Wyjazd na narty Audi SQ5. Wszyscy pytali o spalanie, a mnie zaskoczyło coś innego

1 godzina temu
Nowe Audi SQ5 Sportback wziąłem na szybki zimowy sprawdzian. Plan był prosty – wyjazd na narty z Warszawy do Szczyrku, a przy okazji oczywiście test w miejskich warunkach. Kluczowym słowem miało być spalanie, ale największe zaskoczenie miałem... jeszcze przed podróżą.


Audi Q5 to bestseller niemieckiej marki i do pełni szczęścia w ofercie brakuje tylko skrajnie usportowionej odmiany RS Q5, która nigdy nie powstała. Tylko pytanie, czy w ogóle jest potrzebna?

Nowe Audi SQ5 Sportback. Auto nastawione na balans


O tym, iż Audi Q5 to filar sprzedaży producenta z Ingolstatd, już wcześniej mogliście przeczytać w naTemat. Polecam wam też porównanie z poprzednią generacją tego modelu. W 2021 r. pierwszy raz wsiadłem do Q5 w wersji Sportback. Pięć lat później jestem w szoku, jak bardzo zmieniło się to auto, szczególnie w środku.

Kultowe rysy pozostały i pewnie dlatego klienci Audi tak bardzo to doceniają. Design stał się bardziej smukły i agresywny, ale w pewnym sensie to wciąż... stare Q5. Odmianę Sportback trudno pomylić z czymś innym. Wystarczy zerknąć na opadającą linię dachu.

Chociaż wygląda to świetnie, zwykle mam z tym ból głowy, kiedy muszę zapakować auto prawie po sam dach. Tym razem pojechaliśmy Audi w trzy osoby na weekend na narty. Zastanawiałem się, czy sprzęt i cały bagaż zmieści się do środka bez dodatkowego kubła na zewnątrz. Udało się bez siłowego dociskania toreb i walizek. Bagażnik ma pojemność 470 l. jeżeli komuś bardzo zależy na przestrzeni, warto rozważyć podstawowe Q5, w którym dostajemy około 50 l więcej.

Z zewnątrz uwagę przykuwają głównie cztery końcówki układu wydechowego. Nie jakieś atrapy, to serio wygląda i brzmi! Byłem zaskoczony, bo takiego pomruku "na zimnym" spodziewałbym się tylko w modelach z linii RS. jeżeli spodobał wam się kolor nadwozia, to czerwony Grenadine metalik, za który trzeba dopłacić 5600 zł.

Audi ma efektowne światła – przednie reflektory Matrix LED to już klasyka. Z tyłu pod spoilerem pojawił się specjalny pas świetlny, który dla mnie jest trochę na wyrost, ale... takie mamy trendy.

Wnętrze SQ5 w czasie mojego testu przeszło trudną weryfikację. Trzy osoby, pełny bagażnik i jeszcze plecak na tylnej kanapie. Na wyjazd na narty czwarta osoba raczej nie miałaby jak włożyć swoich rzeczy. A uwierzcie, iż wcale nie wzięliśmy nadbagażu. To było "must have" na trzy dni. jeżeli więc myślicie o komplecie pasażerów (narciarzy ze sprzętem), kilkadziesiąt litrów więcej w bagażniku zrobi różnicę.

Pozytywnie zaskoczyłem się, kiedy sam usiadłem z tyłu. Ścięta linia dachu nie sprawiła, iż szorowałem głową w podsufitkę (mam 1,85 m wzrostu). I to było dla mnie kluczowe, bo nie wyobrażam sobie podróżować przez pół Polski ze zgiętym karkiem.

Z przodu SQ5 może być zaskakujące tylko dla kierowców, którzy jeszcze nie mieli styczności z najnowszym designem Audi. Spłaszczona kierownica, ekrany w układzie 2+1, czyli wirtualny kokpit połączony jedną taflą szkła z centralnym wyświetlaczem oraz dodatkowy ekran dla pasażera.

Wnętrza nowych Audi mają pewnie tyle samo zwolenników, co tych, którzy będą kręcić nosem. Dla mnie to projekt, który wymaga dopracowania w układzie ekranów i usunięcia piano black. Szczególnie ten model zasługuje na zdecydowanie lepsze wykończenie. Ale za to skórzane fotele były rewelacyjne. Świetnie wyprofilowane, bardzo wygodne i z funkcją masażu.

Ostatnia rzecz do marudzenia to dla mnie suwak, którym obsługujemy automatyczną skrzynię biegów. Jak to powiedział mój znajomy, suwak można mieć w kurtce, a nie w aucie za prawie pół milion złotych. No cóż, miał trochę racji.

