Volvo 262 C Solaire – szwedzki kabriolet z Kalifornii. Powstało tylko kilka egzemplarzy

1 godzina temu

Volvo 262 C już samo w sobie było nietypowe. Potem w Kalifornii odcięto mu dach, nowy oparto na stelażu z Chevroleta Camaro i zaplanowano serię 50 takich kabrioletów. Tak powstało Volvo 262 C Solaire. Ostatecznie powstało jednak zaledwie kilka egzemplarzach.

Każdy, kto w latach 70. słuchał popu, prawdopodobnie kojarzy Terry’ego Jacksa – kanadyjskiego artystę, który w latach 1973-74 podbił światowe listy przebojów utworem „Seasons in the Sun”. Sprzedano ponad 14 mln płyt, a wspomniana piosenka przez wiele miesięcy rozbrzmiewała w radiu średnio raz na godzinę. Jacks dobrze na tym zarobił, a po kilku latach sprawił sobie wyjątkowe auto, Volvo 262 C Solaire. Skromnie wybrał jednak egzemplarz z rynku wtórnego.

155-konny silnik PRV V6 i trzystopniowy automat nie czynią z Solaire auta sportowego – temu Volvo zdecydowanie bardziej pasuje spokojna jazda. fot. Roland Löwisch/AZ

Dziś samochód należy do Gerda Richtera z Hamburga, który na tylnej półce swojego rzadkiego Volvo zawsze wozi singiel „Seasons in the Sun”. Richter znalazł tego amerykańsko-szwedzkiego klasyka na eBayu. „Jestem fanem kabrioletów i kiedyś rozważałem kupno Bertone 262 C i przerobienie go na wersję bez dachu”, przyznaje. „Na szczęście tego nie zrobiłem”.

Trzy lata później dowiedział się z grupy na Facebooku, iż na aukcji można kupić prawdziwy kabriolet 262 C. Tak natknął się na Solaire – egzemplarz, który kiedyś trafił do największego kanadyjskiego dealera – i niedługo sprowadził go z Vancouver do Niemiec. Czekały go jednak kolejne wydatki, związane głównie z największą bolączką tego modelu: korozją.

Ale co z tego. Już podstawowa wersja 262 C jest warta każdego wysiłku. Dwudrzwiowe coupe na bazie Volvo 264 zaprezentowano w marcu 1977 r. na salonie samochodowym w Genewie. Dzięki niezmienionemu rozstawowi osi model oferował cztery wygodne miejsca. Od czterodrzwiowego wariantu odróżniały go przede wszystkim obniżona o 60 mm linia dachu i bardziej nachylona przednia szyba. Co ciekawe, około 90% produkcji modelu 262 C było przeznaczone na rynek amerykański.

Linia 262 z otwartym dachem przypomina tę z Rolls-Royce’a – a przynajmniej euforia z jazdy z wiatrem we włosach jest taka sama. Na zdjęciu obok siebie: kabriolet i coupe. fot. Stefanie Kleschies/AZ

Kabriolet, który adekwatnie nie powinien powstać

Jak ustalił dziennikarz Paul van Vugt podczas pracy nad książką „The Volvo Bertone Years”, otwarta wersja tego auta adekwatnie nie powinna była powstać. Według zebranych przez niego informacji Björn Ahlstrom, dyrektor Volvo Cars North America, na początku lat 80. stanął przed trudną decyzją. Model 262 C nie odniósł sukcesu, a magazyny były pełne niesprzedanych coupe. Być może powodem była cena: pod koniec lat 70. takie Bertone kosztowało w Ameryce prawie 25 000 dolarów.

Ahlstrom wpadł na pomysł, by pozbyć się charakterystycznie obniżonego dachu i stworzyć krótką serię 50 kabrioletów. Do realizacji projektu zaangażowano firmę Solaire z Santa Ana w południowej Kalifornii – przedsiębiorstwo, które wcześniej przerabiało także Volvo P1800.

https://magazynauto.pl/testy/volvo-p1800-es-niezwykla-podroz-szwedzkim-wycieczkowcem,aid,4277

Mimo niewielkich rozmiarów Solaire słynęło ze specjalistów od wyjątkowo trudnych zadań – to właśnie tutaj powstały niekonwencjonalne Kanzler Coupe i kabriolet na bazie Hondy Prelude. Jednym z partnerów firmy Solaire był Bruce Meyers, twórca buggy. To on dostał zlecenie odcięcia dachu i zamontowania materiałowego poszycia.

