Dla fanów motoryzacji taki widok jest szczególnie ciekawy. Zamaskowane prototypy regularnie fotografowane są w pobliżu fabryk, centrów badawczo-rozwojowych i na popularnych trasach testowych w Niemczech, Szwecji czy Hiszpanii. W Poznaniu można je zobaczyć zdecydowanie rzadziej.
Po co producenci oklejają prototypy w „zebrę”?
Charakterystyczne czarno-białe wzory nie mają nic wspólnego ze stylistyką wersji produkcyjnej. To specjalny kamuflaż, którego zadaniem jest utrudnienie rozpoznania faktycznych kształtów samochodu.
Gęste linie i kontrastowe wzory sprawiają, iż na zdjęciach trudniej ocenić przebieg przetłoczeń, kształt reflektorów, zderzaków czy linię boczną nadwozia. Producenci stosują również dodatkowe plastikowe elementy i nakładki, które celowo zmieniają proporcje prototypu.
W przypadku samochodu sfotografowanego w Poznaniu bardzo dobrze widać właśnie takie rozwiązania.
Wnętrze też jest ukryte
Jeszcze ciekawiej robi się po spojrzeniu do kabiny.
Deska rozdzielcza i część wyposażenia zostały przykryte czarnymi materiałami. To standardowe działanie przy testowaniu nowych modeli, ponieważ producent chce ukryć nie tylko wygląd nadwozia, ale również projekt kokpitu, ekranów czy nowego systemu multimedialnego.
W samochodzie można dostrzec także dodatkowe elementy, które mogą być związane z aparaturą pomiarową. Na dachu znajduje się wystający moduł, choć na podstawie samych zdjęć nie da się jednoznacznie określić jego funkcji.
Dlaczego prototyp jeździ po zwykłych ulicach?
Testy drogowe są jednym z najważniejszych etapów przygotowania samochodu do produkcji.
Inżynierowie sprawdzają m.in. pracę zawieszenia, układu kierowniczego, hamulców, systemów bezpieczeństwa i elektroniki. jeżeli samochód jest elektryczny, testowane mogą być również zużycie energii, temperatura akumulatora, ładowanie i działanie systemów zarządzania napędem.
Normalny ruch miejski pozwala sprawdzić samochód w warunkach, których nie da się idealnie odtworzyć na torze.
Poznań może być pod tym względem całkiem dobrym miejscem do testów. Torowiska, nierówne nawierzchnie, kostka brukowa, progi zwalniające, korki i drogi o różnym standardzie tworzą warunki, które gwałtownie ujawniają niedoskonałości zawieszenia czy systemów wspomagających kierowcę.
Co to za model?
To na razie pozostaje zagadką.
Samochód ma sylwetkę dużego crossovera lub SUV-a. Na nadwoziu nie widać oznaczeń producenta, a stylistykę skutecznie ukryto pod kamuflażem.
Na bocznej szybie znajduje się numer „760-639” oraz napis „TEST CAR”. Sam numer nie pozwala jednak wiarygodnie określić marki lub konkretnego programu testowego.
Można natomiast przypuszczać, iż auto znajduje się już na dość zaawansowanym etapie rozwoju. Nadwozie wygląda niemal kompletnie, a zastosowany kamuflaż skupia się przede wszystkim na ukryciu stylistycznych detali.
Tak powstają zdjęcia szpiegowskie nowych samochodów
To właśnie od takich przypadkowych spotkań często zaczynają się publikacje na największych portalach motoryzacyjnych.
Fotografowie specjalizujący się w tzw. spy shots potrafią godzinami czekać w pobliżu centrów testowych producentów, aby jako pierwsi sfotografować przyszły model.
Czasem choćby niewielki fragment reflektora, linia dachu czy układ szyb pozwala ekspertom rozpoznać markę i określić, nad jakim modelem pracuje producent.
W tym przypadku kamuflaż działa jednak wyjątkowo skutecznie.
Motoryzacyjna zagadka w centrum Poznania
Widok samochodu testowego na ulicach Poznania to prawdziwa gratka dla fanów motoryzacji. Tym bardziej iż większość takich pojazdów porusza się w pobliżu ośrodków producentów, torów badawczych lub na specjalnie wybieranych trasach.
Niewykluczone, iż samochód widoczny dziś w Poznaniu za kilka miesięcy pojawi się już bez kamuflażu podczas oficjalnej premiery.
Wtedy będzie można sprawdzić, jaki model przez chwilę ukrywał się pod czarno-białymi wzorami na jednej z poznańskich ulic.


2 tygodni temu














