Volkswagen Golf GTI Clubsport z torowym DNA. Auto jak marzenie 18-latka

5 godzin temu
Gdybym znowu miał 18 lat, to auto mógłbym ustawić sobie na tapecie w komputerze. I nie dlatego, iż czuję szczególny sentyment do Volkswagena Golfa, chociaż nie oszukujmy się – to ikoniczny model. Tym razem sprawdziliśmy podrasowaną wersję GTI. Słowo Clubsport w nazwie robi tu kluczową różnicę.


Dla wielu kierowców to król hot hatchy. Volkswagen Golf GTI to też auto, które trudno jednoznacznie ocenić. Jego zalety mogą być wadami i na odwrót. Wszystko zależy od oczekiwań, a więc wypada sprecyzować. jeżeli szukacie auta wyłącznie do przemieszczania się z punktu A do punktu B, trudno mi będzie was przekonać, iż Golf GTI Clubsport jest praktycznie pozbawiony minusów.

Volkswagen Golf GTI Clubsport to coś więcej niż lekarstwo na nudę


Już "zwykły" Golf GTI sprawia, iż jazda nabiera "kolorów". Poczułem to kilka lat temu, kiedy wybrałem się nim z Warszawy nad Bałtyk. "Protoplasta gatunku hot hatchy, jeżdżąca legenda" – stwierdził z kolei mój redakcyjny kolega przy okazji testu najnowszej wersji. I to wszystko prawda, ale takie samochody sprawiają, iż apetyt rośnie w miarę... jeżdżenia. Na szczęście Volkswagen ma więcej asów w rękawie.

Golf GTI Clubsport to taka podkręcona opcja GTI. W ofercie VW plasuje się pomiędzy GTI, a wersją R. Można powiedzieć... do wyboru, do koloru. A każda z tych propozycji jest jak danie z ostrą przyprawą. No dobrze, nie każda, jeżeli porównamy osiągi jeden do jednego. Ale w każdej z nich chodziło o "coś więcej".

Już wygląd mówi wiele. Golf GTI Clubsport ma spoiler nad tylną szybą, według mnie najważniejszy element. Pomijam aerodynamikę, która ma znaczenie, ale to przede wszystkim perełka do designu w wersji Clubsport. Poza tym mamy czarne wstawki wzdłuż drzwi, większe hamulce, lekko przeprojektowane zderzaki i pięknie zarysowane dwie końcówki układu wydechowego Akrapovic.

Można powiedzieć, iż wnętrze auta to klasyka Volkswagena. Słyszałem opinie, iż wygląda zbyt... normalnie, iż przydałoby się więcej klimatu rodem z rajdówek. choćby kosztem tego, iż w środku będzie bardziej surowo i "twardo". No ale przecież nie mówimy o zwykłym, seryjnym Golfie. Można było pokusić się o małe szaleństwa w projekcie.

Wyszło tak, iż dostajemy prawie to samo, co w podstawowej wersji GTI. Ale takie symboliczne dodatki mają swój urok – na przykład nazwa modelu na kierownicy. Do tego czerwone obszycia i wstawki.

Lubię podkreślać istotną zmianę, na którą zdecydował się Volkswagen. Na kierownicy mamy fizyczne przyciski zamiast dotykowych, które były po prostu nieudanym eksperymentem. Obsługa Golfa GTI jest banalnie prosta. To zasługa również nowego systemu multimedialnego.

GTI Clubsport ma wygodniejsze siedzenia, miejscami wykonane z alcantary. Jeździłem tylko z pasażerką z przodu, która nie narzekała na brak przestrzeni. Tym Golfem da się przejechać przez pół Polski bez żadnego bólu pleców – sprawdziłem, bo zrobiłem łącznie ponad 1000 km. Na tylnej kanapie przy moim wzroście 1,85 m też dało się znaleźć wygodną pozycję.

A jeżeli ktoś chce mocniej personalizować wnętrze w czasie jazdy, mamy do wyboru choćby oświetlenie Ambiente w 30 kolorach.

Rozpisywanie się o komforcie czy przesadne ocenianie designu to nie do końca to, na czym warto skupiać się w przypadku tego samochodu. Zrozumie to każdy, kto ogarnia ponad 50-letnią historię modelu GTI.

Dlatego nie przedłużajmy. Pod maską mamy benzynowy, 4-cylindrowy, turbodoładowany silnik 2.0 TSI o mocy aż 300 KM i 400 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Słówko "aż" wstawiam nie bez znaczenia, bo to o 35 KM i 30 Nm więcej w porównaniu do standardowego GTI.

