Tor Poznań – jedyny pełnoprawny tor wyścigowy w Polsce – został oficjalnie zamknięty decyzją GIOŚ. Powód? Przekroczenia norm hałasu, które według urzędników mają negatywnie wpływać na okolicznych mieszkańców.
Sprawa ma jednak znacznie dłuższe tło. Pierwsze decyzje administracyjne w tej sprawie zapadły już w 2023 roku, a teraz – po rozpatrzeniu odwołań – zostały utrzymane w mocy.
I tu zaczyna się największy zgrzyt. Tor funkcjonuje od lat, a monitoring hałasu prowadzony jest tam nieprzerwanie od 2009 roku. To nie jest nowa inwestycja, która nagle pojawiła się pod czyimiś oknami – to obiekt wpisany w historię polskiego motorsportu.
Dlatego decyzja o jego zamknięciu budzi ogromne kontrowersje. Trudno nie odnieść wrażenia, iż mamy do czynienia z sytuacją, w której coś, co istniało od dekad, przegrywa z rozwojem zabudowy wokół i zmieniającymi się przepisami.
Dla wielu to po prostu absurd. Tor wyścigowy z definicji generuje hałas – tak jak lotnisko generuje ruch samolotów. Próba „wyciszenia” takiego miejsca albo jego zamknięcie to w praktyce podważenie sensu jego istnienia.
Konsekwencje mogą być poważne. Zamknięcie Toru Poznań to nie tylko problem dla fanów motorsportu, ale też dla kierowców, organizatorów wydarzeń i całej branży szkoleniowej. To jedyny tego typu obiekt w kraju, wykorzystywany zarówno do zawodów, jak i doskonalenia techniki jazdy.
Na razie nie wiadomo, czy i kiedy tor wróci do działania. Jedno jest pewne – sprawa dopiero się rozkręca, a dyskusja o granicach regulacji i zdrowym rozsądku w tej decyzji będzie jeszcze długa.
