Już 17 kwietnia 2025 roku w życie wchodzą przepisy, które mogą nieźle namieszać w głowach kierowców, vlogerów, turystów, a nawet… motocyklistów z kamerkami na kasku.
Nowelizacja Ustawy o obronie ojczyzny, która miała przede wszystkim utrudniać życie szpiegom, niespodziewanie otwiera całą puszkę Pandory – również w naszym, motocyklowym świecie. Czy montując GoPro na kasku, stajesz się nagle podejrzanym elementem w okolicach mostu, lotniska czy sądu?
Zakaz dla wybranych uderza w wszystkich
Nowe prawo zakłada zakaz utrwalania wizerunku tzw. obiektów strategicznych – a takich w całej Polsce jest blisko 25 tysięcy. I nie mówimy tu wyłącznie o bazach wojskowych. Na listę trafiły też mosty, linie kolejowe, budynki sądów, lotniska, elektrownie, a nawet… urzędy wojewódzkie. Mówiąc krótko – o ile podróżujesz z kamerą, istnieje spore ryzyko, iż nieświadomie nagrałeś nie to, co trzeba.
Nowe przepisy nie rozróżniają, czy jesteś blogerem, fotografem amatorem, czy motocyklistą dokumentującym przejażdżkę przez Mazury. Liczy się sam fakt: nagrywasz – ryzykujesz.
Kamerka na kasku bronią masowego rażenia?
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, iż zakaz dotyczy głównie wideorejestratorów w samochodach. Faktycznie, kierowcy aut są w centrum zainteresowania przepisodawców – bo nagrywają nieprzerwanie, z każdej trasy. Ale motocykliści z kamerką na kasku? Cóż, niestety – też są na celowniku. Ustawa nie przewiduje wyjątków. Nagrywasz coś, co znajduje się na liście zakazanej? To potencjalnie łamiesz prawo – niezależnie od tego, czy kamera była odpalona przez przypadek, czy dla YouTube’a.
A przypomnijmy: wiele takich obiektów leży bezpośrednio przy drogach publicznych. Przejeżdżasz przez wiadukt, rejestrujesz przejazd przez most, podjeżdżasz pod budynek sądu – wszystko to może znaleźć się na nagraniu. I wszystko to – w świetle nowych przepisów – może zostać uznane za naruszenie.
Skąd wiadomo, czego nie nagrywać?
Rząd obiecuje, iż „pomoże” w orientacji w terenie dzięki nowych tablic informacyjnych. Mają być dobrze widoczne, a treść „Zakaz fotografowania” została na nich przetłumaczona na pięć języków: polski, angielski, niemiecki, rosyjski i arabski. Do tego trzy ikony: przekreślony aparat, kamera i telefon.
Brzmi przejrzyście? Może i tak – ale co z sytuacją, w której znak jest po jednej stronie, a ty jedziesz z drugiej? Albo znak w ogóle nie został jeszcze zamontowany? A może obiekt pojawił się w tle, gdzieś daleko na horyzoncie? Tutaj robi się nieciekawie. I niestety – nie ma jednoznacznej odpowiedzi. A iż mandaty mają wystawiać policja, straż miejska i żandarmeria wojskowa, warto uważać.
A co, jeżeli nagrałeś? I co grozi?
W przypadku utrwalenia zakazanego obiektu możliwa jest kara grzywny, zatrzymanie sprzętu, a choćby – w skrajnych przypadkach – areszt. I choć dla większości motocyklistów wydaje się to absurdalne, przepisy nie zostawiają dużego pola do interpretacji. Co więcej, nie określono jasno, czy zakaz dotyczy całych obiektów, czy tylko fragmentów – co dodatkowo komplikuje sprawę.
Wyjątki są przewidziane, ale tylko dla osób, które złożą odpowiedni wniosek o pozwolenie na fotografowanie. W dokumencie trzeba podać dane osobowe, lokalizację, nazwę obiektu, cel, termin, uzasadnienie. Mówiąc wprost: jeżeli planujesz nagrać przejazd przez most na Wiśle dla fajnej roleczki – ie masz większych szans, by dostać zgodę.
Wyłączyć kamerkę? Zrezygnować z vlogowania?
To pytanie, które zadaje sobie wielu z nas. Oczywiście – zdrowy rozsądek podpowiada, iż policja nie będzie przeszukiwać każdego nagrania z przejażdżki po Roztoczu. Ale też trudno przewidzieć, jak przepis będzie interpretowany w praktyce. Jedno jest pewne: nowelizacja weszła w życie, a nieświadome nagranie zakazanego obiektu może mieć realne konsekwencje.
Na razie nie pozostaje nic innego, jak… zachować czujność. Patrzeć nie tylko na drogę, ale i na znaki. A jeżeli już nagrywasz – miej świadomość, co może znaleźć się w tle. Bo od 17 kwietnia 2025 roku choćby niewinna przejażdżka z kamerką na kasku może wywołać więcej problemów, niż się spodziewasz.