„Zakazany owoc” smakuje najlepiej. Ford Bronco RTR to terenowa bestia, której w Polsce nie kupisz (ale popatrzeć warto) [galeria]

2 godzin temu

Amerykanie to mają szczęście. Podczas gdy my cieszymy się (całkiem słusznie!) standardowym Bronco, za oceanem debiutuje właśnie wersja RTR. To auto nie zostało stworzone na bulwary, ale do przelatywania przez pustynię z prędkością autostradową. Wyposażono je w technologię rodem z rajdów Baja i morderczego King of the Hammers. Niestety – oficjalnie zostaje w USA.

Co to jest RTR?

RTR Vehicles to firma założona przez Vaughna Gittina Jr., legendę motorsportu. Do tej pory kojarzyliśmy ich z szalonymi Mustangami do driftu, ale teraz wzięli na warsztat Bronco. Model ten zaprojektowano i testowano w Johnson Valley w Kalifornii – świątyni off-roadu. Cel był prosty: stworzyć auto, które wypełnia lukę między „cywilną” wersją a hardkorowym (i bardzo drogim) Bronco Raptorem.

Technologia: seryjne serducho, wyczynowy charakter

Pod maską nie znajdziemy nowego silnika, ale seryjną jednostkę EcoBoost, która dostała zastrzyk adrenaliny dzięki inżynierii oprogramowania. Najciekawszy „ficzer” to system Anti-Lag, znany z aut wyczynowych. Oprogramowanie utrzymuje turbosprężarkę na obrotach choćby po zdjęciu nogi z gazu. Efekt? Natychmiastowa reakcja i ciągły moment obrotowy – najważniejsze przy atakowaniu wydm.

Jednak, żeby seryjny sześciocylindrowy EcoBoost nie ugotował się w tym trybie, RTR przeszczepiło potężny, 1000-watowy wentylator żywcem wyjęty z Raptora. W topowej konfiguracji (z pakietem Sasquatch) auto stoi na 35-calowych oponach i korzysta z systemu HOSS 3.0 (High-Performance Off-Road Stability Suspension) z amortyzatorami Fox (z wewnętrznym bypassem).

Wizualnie? Nowy lakier Avalanche Grey (nowość na 2026 rok), 17-calowe felgi Evo 6 i wstawki w kolorze Hyper Lime. Wygląda to tak, iż chce się wsiadać i jechać w Bieszczady, na pustynię Mojave, albo na bagna… gdziekolwiek.

A co dla nas?

Smutna wiadomość jest taka: Ford zapowiedział, iż Bronco RTR, który zadebiutował na targach w Detroit, będzie dostępny do zamawiania pod koniec roku „wyłącznie w USA”.

Oczywiście, dla zdeterminowanego pasjonata z głębokim (i to bardzo) portfelem granice nie istnieją – auto można sprowadzić prywatnie. Trzeba się jednak liczyć z kosztami. Amerykańska cena to dopiero początek. Po doliczeniu transportu, cła, VAT-u i bolesnej w Polsce akcyzy (18,6% dla silników powyżej 2.0L), finalny rachunek sprawi, iż zapłacicie jak za zboże. To zabawa dla kolekcjonerów i fanów Bronco.

Dobra wiadomość? „Zwykłe” Bronco, które mamy w polskich salonach, też nie jest ułomkiem. Przekonał się o tym Wojtek Pietrusiewicz, który sprawdził wersję Outer Banks. Może nie ma systemu Anti-Lag, ale jak zobaczycie w jego materiale, miłość do tej „stodoły na kołach” jest w pełni uzasadniona.

Jeśli chcecie zobaczyć, jak Bronco radzi sobie w polskich warunkach – zobaczcie nasz test:

Na koniec oczywiście galeria pozwalająca odróżnić jednym spojrzeniem wersję RTR od „zwykłego” Forda Bronco.

Marzenie z gumy Turbo stało się faktem. Ford Mustang Dark Horse SC to bestia, na którą czekaliśmy [galeria]

Jeśli artykuł „Zakazany owoc” smakuje najlepiej. Ford Bronco RTR to terenowa bestia, której w Polsce nie kupisz (ale popatrzeć warto) [galeria] nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału