Volvo oficjalnie ogłosiło masową akcję serwisową modelu EX30, która obejmuje ponad czterdzieści tysięcy egzemplarzy na całym świecie. Jak się okazuje, bezpośrednią przyczyną tej nagłej decyzji jest wykryte ryzyko przegrzewania się układu wysokonapięciowego. W skrajnych przypadkach może dojść choćby do pożaru.
Zwarcia w droższych wersjach Volvo EX30
Problem dotyczy przede wszystkim egzemplarzy z rocznika modelowego 2025, a dokładniej tych wyposażonych w akumulatory o większej pojemności, oparte na chemii nikiel-kobalt-mangan.
Mowa o wariantach Single-Motor Extended Range oraz Twin-Motor Performance, w których bateria o pojemności 69 kilowatogodzin może wykazywać tendencję do wewnętrznych zwarć. Co ciekawe, akcja nie obejmuje tańszych wersji modelu EX30 z akumulatorami litowo-żelazowo-fosforanowymi. To po raz kolejny stawia technologię LFP w świetle bezpieczniejszej i bardziej stabilnej alternatywy.
Choć skala problemu na rynkach globalnych, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, jest znacząca, polscy kierowcy mogą odetchnąć z ulgą. Jak informuje portal Elektrowoz.pl, krajowy oddział Volvo oficjalnie zapewnia, iż wadliwe partie ogniw nie trafiły do samochodów dostarczonych do salonów nad Wisłą.
Volvo EX30. | Źródło: VolvoWarto przypomnieć, iż EX30 już wcześniej miewało poważne problemy. Na przykład niecałe dwa lata temu, kiedy do serwisów wzywano ponad 70 tys. egzemplarzy tego modelu z powodu usterki oprogramowania.
Na innych rynkach sytuacja jest jednak znacznie bardziej napięta. Pierwsi właściciele otrzymali już precyzyjne wytyczne dotyczące codziennego użytkowania aut do czasu wizyty w serwisie. Producent zaleca parkowanie pojazdów na zewnątrz, z dala od zabudowań, oraz ograniczenie ładowania baterii do siedemdziesięciu procent jej pojemności. Takie środki prewencyjnie mają zminimalizować ryzyko termiczne.
Chińskie ogniwa przyczyną problemów?
Inżynierowie jako źródło usterki wskazują proces produkcyjny u chińskiego dostawcy ogniw, firmy Sunwoda.
Podejrzewa się, iż wewnątrz modułów mogło dojść do zanieczyszczenia elektrod lub błędów w oprogramowaniu sterującym, które dopuszczały zbyt wysokie natężenie prądu podczas ładowania. Naprawa, polegająca na całkowitej wymianie modułów w zestawach akumulatorów, będzie dla klientów bezpłatna, ale dla samego koncernu oznacza gigantyczny wydatek. Szacuje się, iż operacja ta pochłonie około siedmiuset milionów złotych.
Volvo musi się teraz po prostu ratować. Żeby jednak sprawa była jasna: sama reakcja i ogłoszenie akcji serwisowej świadczą o producencie dobrze. To dowód na to, iż firma bierze odpowiedzialność za swoje produkty. Niepokojący pozostaje jedynie fakt, iż w przypadku marki aspirującej do miana lidera niezawodności w ogóle dochodzi do tak poważnych awarii.
Źródło: Elektrowoz, Elektrec / Zdj. otwierające: Volvo

2 godzin temu











