Mieszkańcy gminy Bolesław w województwie małopolskim są notorycznie zalewani przez wodę, jaka wydostaje się spod ziemi. To efekt likwidacji kopalni cynku i ołowiu. Ludzie zostali bez pomocy, choćby ze strony gminy. Jedna z mieszkanek ma nakaz natychmiastowego opuszczenia domu, który może zapaść się pod ziemię. Nikt jej tylko nie wskazał, gdzie ma się wyprowadzić. Materiał "Interwencji".
Regularnie podtapiani. Po likwidacji kopalni przeżywają piekło

Domy zaczęły pękać i są zalewane przez wodę. Mieszkańcy gminy Bolesław obwiniają o to zakład górniczo-hutniczy, który nieopodal zajmował się wydobywaniem cynku i ołowiu.
- Byłem górnikiem, pracowałem w tej kopalni Bolesław. Ta woda jest z dołu, kiedyś płynęła pod ziemią, wyrobiska przerwały jednak cieki wodne i woda wychodzi tam, gdzie ma najmniejszy opór – mówi Ryszard Makowski, poszkodowany mieszkaniec.
- Z chwilą, kiedy wyłączono pompy przy likwidacji kopalni, ta woda się pojawiła, wcześniej jej nie było. Cały czas tryska, jest "atrakcją turystyczną". To jest 65 merów od mojego domu - dodaje Halina Makowska.
Zapadliska w Bolesławiu po zamknięciu kopalni. Woda zalewa dawne wyrobiska
Kopalnia przestała funkcjonować w 2021 roku, pompy wyłączono rok później. Przez 10 lat należała do prywatnej firmy, jeszcze wcześniej było to przedsiębiorstwo państwowe. Dwa lata temu w miejscowości pojawiły się pierwsze zapadliska, a nowo otwarta obwodnica Bolesławia stała się nieprzejezdna.
- To nie są złoża odnawialne i się wyczerpały, decyzja została podjęta, przygotowywaliśmy się do tego długo, ale nie wszystko da się przewidzieć - tłumaczy Tomasz Wójcik, rzecznik prasowy Zakładów Górniczo-Hutniczych "Bolesław".
ZOBACZ: Była policjantka kontra mąż. Pokazała nagrania
- Wody poziemne, które tu występowały, były pompowane przez zagład górniczy. Utworzył się tam lej, a teren był odwodniony. Teraz woda wychodzi, bo natura lubi równowagę i o ile nie jest pompowana, wraca, woda wypełnia wyeksploatowaną przestrzeń. Olkusz, Bolesław, Bukowno to rejon, gdzie właśnie woda wraca. W zeszłym roku powołany został przez premiera międzyresortowy zespół. Wszyscy analizują jak rozwiązać ten problem - mówi Artur Dyczko z Państwowej Służby Geologicznej.
- Wszystko wsiąka w moje mury, proszę wejść do domu i zobaczyć, jak sufit pęka. Jest tak mokro... A wcześniej nigdy tu wody nie było - pokazuje nam swój dom Dorota Poczęsna.
Piwnice zamieniły się w baseny. Mieszkańcy walczą z wodą po zamknięciu kopalni
Państwo Wioletta i Piotr Cieślakowie swój dom wybudowali zaledwie siedem lat temu. Przenieśli się z Siemianowic Śląskich, żeby mieć lepszy dojazd do Krakowa, gdzie pracują. W sierpniu zeszłego roku ich piwnica zamieniła się w basen. Wodę muszą wypompowywać non stop.
- Tracimy dach nad głową. Noce nieprzespane, czuwamy, zaglądamy na kamery, czy poziom się nie podnosi. Każdy powrót ze szkoły, to pytanie: "Mama, jest prąd? Mama, jak woda?". Kopalnia stwierdziła, iż to nie ich wina, pod nami nie było wydobycia, a woda wraca do normalnego poziomu - mówią państwo Cieślakowie.
ZOBACZ: To nie fotomontaż. Śmieci 70-latka widać na zdjęciach satelitarnych
- Mało się w tym kierunku robi, żeby nas wszystkich uratować, bo istotny jest czas, zaraz wszystkich nas tu zaleje. Coś róbmy, kopmy rowy melioracyjne, odwodnienia, żeby woda uchodziła, przekierujmy ją - apeluje Agnieszka Walczak.
- ZGH jako właściciel nie poczuwa się, gmina nie poczuwa się, Skarb Państwa nie poczuwa, urząd górniczy nie poczuwa się - dodaje Ryszard Makowski.
Okazuje się, iż sytuacji nie da się naprawić włączając dawne pompy.
- Nie ma takiej możliwości, są zalane pod ziemią. Tam były rozdzielnie prądu - wyjaśnia Tomasz Wójcik, rzecznik prasowy Zakładów Górniczo-Hutniczych "Bolesław".