Dzięki temu Clubsport zachowuje się jak Golf na sterydach. Do 100 km/h rozpędza się w 5,6 s. Maksymalna prędkość dla GTI to zwykle 250 km/h, ale wystarczy dokupić jeden pakiet, który przesuwa granicę do prawie 270 km/h. Mało kto miałby okazję legalnie to przetestować.

Jak jeździ VW Golf GTI Clubsport?


To zależy. Pierwszą funkcją, którą wyłączyłem w czasie testu był system start-stop. Nie chodzi o to, iż potrafi zmęczyć w miejskim ruchu. Poczułem, iż w tym aucie nie ma ona kompletnie sensu. Mocno podkręcony dwulitrowy silnik rwie się, gdy tylko lekko dociśniemy gaz. Wymaga odrobiny wyczucia, by nie szarpać przy każdym starcie spod świateł.

Wiele rzeczy w GTI Clubsport działa na nasze zmysły. Mamy rasowy dźwięk z wydechu, a nie jakieś udawane odgłosy. Jest przyspieszenie, świetne boczne podparcia w fotelach, które docenia się przy każdym ostrzejszym wejściu w zakręt. Najbardziej przyziemną rzeczą wydaje się spalanie i nie do końca wypada o tym dyskutować. Usportowiony do granic możliwości Golf GTI nie może być oszczędny. Ale nie musi być maszyną do drenowania kieszeni, jeżeli nauczycie się z niej korzystać.

Spokojna jazda pod miastem może zakończyć się zużyciem na poziomie niecałych 7 litrów. W mieście umowną i prawdziwą granicą będzie 10-11 l i trzeba to zaakceptować. Tak samo jak fakt, iż bardziej dynamiczna jazda przesuwa nam te liczby do poziomu 12-14 l.

Na zdjęciu poniżej macie zużycie po ponad 200 km trasy, gdzie jechałem głównie ekspresówką. Wszędzie przepisowo. 8,3 l to odczyt z zimowych warunków. Oszacowałem, iż bardziej ekonomiczna jazda pozwoli wykręcić na jednym zbiorniku około 550 km.

Ale nie po to kupujemy hot hatcha, by płakać nad każdym litrem spalonej benzyny. Auto jak szalone klei się do asfaltu. W cywilnych warunkach wykorzystacie ułamek jego potencjału. Nie przeszkadzał mi napęd tylko na przednią oś, bo GTI Clubsport ma zadziwiająco skuteczną trakcję. I waży niecałe 1,5 tony.

Kolejne pozytywne zaskoczenie to plastyczny napęd, który kompletnie zmienia charakter w zależności od tego, jaki tryb jazdy wybierzemy. Eco, Comfort, Sport oraz Individual to bazowy zestaw. Już "Sport" podostrza nam cały układ, ale prawdziwa zabawa zaczyna się z opcjonalnym pakietem R-Performance, który gwarantuje bardziej zaawansowane ustawienia torowe: tryb Drift i Nordschleife. Ten ostatni to fajne nawiązanie do toru Nürburgring, a konkretnie kultowej północnej pętli.

Czy Golf GTI Clubsport może być naszym "daily"? Oczywiście, choćby bez większych kompromisów poza oszczędnością. No chyba iż na siłę zechcecie zrobić z niego rodzinny wóz, to pojawią się oczywiste ograniczenia (choćby ten niewielki bagażnik). W kwestii zawieszenia, układu kierowniczego i ogólnych wrażeń z jazdy to auto o kilku twarzach. Ta najbardziej brutalna dostarcza najlepszych skojarzeń i wrażeń ze starszej motoryzacji.

Nasz testowy egzemplarz był wyceniony na ponad 200 tys. zł, ale Volkswagen ma też specjalne rabaty. Wiadomo, iż wszystko zależy od wybranych pakietów, jednak GTI Clubsport na początku stycznia 2026 r. jest do kupienia za niecałe 175 tys. zł.

Za tę kwotę dostajecie samochód, który powstał wbrew trendom. Przecież to choćby nie jest miękka hybryda! Do tego sporo pali. Ale to przedłużenie życia wymierającego gatunku hot hatchy. W tej specjalnej edycji to jak rodzynek w ofercie Volkswagena.

Więcej relacji zza kierownicy innych ciekawych aut znajdziesz na moich profilach Szerokim Łukiem na Facebooku oraz Instagramie.

Idź do oryginalnego materiału