Większość nowych producentów aut, szczególnie tych elektrycznych, ściga się na cale przekątnej wyświetlacza. Ale Jony Ive, który o interfejsach dotykowych wie wszystko, twierdzi, iż w aucie ten trend poszedł o krok za daleko.
W wywiadzie dla Autocar projektant postawił sprawę jasno: dotyk był zbawieniem dla telefonów, ale w samochodach staje się przekleństwem.
Dlaczego? To proste. W iPhonie ekran zastąpił chaos fizycznych przycisków, tworząc elastyczną powierzchnię. W samochodzie natomiast zmusza kierowcę do odrywania wzroku od drogi, by wyklikać temperaturę czy nawiew. A to w świecie Ferrari, marki zbudowanej na czystej mechanice i skupieniu na prowadzeniu, jest po prostu niedopuszczalne.
Ferrari Luce: Powrót do fizycznych przełączników
Wnętrze Ferrari Luce to manifest przeciwko ekranozie. Zamiast wielkiego tabletu, który dominuje nad kierowcą, dostajemy fizyczne przełączniki i haptyczne przyciski. Co więcej, każdy z nich ma unikalny kształt i teksturę.
Cel jest jeden: kierowca ma nauczyć się obsługi wnętrza na pamięć, dotykiem, nie patrząc na to, co naciska. To powrót do korzeni motoryzacji w najbardziej nowoczesnym wydaniu. Cyfrowe elementy oczywiście istnieją, ale zostały zepchnięte na dalszy plan. Nie krzyczą, nie odciągają uwagi, są tylko tłem dla tego, co najważniejsze, czyli emocji z jazdy.
Ive zauważył trafną rzecz, iż ekrany stały się trendem, bo jeden producent je wprowadził, a reszta bezmyślnie poszła w jego ślady, powiększając matryce z roku na rok. Dlatego wielu producentów już zapowiada zmiany. Ostatnio pisałem o Audi. Dla Ferrari w takiej tabletowej konfiguracji problemem jest utrata więzi z maszyną.
Dlatego Luce ma być autem, w którym to człowiek, a nie procesor, jest w centrum wydarzeń. To odważny ruch, zwłaszcza w modelu, który sam w sobie jest rewolucją (bo przecież nie ma silnika V12).
Pierwsze elektryczne Ferrari – co już wiemy?
Choć pełna specyfikacja techniczna wciąż jest owiana tajemnicą, wiemy już, iż Ferrari Luce nie będzie lodówką na kołach. Wnętrze łączy klasykę marki z nowoczesnym podejściem do ergonomii.
To samochód, który ma udowodnić, iż napęd elektryczny nie musi oznaczać utraty duszy i zamiany kierownicy w kontroler do gier.
Jony Ive i Ferrari pokazali, iż prawdziwy luksus to nie megapiksele, a możliwość skupienia się na drodze przy akompaniamencie idealnie zaprojektowanych, mechanicznych kliknięć. Ja to szanuję. W świecie, gdzie wszystko jest smart, odrobina fizycznej, namacalnej kontroli to dokładnie to, czego potrzebujemy.

2 godzin temu













