Widziałem Porsche Cayenne Electric. Ja mam ciary, ale wiem, iż to auto będzie jak pizza hawajska

1 godzina temu
W piątek w Warszawie w nowym salonie Porsche na warszawskim Wawrze zaprezentowano po raz pierwszy w Polsce nowe Porsche Cayenne Electric. Samochód, który dla ortodoksyjnych fanów marki będzie jak pizza hawajska, bo niby to wciąż klasyka, ale z dodatkiem, którego wielu nie potrafi przełknąć. Ja jestem zachwycony, bo choć ryk silnika spalinowego zastąpił świst elektronów, to nowy design oraz technologia, jaką tu upchnięto, przeraża i fascynuje jednocześnie.


Z zewnątrz to ewolucja, bo ze "starego" Cayenne mamy w sumie jedynie charakterystyczną linię "flyline". Do tego bezramkowe szyby i pas świetlny z tyłu z trójwymiarowym napisem PORSCHE.

Poza tym auto niesamowicie urosło, bo rozstaw osi zwiększył się o 13 cm, co czuć zwłaszcza na tylnej kanapie. Jest tam po prostu mnóstwo miejsca. No i samochód ten w końcu przestał się charakterystycznie "garbić".

Porsche Driver Experience na sterydach


Kiedy wsiadasz do środka, pierwszą rzeczą, która rzuca cię na kolana, nie jest zapach skóry (chociaż można też zamówić wegańskie wnętrze), ale zakrzywiony wyświetlacz centralny wykonany w technologii OLED.

Wygląda obłędnie. To tzw. Flow Display, który płynnie łączy się z konsolą środkową. Zapomnij o nudnych, płaskich ekranach z tabletu przyklejonego do deski rozdzielczej. Tutaj technologia dosłownie płynie.

Porsche na szczęście nie poszło drogą totalnego minimalizmu, który tak irytuje w nowoczesnych autach i mamy kilka fizycznych przycisków m.in. do sterowania klimatyzacją czy głośnością. Ale są też nowości, czyli dotykowe przyciski skrótowe przy zegarach cyfrowych (ekran 14,25 cala) do regulacji zawieszenia, kontroli trakcji, kamer 360 czy też świateł.

To zbawienne, bo pomaga lepiej obsługiwać auto bez odrywania wzroku od drogi, gdy pod prawą nogą masz 850 kW (1156 KM) mocy.

Do tego dochodzi opcjonalny ekran dla pasażera i wyświetlacz head-up z rozszerzoną rzeczywistością, który rzuca wskazówki nawigacji tak, jakby leżały na asfalcie 10 metrów przed maską.

A nad głową? Ogromny szyberdach (i dach panoramiczny) z regulacją przezroczystości. Jednym kliknięciem zmieniasz go z przezroczystej tafli w mleczną osłonę. Magia.

Osiągi, które urywają głowę


Jeśli myśleliście, iż elektryczny SUV będzie ociężały, to dane techniczne nowego Porsche Cayenne Turbo Electric gwałtownie wyprowadzą was z błędu. Przyspieszenie tego modelu 0-100 km/h następuje w 2,5 sekundy, jego moment obrotowy to 1500 Nm, a moc ładowania dochodzi do 400 kW.

To są liczby godne supersamochodów, a nie rodzinnego auta, którym pojedziesz na narty. Porsche chwali się, iż poziom rekuperacji (odzyskiwania energii) jest bliski temu z bolidów Formuły E.

W praktyce oznacza to, iż przez 97 proc. czasu nie będziesz musiał dotykać hamulca mechanicznego, bo auto wyhamują silniki elektryczne, przy okazji doładowując baterię o pojemności 113 kWh. Jak będzie w praniu? Jak auto będzie już dostępne w parku prasowym, to nie omieszkamy przetestować.

To i jeszcze jedną, w sumie największą nowość obok napędu, czyli opcję ładowania indukcyjnego. Parkujesz nad specjalną płytą w garażu i auto ładuje się samo z mocą do 11 kW. Koniec z szarpaniem się z grubymi kablami, gdy wracasz zmęczony do domu.

Cena?


Nowe Porsche Cayenne Electric kosztuje w Polsce od 446 tys. zł, a za wersję Turbo trzeba zapłacić co najmniej 727 tys. zł. To auto budzi skrajne emocje. Z jednej strony mamy purystów, dla których brak V8 to profanacja.

Z drugiej dostajemy techniczny majstersztyk, który jest szybszy, bardziej komfortowy i nowocześniejszy od wszystkiego, co do tej pory nosiło plakietkę Cayenne. To faktycznie pizza hawajska motoryzacji. Możesz jej nienawidzić za sam koncept, ale jak już spróbujesz kawałek, to trudno przestać jeść. Choć będą i tacy, co podziękują.

Idź do oryginalnego materiału