwetkę zapewniającą uzyskanie jak największej przestrzeni wnętrza.
Zarówno wersja 5- jak i 3-drzwiowa swoim zarysem przypomina wozy typu kombi, z prawie pionowo poprowadzoną pokrywą bagażnika. O 10,5 cm zwiększono rozstaw osi, co w połączeniu z choćby minimalnym poszerzeniem nadwozia dało od razu zauważalny efekt. Zwłaszcza w 3-drzwiowej wersji auta, dzięki panoramicznym bocznym szybom i wyjątkowo długim drzwiom, wnętrze wydaje się nad wyraz duże i przestrzenne. Wersja 5-drzwiowa, przynajmniej w tylnej części nadwozia, kojarzyć się może z rozwiązaniem z Fiata Tipo, tyle iż jest bardziej zaokrąglona.
Jeśli ktoś nazwie 3-drzwiową wersję – kombi, trudno będzie mieć mu to za złe. Swoją drogą, tylna pokrywa mogłaby się uchylać trochę wyżej.
fot. Wojciech Sierpowski/Motor
Stylizacja tylnej części wersji 5-drzwiowej z drzwiami zunifikowanymi z limuzyną przypomina rozwiązanie z Fiata Tipo. Zaokrąglenie sylwetki pozwoliło uzyskać współczynnik Cx = 0,32-0,33.
fot. Wojciech Sierpowski/Motor
Wersje podstawowe Almery mają oznaczenie LX. Z zewnątrz najłatwiej rozpoznać je po zderzakach. [na fot. – wersja 3- drzwiowa] Wersja SR [na fot. – 5d] otrzymuje polakierowane zderzaki z dodatkowymi otworami wentylacyjnymi z przodu i reflektorami przeciwmgłowymi. Uwagę zwracają znikome szpary między elementami nadwozia, świadczące o precyzji wykonania.
fot. Wojciech Sierpowski/Motor
Wnętrze utrzymane zostało w spokojnej tonacji. Deska rozdzielcza z 2 poduszkami gazowymi nie wyróżnia się niczym specjalnym, ale jest czytelna. Siedzenia są dostatecznie wygodne, z tym, iż w wersji 1,4 mogłyby być głębiej wyprofilowane, a ponadto gniazda pasów bezpieczeństwa osadzono trochę za głęboko.
Oparcia pochylane są dźwigienką, więc łatwo regulować kąt ich pochylenia. Natomiast niewygodnie, bo zbyt nisko umieszczono dźwigienki, którymi w wersji 2-drzwiowej odchylamy oparcia wsiadając do tyłu. Dodać wypada, iż prawy fotel w tej sytuacji automatycznie przesuwa się do przodu.
Wnętrze Almery nie jest wystrzałowe, ale przestrzenne. Rozmiar wnęk kół wystających z podłogi udało się ograniczyć do minimum.
fot. Wojciech Sierpowski/Motor
W układzie napędowym nie zaszły wielkie zmiany. Silniki o 4 cylindrach montowane są oczywiście poprzecznie i napędzają koła przednie. Miałem okazję wypróbować jednostki 1,4 i 1,6 o mocy 87 KM i 100 KM. Te 16-zaworowe, 2-wałkowe silniki w niektórych krajach będą oferowane w wersji 75 i 90 KM, a uzupełni je 75-konny, 2-litrowy diesel oraz prawie dwukrotnie silniejsza odmiana benzynowa, zarezerwowana dla modelu GTI.

Silnik 1,4 trochę drży na wolnych obrotach i, podobnie jak sporo innych jednostek 16-zaworowych, nie należy do najcichszych. Zapewnia za to przyzwoite osiągi przy względnie niskim zużyciu paliwa. Ze względu na bardzo długie przełożenia prędkość maksymalną uzyskuje się na biegu IV.
Wersja 1,6 jest oczywiście sprawniejsza, trochę cichsza i ma tylko nieznacznie większy apetyt na paliwo. Po przekroczeniu ok. 4000 obr/min też jednak nie pracuje zbyt cicho.
Nie licząc diesla, wszystkie silniki otrzymały po 2 wałki rozrządu poruszające 16 zaworów. Celem zmniejszenia drgań stosowane są poduszki hydrauliczne.
fot. Wojciech Sierpowski/Motor
W układzie jezdnym nastąpiła pokaźna zmiana, bowiem z tyłu zastosowano w nowatorski sposób prowadzoną sztywną oś, identyczną jak w luksusowej Maximie. Z przodu pozostały kolumny McPherson. Almera dobrze się prowadzi, choć mogłaby się jeszcze mniej pochylać na zakrętach. Działanie hamulców, ABS-u i hamulca manualnego, podobnie jak i układu kierowniczego, nie wzbudza zastrzeżeń. Głośne okazały się natomiast opony. Koło kierownicy wydało mi się trochę za duże. Ale z łatwości obracania nim będą zadowoleni użytkownicy eksploatujący te auta w mieście. Parkowanie dodatkowo upraszcza mocno przeszklone nadwozie.
Mimo wysoko przebiegającej dolnej krawędzi tylnej szyby, widoczność z miejsca kierowcy jest dobra. Bagażnik nie szokuje pojemnością, niemniej 340 dmł przy długości wnętrza 211,5 cm jest bardzo dobrym wynikiem. Pod tym względem Almera przewyższa np. Golfa o 10 litrów. W 4-drzwiowej, 3-bryłowej limuzynie miejsca na bagaż jest o 100 litrów więcej. By sprawiedliwości stało się zadość, jej volkswagenowski odpowiednik – czyli Vento – przewyższa pod tym względem Almerę sedan o 110 dmł.

Jak zwykle nasuwa się pytanie: czy Almera stanie się bestsellerem w swojej klasie? Mimo iż jest ona samochodem lepszym od swojego poprzednika, jej szanse nie wydają się większe, bowiem z pewnością drogę do sukcesu utrudnią jej znacznie ciekawiej wyglądające samochody, takie jak Fiat Bravo i Brava oraz Renault Megane. Ciekawe, iż Almera konstruowana i stylizowana głównie z myślą o europejskiej klienteli, robi karierę w Japonii, gdzie występuje pod nazwą Pulsar.
Tekst: Wojciech Sierpowski, zdjęcia: autor, Nissan; „Motor” 4/1996


1 godzina temu














