Szukali tego miasta od ponad wieku. Jest mocny trop

konto.spidersweb.pl 42 minut temu

Jeden kamienny element świątyni sprzed około 3200 lat może pomóc umieścić na mapie jedno z zaginionych miast wschodniej granicy starożytnego Egiptu.

W egipskich tekstach Mesen pojawiało się już ponad 3000 lat temu, ale jego miejsca na mapie do dziś nie udało się ustalić z pełną pewnością. Spór o lokalizację miasta ciągnie się co najmniej od 1887 r. Teraz archeolodzy pracujący w Tell Abu Seifi znaleźli potężny kamienny element z czasów Ramzesa II. Wyryty na nim tekst mówi o Horusie, Panu miasta Mesen. Problem w tym, iż w archeologii choćby nazwa miasta wykuta w kamieniu nie zawsze oznacza, iż właśnie stoimy w jego centrum.

Nazwa miasta pojawiła się na kamieniu sprzed około 3200 lat

Znalezisko pochodzi z Tell Abu Seifi w Qantara East, niedaleko Kanału Sueskiego i skraju północnego Synaju. Egipska misja archeologiczna odkryła tam połowę dużego nadproża z piaskowca, rozbitą dodatkowo na dwie części.

Kamień ten jest zapisany z trzech stron. Znajdują się na nim tytuły Ramzesa II, jednego z najpotężniejszych faraonów Nowego Państwa, który panował w XIII w. p.n.e. Jeszcze ważniejszy jest tekst dotyczący renowacji posągu Horusa określonego jako Pan miasta Mesen.

Taki zapis daje naprawdę bardzo mocny trop. o ile w miejscu istniała świątynia Horusa związanego właśnie z Mesen, to Tell Abu Seifi może być poszukiwanym miastem albo przynajmniej jego bezpośrednią częścią. Egipskie władze mówią jednak ostrożniej. Nowe dane tworzą silną hipotezę archeologiczną i historyczną, a wykopaliska będą kontynuowane, żeby znaleźć dowody pozwalające ostatecznie rozstrzygnąć sprawę.

Podejrzenie pojawiło się już w 1887 r.

Nowa inskrypcja nie jest pierwszym powodem, dla którego archeolodzy patrzą właśnie na Tell Abu Seifi. W 1887 r. znaleziono tam bloki pochodzące z czasów Ramzesa II, na których również pojawiało się odwołanie do Horusa z Mesen. Wydawałoby się, iż sprawa powinna zostać rozwiązana już wtedy. Tak się jednak nie stało.

Archeologiczna warstwa stanowiska nie pasowała do pierwotnych założeń. Badacze przez lata mieli problem ze znalezieniem przekonujących śladów dużego osadnictwa z okresu Ramzesa II. Pojawiła się więc możliwość, iż kamienne bloki zostały w późniejszych czasach przywiezione z innego miejsca i ponownie wykorzystane.

W 2013 r. James Hoffmeier i Stephen Moshier argumentowali nawet, iż część ramessydzkich kamieni mogła pochodzić z pobliskiego Tell Hebua, utożsamianego dziś z Tjaru, wielką twierdzą kontrolującą wschodnią granicę Egiptu. To właśnie dlatego nowy kamień jest ważny, ale nie kończy oczywiście dyskusji.

Jedna inskrypcja to za mało. Ale tych tropów robi się coraz więcej

Tell Abu Seifi to dziś znacznie więcej, niż tylko pojedynczy fragment piaskowca. Na stanowisku wcześniej znaleziono m.in. brązową pieczęć z okresu ptolemejskiego oraz trumny z inskrypcjami odnoszącymi się do Horusa, Pana Mesen. Znany jest również cokół posągu pasujący do informacji o posągu Horusa wspomnianym w nowym tekście. Jednocześnie najnowsze wykopaliska zmieniły interpretację samej architektury.

Potężną konstrukcję z cegły mułowej, którą wcześniej uznawano za fragment świątyni, archeolodzy odczytują teraz jako zewnętrzny mur otaczający cały kompleks świątynny. Odkryto jego bramy, pomieszczenia i kolejne etapy przebudowy.

Wewnątrz znaleziono pozostałości magazynów oraz większych pomieszczeń gospodarczych prowadzących w stronę najświętszej części świątyni. Prowadziły do niej również dwie kamienne drogi z różnych okresów: starsza, ptolemejska, oraz późniejsza i węższa droga rzymska. To już nie wygląda jak przypadkowe miejsce, do którego przywieziono kilka starych kamieni.