Zalane domy i brak wsparcia. Mieszkańcy pytają, kto odpowiada za wodę po kopalni
Jolanta Krawczyk samotnie wychowuje niepełnosprawnego syna. Woda zalewa jej dom, pompy pracują 24 godziny na dobę, a i tak w domu śmierdzi. Twierdzi, iż pomocy nie ma ani od gminy, ani od zakładu górniczo-hutniczego, który wciąż funkcjonuje.
- Piwnicę mam zalewaną od października i nie ma żadnej pomocy. Wysyłaliśmy z sąsiadami pisma - bez reakcji. Jest bardzo ciężko, za chwilę nie będę miała gdzie się podziać z dzieckiem - podkreśla.
Wójt twierdzi, iż chce rozwiązać problem, ale przez odpompowanie wody z obwodnicy lub zaprojektowanie gminnego odwodnienia. To jednak dopiero przyszłość, a ludzie potrzebują pomocy natychmiast.
ZOBACZ: Nowa luksusowa przyczepa pełna wilgoci. Właściciele walczą z serwisem
- Działania nie można sprowadzić do jednego miejsca: obwodnica albo osobny dom. Działania musza być zsynchronizowane - przekonuje Krzysztof Dudziński, wójt gminy Bolesław.
- Wójt pyta mnie: jak tam woda. Mówię, iż przyrasta, mówię, iż to problem gminy, to odpowiada, iż nie jest to problem gminy, bo go nie zalewa. Tak powiedział wójt - twierdzi poszkodowana Wioletta Cieślak.
Gdy pytamy wójta o pomoc, odpowiada, iż gmina nie może kupować pomp osobom fizycznym.
- To nie jest kwestia pomocy osobom prywatnym, to jest kwestia pomocy i wsparcia dla mieszkańców określonego terenu. Tak jak mamy powodzie, czyli sytuację, która jest niezależna od mieszkańców, to gminy wspierają. Problem tkwi w dobrej woli wójta - uważa prawnik Aleksandra Cempura.
Kazali jej natychmiast opuścić dom. Nie wskazali, gdzie ma się wyprowadzić
W najgorszej sytuacji jest pani Aneta, która dwa lata temu otrzymała pismo z Zakładów Górniczo-Hutniczych z zaleceniem natychmiastowego wyprowadzenia się z domu. Nikt jej nie powiedział, gdzie ma się wyprowadzić. Wójt nie przyznał lokalu zastępczego, a Zakłady Górniczo-Hutnicze, twierdzą, iż pod jej domem są przedwojenne wyrobiska.
- Zakład informuje, abyśmy zaprzestali korzystania z domu, bo jest zagrożenie życia i sugerują szybkie opuszczenie budynku, w którym mieszkam. Nigdy bym się nie spodziewała, iż będę tak potraktowana przez ZGH i naszego wójta - mówi Aneta Kumorek.
- Z tą panią trwa korespondencja, jest sprawa w sądzie, trudno mi się wypowiadać. My stwierdziliśmy, iż ma pod sobą wyrobiska historyczne. Tu były kopalnie należące do Niemców, właściciel się zmieniał: prywatny, państwowy, po wojnie powstał kombinat, który nie jest następcą tamtych - wyjaśnia Tomasz Wójcik, rzecznik prasowy Zakładów Górniczo-Hutniczych "Bolesław".
ZOBACZ: Gigantyczna hala magazynowa wśród domów. Mieszkańcy są oburzeni
Reporter "Interwencji" zwrócił uwagę, iż "to problem, o ile ktoś musi się wyprowadzić, a nie ma gdzie".
Wójt Krzysztof Dudziński odparł, iż nie będzie odnosił się do korespondencji prowadzanej pomiędzy mieszkanką a zakładem.
Na pytanie, czy włodarz gminy powinien wyznaczyć rodzinie jakieś miejsce zastępcze, wójt odpowiedział: - Miejsca zastępcze wyznaczamy na podstawie pewnych kryteriów, mamy określony zasób mieszkaniowy i nie każdy go otrzyma.
- Są to okoliczności, których doświadczają mieszkańcy niezależne od nich. Wręcz grozi to katastrofą budowlaną. Gmina ma możliwość zapewnienia lokali dla mieszańców, o ile są zalania, to gmina dysponuje sprzętem, którym mogłaby wesprzeć mieszkańców - komentuje prawnik Aleksandra Cempura.
- Nie mamy wsparcia, pomocy, żeby nas pokierowali, co możemy zrobić, gdzie uderzyć. Nie daję sobie już rady, nie wiem, kiedy się to skończy – mówią państwo Cieślakowie.
Cały reportaż Artura Borzęckiego można obejrzeć na stronie programu "Interwencja".
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni


8 godzin temu














