Tak też stracisz prawko na autostradzie. Jeden z kierowców wpadł w tę pułapkę i słono zapłacił

1 godzina temu
Jeśli myśleliście, iż nowe przepisy drogowe to tylko straszenie, to dolnośląscy policjanci właśnie wyprowadzili z błędu pierwszą grupę śmiałków. Od 3 marca 2026 roku żarty się skończyły, teraz utrata prawa jazdy na 3 miesiące grozi nie tylko w mieście, ale i na trasach, gdzie do tej pory wielu czuło się bezkarnie.


To już nie są te czasy, kiedy poza tablicą z przekreśloną nazwą miejscowości można było czuć się bezkarnym, jeżeli chodzi o prędkość. Zgodnie z nowelizacją, zatrzymanie prawa jazdy za zbyt szybką jazdę następuje teraz również na drogach jednojezdniowych dwukierunkowych poza obszarem zabudowanym, jeżeli przekroczymy limit o ponad 50 km/h.

Przekonali się o tym kierowcy w powiecie lubińskim. Rekordzista, 27-latek na drodze wojewódzkiej nr 292, pędził o 72 km/h za szybko. Efekt? Mandat 1500 złotych, 13 punktów karnych i trzymiesięczny urlop od prowadzenia auta.

Policjanci z nieoznakowanych radiowozów z wideorejestratorami nie mieli litości. I słusznie, bo przy takich prędkościach na zwykłej krajówce margines błędu wynosi zero.

Tak stracisz prawo jazdy na autostradzie. Pułapka, o której zapominasz


Jednak najciekawszy i najbardziej pouczający przypadek wydarzył się w okolicach Bolesławca. I tutaj dochodzimy do punktu, który wielu z was może kosztować utratę uprawnień na autostradzie lub drodze ekspresowej. Chodzi o jazdę z przyczepką.

Wielu kierowców zapomina, iż w momencie podpięcia choćby lekkiej przyczepy podłodziowej czy towarowej, ich świat ograniczeń drastycznie się zmienia. 67-latek z powiatu zgorzeleckiego jechał zestawem z prędkością 130 km/h. Brzmi normalnie na autostradzie? Może i tak, ale nie z przyczepą. Ograniczenie prędkości z przyczepą na drogach szybkiego ruchu to zwykle 80 km/h.

Mężczyzna przekroczył dopuszczalny limit o 50 km/h i w efekcie stracił prawo jazdy. To klasyczna pułapka: zapominamy, iż masa zestawu wydłuża drogę hamowania, a przepisy są w tej kwestii nieubłagane.

Policja ostrzega


Wśród pechowców znalazł się też 59-letni obywatel Niemiec, który najwyraźniej nie odrobił lekcji z aktualnych stawek mandatów i przepisów w Polsce. Policja przypomina, iż nowe regulacje mają jeden cel: ukrócić ryzykowne zachowania tam, gdzie najczęściej dochodzi do tragedii.

Czy te przepisy są surowe? Tak. Czy są potrzebne? Patrząc na statystyki rekordzistów z Lubina, odpowiedź nasuwa się sama. Czas zdjąć nogę z gazu, bo trzy miesiące na piechotę to najniższa cena, jaką można zapłacić za brawurę.

Idź do oryginalnego materiału