Dach z Camaro, przełącznik z Volvo 200

W książce van Vugta Meyers wspomina: „Szukałem sprawdzonego systemu, który dałoby się zaadaptować do kształtu coupe. Po kilku próbach wybór padł na miękki dach Chevroleta Camaro”. Podczas opracowywania mechanizmu dachu największym wyzwaniem były tylne szyby, które musiały być opuszczane i podnoszone elektrycznie.

Stelaż dachu z kabrioletu Camaro z 1968 r. obszyto grubym płótnem sprowadzonym z Niemiec. Dach składał się elektrycznie i idealnie chował za tylnymi siedzeniami. W komplecie była też odpowiednia plandeka. Wszystkie części wyprodukowano w Solaire, również te z włókna szklanego i tkaniny.

Problemem okazała się za to bogato marszczona skórzana tapicerka: jej krawędzie były zbyt grube, by dało się wszystko odpowiednio ciasno spasować. Meyers zastąpił oryginalne boczne panele gładszymi, żeby wygospodarować więcej miejsca. Pionowo zamontował też przełącznik podnośnika szyby zapożyczony z boczków drzwiowych serii 200. O odpowiednią sztywność nadwozia miały zadbać liczne stalowe pasy, w strategicznych miejscach dodatkowo przyspawane.

Wnętrze bogato wykończone miejscami marszczoną skórą. Rozbudowana centralna część kierownicy pasuje do masywnego Volvo, podobnie jak cała forma tej deski rozdzielczej. fot. Roland Löwisch/AZ

W Szwecji entuzjazmu nie było

W Szwecji efekt końcowy nie wzbudził większego entuzjazmu. Głównie przez obawy związane z bezpieczeństwem. Gdyby samochód uległ poważnemu wypadkowi, nazwa „Solaire” gwałtownie poszłaby w niepamięć, a cała szkoda wizerunkowa spadłaby na Volvo. Mimo to Ahlstrom uważał projekt za udany i przez kilka lat przechowywał auto w magazynie. Po tym egzemplarzu powstały jeszcze tylko trzy lub cztery kolejne Solaire – w tej kwestii choćby eksperci nie są zgodni.

Samochód Richtera z 1981 r. ma ponad 200 000 km przebiegu, co zdradza jedynie lekko zużyta marszczona skórzana tapicerka, choć ostatnio ją odnowiono.

Miękki dach składa się elektrycznie i chowa za tylnymi siedzeniami; jego mechanizm zaadaptowano z Chevroleta Camaro z 1968 r. fot. Roland Löwisch/AZ

Felgi to zamontowane później obręcze Corona z piastami Volvo, zawdzięczamy je jednemu z poprzednich właścicieli, Terry’emu Jacksowi. Podczas naszej przejażdżki jego przebój „Seasons in the Sun” zostawiamy jednak tam, gdzie nie przeszkadza.

155 KM, trzy biegi i zero pośpiechu

A przejażdżka jest spektakularna, głównie za sprawą przechodniów, którzy na widok tego wyjątkowego Volvo niemal przecierają oczy ze zdumienia. Silnik PRV-V6 o mocy 155 KM nie czyni go samochodem sportowym, a trzystopniowy automat też, delikatnie mówiąc, nie porywa.

Ale to nie ma znaczenia: wymiary tej płaskiej, szwedzkiej „cegły” i tak skłaniają do raczej spokojnej jazdy. Czuję się tu trochę jak w otwartym, bardzo skandynawskim Rolls-Roysie.

Dane techniczne Volvo 262 C Solaire Silnik Pojemność skokowa Układ cylindrów/zawory Moc maksymalna Maks. moment obrotowy Napęd Skrzynia biegów Długość/szerokość/wysokość Rozstaw osi Masa własna OSIĄGI, ZUŻYCIE PALIWA (dane prod.) Prędkość maksymalna Przyspieszenie 0-100 km/h Średnie zużycie paliwa
benzynowy
2849 cmł
V6/12
155 KM/5500
218 Nm/5700
tylny
aut./3-biegowa
488/172/137 cm
264 cm
1500 kg
180 km/h
brak danych
brak danych
Volvo 262 C Solaire to prawdziwy unikat – prawdopodobnie powstało tylko pięć takich aut. fot. Roland Löwisch/AZ
Baza, na której powstał ten oryginalny kabriolet, pochodzi oczywiście od Bertone. fot. Roland Löwisch/AZ
Już sam logotyp kojarzy się ze słoneczną Kalifornią, jest choćby fala do surfowania. fot. Roland Löwisch/AZ
Złote felgi? Do Solaire-Volvo pasują idealnie. fot. Roland Löwisch/AZ
Ten samochód nie jest wzorem temperamentu, ma za to niezawodny napęd: znany silnik V6 o pojemności 2,9 l i mocy 155 KM. fot. Roland Löwisch/AZ
Idź do oryginalnego materiału