O obsłudze multimediów i podstawowych funkcji nie będę się rozpisywał, bo w naTemat wiele razy zwracaliśmy na to uwagę, choćby przy okazji testu elektrycznego Audi A6. Grunt, iż nie poszli w cyfryzację wszystkiego, co się da. Zostało choćby pokrętło do regulacji głośności.

W trasie w góry byłem ciekaw głównie napędu, który miałem do dyspozycji. To sześciocylindrowy silnik z miękką hybrydą – 367 KM i 550 Nm momentu obrotowego. I niby macie tu SUV-a, który może być "zwykłym", rodzinnym autem. Przyspieszenie do 100 km/h w 4,5 sekundy to jednak zestaw aż na wyrost. Tylko iż w SQ5 Sportback właśnie o to chodzi.

Chyba nie muszę tłumaczyć, iż napęd quattro na południu Polski zrobił ogromną różnicę. Tym bardziej iż załapałem się na kolejny atak zimy. najważniejsze pytanie wielu osób: ile to pali? Już wszystko wyjaśniam.

Moja średnia z całego testu to 10-12 litrów. Nie podróżowałem przesadnie dynamicznie, chętnie korzystałem z trybów jazdy, ale najbardziej i tak spodobał mi się "Efficiency", czyli ten najbardziej "eko". Trochę absurd, bo to przecież piekielnie mocne auto, ale właśnie warto docenić balans między osiągami a komfortem. Audi potrafi... rozleniwić za kółkiem.

Przy 120 km/h zużycie wyniosło ok. 10 l. Średnia z trasy Szczyrk – Warszawa to około 9,5 l. W mieście wyszło ok. 8-9 l. A poniżej zdjęcie z odcinka z Krakowa do Warszawy, kiedy zrobiłem sobie postój. Wyszło przewidywalnie, ale w kwestii napędu jedno przemyślenie zostawię sobie na koniec.

W czasie jazdy zwróciłem uwagę na co najmniej trzy rzeczy. SQ5 Sportback to doskonale wyciszone auto. A to poprawia odbiór muzyki z zestawu Bang & Olufsen Premium Sound System z dźwiękiem 3D. Układ kierowniczy sprawia wrażenie sztywnego, ale bez przesadnej kalibracji na sportowe odczucia. Audi pewnie prowadzi się w zakrętach i trudno doprowadzić do uczucia, iż samochód zaczyna "uciekać".

Problem jest inny – nadwrażliwe alerty systemów bezpieczeństwa. Ten, który utrzymuje na prawidłowym pasie ruchu działa zbyt nerwowo. Oczywiście systemy bywają pomocne, ale ich mnogość momentami przytłacza – to problem wielu nowych aut. To, ile ich macie w zestawie, zależy rzecz jasna od wybranych pakietów, bo nie wszystkie są w standardzie.

Ile kosztuje Audi SQ5 Sportback?


Sporo więcej niż "zwykłe" Q5, które w cenniku zaczyna się od 231 200 zł. SQ5 Sportback to wydatek minimum 389 700 zł, ale nasz egzemplarz był doposażony za... ponad 100 000 zł. I finalnie trzeba za niego zapłacić 488 460 zł. Z paru dodatków można zrezygnować. Na przykład wyrzucamy wentylowane przednie fotele i zaoszczędzamy... 5300 zł. Chociaż nie wiem, czy na tej półce cenowej wiele to zmienia.

Mam dwa ważne wnioski. Miękka hybryda w SQ5 może i działa skutecznie, ale jestem fanem nowych hybryd typu plug-in. Dlatego pewnie wziąłbym pod uwagę Q5 Sportback e-hybrid, którego cena zaczyna się od 285 000 zł. Umówmy się, nie każdy potrzebuje prawie 400 KM i niecałych 5 sekund do setki.

Dlatego przy wyborze "mojego" Q5 pobawiłbym się dłużej z konfiguracją. Dla niektórych choćby diesel o mocy 200 KM pewnie byłby wystarczający. A podsumowując: po przygodzie z SQ5 Sportback zostałem z myślą, iż to najbardziej atrakcyjna i wystarczająco podkręcona odmiana Q5.

Inne propozycje z tej półki? Sprawdziłbym jeszcze Volvo XC60, BMW X3 i pewnie Mercedesa GLC.

Więcej relacji zza kierownicy innych ciekawych aut znajdziesz na moich profilach Szerokim Łukiem na Facebooku oraz Instagramie.

Idź do oryginalnego materiału