Zakaz aut spalinowych od 2035 roku może upaść. Unia otwiera furtkę dla małych elektryków

moto-przestrzen.pl 53 minut temu

Jeszcze kilka lat temu plan był prosty. Od 2035 roku producenci mieli sprzedawać w Unii Europejskiej wyłącznie nowe samochody bez emisji CO2 podczas jazdy. W praktyce oznaczało to koniec nowych aut benzynowych i diesli. Teraz ten scenariusz coraz bardziej się oddala.

4 listopada komisja środowiska Parlamentu Europejskiego poparła kolejne złagodzenie przepisów. Co ciekawe, propozycja jest choćby bardziej liberalna niż wcześniejszy plan Komisji Europejskiej. Za zmianami zagłosowało 48 członków komisji, przeciw było 30. Dwie osoby wstrzymały się od głosu.

Nie oznacza to jeszcze, iż zakaz sprzedaży samochodów spalinowych od 2035 roku został zniesiony. To kolejny etap prac nad zmianą unijnych regulacji. Kierunek jest jednak coraz wyraźniejszy. Producenci mają dostać więcej swobody, a silniki spalinowe mogą pozostać na rynku znacznie dłużej.

Zamiast 100 procent redukcji emisji będzie 87,5 procent

Obowiązujące przepisy zakładają, iż od 2035 roku średnia emisja CO2 nowych samochodów osobowych ma spaść o 100 procent względem poziomu z 2021 roku. Komisja Europejska zaproponowała wcześniej obniżenie tego wymogu do 90 procent. Teraz komisja parlamentarna chce zejść jeszcze niżej, do 87,5 procent redukcji emisji CO2.

Do tego dochodzi dodatkowy mechanizm. Producenci będą mogli uzyskać kolejne 7,5 punktu procentowego dzięki wykorzystaniu kredytów za stal niskoemisyjną produkowaną w Unii Europejskiej. W efekcie wymagany poziom redukcji może wynieść 95 procent.

Brzmi dość technicznie, ale konsekwencje są konkretne. Takie rozwiązanie pozostawia miejsce dla samochodów, które emitują CO2 podczas jazdy. Producenci mogliby więc przez cały czas oferować wybrane modele benzynowe, diesle, hybrydy czy hybrydy plug-in. Wszystko zależałoby od ostatecznych zasad rozliczania emisji.

Warto pamiętać, iż normy dotyczą średniej emisji całej floty producenta. Nie oznacza to, iż każdy samochód będzie musiał spełniać identyczny limit. Koncerny mogłyby łączyć sprzedaż aut spalinowych z elektrykami i innymi rozwiązaniami niskoemisyjnymi.

Silniki spalinowe na paliwa odnawialne mogą zostać uznane za bezemisyjne

Jednym z najciekawszych elementów propozycji jest nowa kategoria pojazdów określana jako VEEF, czyli samochody napędzane wyłącznie kwalifikowanymi paliwami. Chodzi o paliwa odnawialne i niskoemisyjne, w tym określone biopaliwa.

Według propozycji takie pojazdy mogłyby zostać zaliczone do kategorii samochodów bezemisyjnych na potrzeby unijnych przepisów. To istotna zmiana, ponieważ otwiera dodatkową drogę do dalszej sprzedaży aut z silnikami spalinowymi. Nie wystarczy jednak zatankować dowolnego biopaliwa. Paliwo musiałoby spełniać określone kryteria.

W praktyce oznacza to, iż przyszłość samochodów spalinowych może zależeć nie tylko od rodzaju silnika, ale również od tego, czym będzie on zasilany. Unia zaczyna więc dopuszczać rozwiązania, które jeszcze niedawno trudno było pogodzić z jej planem na 2035 rok.

Małe elektryki dostaną specjalne przywileje

Zmiany nie oznaczają, iż Unia rezygnuje z promowania samochodów elektrycznych. Wręcz przeciwnie. Projekt przewiduje specjalne superkredyty dla elektryków produkowanych w Europie.

Samochody elektryczne o długości do 4,2 metra, wytwarzane na terenie UE, będą mogły być liczone jako 1,4 pojazdu przy obliczaniu średniej emisji producenta. Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja większych, ale bardzo oszczędnych modeli. One otrzymają mnożnik 1,2. Szczegółowe kryteria efektywności nie zostały jeszcze określone.

Dodatkowy bonus przewidziano dla samochodów objętych programami leasingu społecznego. W ich przypadku mnożniki mają wzrosnąć o kolejne 0,1. Oznacza to odpowiednio 1,5 dla małych elektryków i 1,3 dla bardziej efektywnych modeli.

