Tabliczki pod znakami jak artykuły. Jest petycja o zmianę przepisów

2 godzin temu

Fundacja „Można Lepiej!” złożyła petycję do Ministerstwa Infrastruktury, w której postuluje uproszczenie oznakowania drogowego. Chodzi o tabliczki pod znakami, które niekiedy zawierają opisy tak długie, iż przekraczają tysiąc znaków i są niemożliwe do przeczytania podczas jazdy. To problem, który może wpływać na bezpieczeństwo ruchu i czytelność przepisów dla kierowców.


Jak wskazuje fundacja, informacje umieszczane pod znakami drogowymi często przyjmują formę rozbudowanych opisów.


– Informacje zamieszczane na tabliczkach pod niektórymi znakami drogowymi mają czasem aż ponad tysiąc liter, co odpowiada objętości sporego artykułu. choćby najwięksi mistrzowie czytania nie są w stanie w ułamku sekundy zapoznać się z długimi opisami, które często mają najważniejsze znaczenie dla ruchu na drogach – mówi Krzysztof Kwarciak, prezes Fundacji „Można Lepiej!”.


Zgodnie z treścią petycji, takie opisy pojawiają się choćby przy drogach szybkiego ruchu. W praktyce kierowca nie jest w stanie zapoznać się z ich treścią bez zatrzymania pojazdu.

Problem czytelności i bezpieczeństwa


Fundacja zwraca uwagę, iż nadmiar informacji oraz ich złożoność sprawiają, iż znaki przestają pełnić swoją funkcję. Proste komunikaty są często przedstawiane w skomplikowany sposób, a długie zdania i mała czcionka utrudniają ich odczytanie.


– Złożoność opisów sprawia, iż litery są bardzo małe. W wielu sytuacjach, gdyby ktoś chciał przeczytać zamieszczoną informację, musiałby się zatrzymać na środku drogi i przez dłuższą chwilę stać. Zbyt duża ilość znaków i ich skomplikowanie sprawiają, iż są one często traktowane jak dekoracja, co ma fatalny wpływ na bezpieczeństwo na drogach – opisuje Krzysztof Kwarciak.


Organizacja wskazuje również, iż nadmiar oznakowania powoduje tzw. „znakomanię”. W efekcie istotne informacje giną wśród wielu mniej ważnych komunikatów.


Kolejnym problemem jest brak uniwersalności oznakowania, bo opisy tekstowe są niezrozumiałe dla kierowców spoza Polski.


– Tabliczki często mają najważniejsze znaczenie dla kierowców. Informują, kto nie może dalej jechać czy do jakich zakazów lub nakazów musi się stosować prowadzący. Często przekazują również inne ważne komunikaty. Opisowe informacje są niezrozumiałe dla obcokrajowców, którzy nie posługują się językiem polskim – tłumaczy Krzysztof Kwarciak.


W wielu krajach stosuje się bardziej uniwersalne rozwiązania. Ich zdaniem obecne praktyki mogą być sprzeczne z założeniami Konwencji wiedeńskiej o ruchu drogowym.

Propozycja: piktogramy zamiast tekstu


W petycji zaproponowano zastąpienie opisów prostymi symbolami. Miałyby one wskazywać np. godziny obowiązywania zakazu, typ pojazdu czy wyjątki dla mieszkańców. Fundacja proponuje również wprowadzenie spójnego systemu oznaczeń. Zielone symbole miałyby wskazywać wyjątki od zakazu, a czerwone – jego obowiązywanie. Oto, jak mogłyby wyglądać znaki:


[caption id="attachment_744828" align="aligncenter" width="1024"] Tabliczki pod znakami, stan obecny i propozycja Fundacji Można Lepiej![/caption]


Obecnie przepisy dopuszczają jedynie ograniczoną liczbę piktogramów, co sprawia, iż część informacji przekazywana jest w formie tekstowej.

„Znakomania” na polskich drogach


Opisowe tabliczki pod znakami nie są jedynym problemem. Liczba znaków też jest, zdaniem organizacji, za duża. Między innymi w Krakowie na jednym słupie często znajduje się kilka znaków i rozbudowane tabliczki tekstowe.


– Sporo polskich ulic wygląda jak spełnienie marzeń producentów znaków drogowych. Powszechnie panująca „znakomania” dużo kosztuje, psuje krajobraz oraz pogarsza bezpieczeństwo, bo ważne informacje giną w tłumie często kompletnie nieistotnych komunikatów – podsumowuje Krzysztof Kwarciak.


Fundacja oczekuje zmiany przepisów i rozszerzenia katalogu dopuszczalnych symboli, co miałoby poprawić czytelność oznakowania i bezpieczeństwo na drogach.




Przeczytaj także:



  • Bezpieczeństwo na polskich drogach. Jest lepiej, ale do celu daleko

  • Zaległości finansowe firm przekroczyły 45 mld zł. W tych regionach jest najtrudniej

  • Od drobiu po wino. Konflikt na Bliskim Wschodzie komplikuje handel i transport

  • Schrony wracają do planowania miast. Samorządy dostaną nowe obowiązki

Idź do oryginalnego materiału