Miasto stało przy autostradzie starożytnego Egiptu

Jeśli Tell Abu Seifi rzeczywiście jest Mesen, lokalizacja pasuje do funkcji miasta znanej ze źródeł. Stanowisko znajduje się przy dawnym Szlaku Horusa, czyli głównej drodze wojskowej prowadzącej ze wschodniej Delty Nilu przez Synaj w kierunku Kanaanu.

To właśnie tędy przechodziły egipskie armie wyruszające na kampanie w Azji. Wzdłuż szlaku znajdował się cały system twierdz, magazynów, punktów zaopatrzenia i źródeł wody, które pozwalały utrzymywać wojsko maszerujące przez nieprzyjazny teren. Mesen miało więc znaczenie nie tylko religijne. Leżało w przestrzeni, która była jedną z najważniejszych militarnie bram starożytnego Egiptu.

Podobne stanowiska potrafią dziś całkowicie zmienić nasze wyobrażenie o dawnych systemach obronnych. Niedawno opisywaliśmy rozbudowaną sieć podziemnych przejść pod chińskim miastem Houchengzui. W Tell Abu Seifi również dopiero połączenie architektury, dróg, przedmiotów wojskowych i tekstów zaczyna odsłaniać funkcję całego miejsca. Archeolodzy znaleźli tam m.in. fragment posągu wojskowego skryby z okresu XXVI dynastii. Później, już w III w. n.e., część kompleksu została przekształcona przez Rzymian w koszary. Strategiczne znaczenie miejsca utrzymywało się więc przez bardzo długi czas.

Rzymianie prawie zatarli wcześniejszą historię

Jednym z powodów trudności w identyfikacji stanowiska jest to, iż Tell Abu Seifi było wielokrotnie przebudowywane. Świątynia osiągnęła największy rozwój architektoniczny w okresie ptolemejskim. Następnie część zabudowy przejęło wojsko rzymskie.

Pod koniec okresu rzymskiego sytuacja zrobiła się jeszcze gorsza z punktu widzenia dzisiejszych archeologów. Obszar sanktuarium zaczęto wykorzystywać jak źródło materiału budowlanego, a bezpośrednio na fragmentach najświętszej części kompleksu powstały dwa duże piece do wypalania wapna. Kamienne elementy wcześniejszych budowli mogły być rozbierane, przenoszone i spalane.

To pomaga zrozumieć, dlaczego nie wystarczy wykopać pojedynczego bloku z nazwą Mesen. Trzeba jeszcze ustalić, gdzie pierwotnie znajdował się dany element i czy nie przywieziono go na stanowisko wiele stuleci po jego wykonaniu.

Przy identyfikowaniu zaginionych miast sama legenda czy historyczna wzmianka nigdy nie wystarcza. W przypadku odnalezionego w Polsce Stolzenbergu dopiero połączenie źródeł pisanych, układu terenu i setek zabytków pozwoliło mocno potwierdzić lokalizację. W Egipcie poprzeczka pozostało wyższa, bo kamień był materiałem zbyt cennym, by pozostawiać go w spokoju przez tysiąclecia.

Nie wszyscy archeolodzy są jeszcze przekonani

Część ekspertów uważa nowe dowody za bardzo mocne. Egiptolog Peter Brand wskazuje na połączenie nowej inskrypcji z wcześniej znalezionym cokołem posągu. Według niego dwa elementy dobrze wspierają identyfikację Tell Abu Seifi jako Mesen. Inni przez cały czas chcą jednak znacznie więcej danych.

James Hoffmeier zwraca natomiast uwagę, iż przydatne byłyby chociażby lepiej datowane zespoły ceramiki pokazujące jednoznaczną obecność osady w interesującym okresie. Gregory Mumford wskazuje dodatkowy problem: odniesienia do Mesen pojawiały się również w innych miejscach regionu.

Możliwe więc, iż Mesen nie oznaczało wyłącznie jednego precyzyjnie odgraniczonego miasta. Nazwa mogła odnosić się do większego obszaru, konkretnego sanktuarium albo jednostki administracyjnej obejmującej kilka punktów.

Dlatego najnowsze znalezisko nie pozwala jeszcze postawić na mapie kropki i napisać nad nią Mesen – znalezione. Pozwala jednak zrobić coś, czego archeolodzy próbują od końca XIX w.: coraz mocniej zawężać miejsce, w którym tej kropki należy szukać. I trudno o bardziej sugestywny trop niż kamień sprzed około 3200 lat, na którym ktoś wyrył nazwę miasta dokładnie tam, gdzie od pokoleń podejrzewano, iż ono leżało.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

Idź do oryginalnego materiału