Mechanizm jest dość prosty. Im więcej takich samochodów producent sprzeda, tym łatwiej będzie mu spełnić wymagania dotyczące emisji całej floty. W ten sposób będzie mógł zachować większą przestrzeń na sprzedaż aut spalinowych.

Dostawczaki również zyskają więcej swobody

Zmiany obejmują także samochody dostawcze. W ich przypadku proponowany poziom redukcji emisji CO2 w 2030 roku spadnie do 35 procent. Obecne przepisy zakładają 50 procent, a wcześniejsza propozycja Komisji Europejskiej przewidywała 40 procent.

Jeszcze większa różnica pojawi się w 2035 roku. Zamiast całkowitej redukcji emisji ma wystarczyć 80 procent. To ważna zmiana dla producentów i firm korzystających z takich pojazdów. Elektryczne dostawczaki przez cały czas mają ograniczenia związane z zasięgiem, ładownością i czasem ładowania. W wielu zastosowaniach diesel pozostaje po prostu praktyczniejszym rozwiązaniem.

Większą elastyczność mają otrzymać również duże firmowe floty. Obowiązkowe cele dotyczące udziału samochodów bezemisyjnych mają zostać zastąpione niewiążącymi założeniami. To kolejny sygnał, iż unijne podejście do elektryfikacji staje się bardziej elastyczne.

Producenci samochodów chcą jeszcze więcej

Propozycja spotkała się z ostrożnym przyjęciem branży motoryzacyjnej. ACEA, czyli europejskie stowarzyszenie producentów samochodów, określiło głosowanie jako krok w stronę bardziej pragmatycznych przepisów. Jednocześnie organizacja zaznaczyła, iż zaproponowana elastyczność jest zbyt ograniczona pod względem zakresu i czasu obowiązywania.

Pozytywnie do zmian odniosła się również Toyota. Japoński producent uznał je za dobry krok, ale także zaapelował o większą swobodę technologiczną.

Powody nacisku producentów są dość proste. Samochody elektryczne wciąż są kosztowne w produkcji, a obniżanie cen akumulatorów nie przebiega tak szybko, jak oczekiwałaby branża. Modele spalinowe pozostają dla wielu koncernów bardziej dochodowe. Producenci chcą więc uniknąć sytuacji, w której będą zmuszeni do szybkiego zwiększania sprzedaży elektryków kosztem rentowności.

W tle jest także rosnąca konkurencja z Chin. Tamtejsze firmy coraz śmielej wchodzą na europejski rynek z tańszymi samochodami elektrycznymi i hybrydami. Unia chce zatem nie tylko ograniczać emisje, ale również wzmocnić własny przemysł. W planach jest między innymi rozwój europejskiego łańcucha produkcji akumulatorów i ograniczenie obciążeń regulacyjnych.

Czy samochody spalinowe przetrwają po 2035 roku?

Ciekawą perspektywę przedstawiła organizacja Transport & Environment, która od lat zajmuje się wpływem transportu na środowisko. Według jej szacunków producenci mogliby spełnić proponowane wymagania na 2035 rok choćby wtedy, gdy połowę ich sprzedaży stanowiłyby samochody elektryczne z przedłużonym zasięgiem. To pokazuje, jak duża elastyczność może pojawić się w nowych przepisach. Trzeba jednak pamiętać, iż jest to prognoza organizacji, a nie oficjalny scenariusz przyjęty przez Unię.

Na razie nie można jeszcze mówić o ostatecznej zmianie prawa. Po głosowaniu komisji środowiska sprawą zajmie się cały Parlament Europejski. Następnie rozpoczną się negocjacje z Radą Unii Europejskiej, czyli przedstawicielami państw członkowskich.

Pierwotny plan na 2035 rok coraz bardziej przypomina więc punkt wyjścia do negocjacji niż niepodważalny scenariusz. Silniki benzynowe i diesle mogą pozostać w sprzedaży po 2035 roku, choć ostateczny kształt przepisów wciąż nie jest przesądzony. Nowe zasady mogą mieć też drugi skutek: zachęcić producentów do rozwijania mniejszych i bardziej przystępnych cenowo samochodów elektrycznych. Unia chce bowiem premiować niewielkie, produkowane w Europie modele, przyznając im dodatkowe kredyty emisyjne. Być może więc obok większej swobody dla aut spalinowych na rynku pojawi się więcej małych elektryków. Wygląda na to, iż w Brukseli zaczęto dostrzegać, iż droga do bezemisyjnej motoryzacji może być nieco bardziej skomplikowana, niż zakładano.

Idź do oryginalnego materiału