Polski rynek elektryków znajduje się w niezwykle ciekawym momencie. Z najnowszych danych opublikowanych w raporcie OTOMOTO wynika, iż wprawdzie liczba bezemisyjnych pojazdów na naszych drogach dynamicznie rośnie, ale nastroje samych kierowców pozostają bardzo chłodne. Przybywa nam aut elektrycznych, ale liczba osób naprawdę zainteresowanych ich zakupem stanęła w miejscu i od dłuższego czasu nie chce drgnąć. Polacy wciąż podchodzą do elektryków z dużą rezerwą.
Chcemy jeździć ekologicznie, ale wybieramy hybrydy. Co blokuje pełną elektryfikację?
Zaledwie 35% polskich kierowców deklaruje chęć posiadania samochodu na prąd w przyszłości. To dokładnie taki sam wynik jak w poprzednim roku i aż o kilkanaście punktów procentowych mniej niż wynosi średnia dla pozostałych państw Europy. Wyraźnie widać, iż polski kierowca wcale nie pali się do natychmiastowego porzucenia tradycyjnych paliw na rzecz czystej energii.
Zamiast tego nad Wisłą trwa prawdziwy boom na rozwiązanie pomostowe, jakim są klasyczne hybrydy. Otwartość na ten typ napędu deklaruje ponad połowa ankietowanych, a po polskich drogach jeździ już blisko półtora miliona takich pojazdów. Polacy traktują hybrydę jako kompromis, który pozwala oszczędzać paliwo bez konieczności ciągłego planowania tras pod kątem ogólnodostępnych ładowarek.
Polacy a elektryki. Co powstrzymuje nas przed zakupem auta na prąd?
Ponad połowa respondentów deklaruje, iż mieszka w domach jednorodzinnych, szeregowcach lub bliźniakach, ale aż 47% z nich uważa, iż nie ma możliwości naładowania elektryka w swoim garażu. To absolutny rekord na tle innych państw Europy, który pokazuje, jak wielkie zaległości mamy w kwestii prywatnej infrastruktury.
Polacy nie mają gdzie ładować elektryków / Źródło zdjęcia: unsplash.com (@jakubzerdzicki)Ciekawie jest poza tym na rynku wtórnym. Polacy uwielbiają kupować auta z drugiej ręki, co potwierdza fakt, iż zdecydowana większość badanych nabyła swój obecny pojazd jako używany. Kiedy jednak w grę wchodzi używany samochód elektryczny, chęć zakupu deklaruje zaledwie co czwarty kierowca. Główną barierą jest w tym przypadku strach przed kiepską kondycją akumulatora oraz gigantycznymi kosztami jego ewentualnej wymiany lub naprawy.
Dodatkowe zamieszanie na rynku wprowadziło zakręcenie kurka z państwowym wsparciem finansowym. Zakończenie programu dopłat do zeroemisyjnych pojazdów wywołało natychmiastowe tąpnięcie w salonach – liczba nowych rejestracji znacznie spadła. Bez stabilnego systemu dopłat polski rynek elektryków ma ogromne trudności z utrzymaniem dotychczasowego tempa wzrostu.
W tę lukę próbują wstrzelić się w tej chwili producenci z Azji. Chińskie marki samochodów chcą przyciągnąć kupujących bogatym wyposażeniem standardowym oraz atrakcyjną ceną. Mimo to Polacy wciąż podchodzą do nich z dużą dozą nieufności, obawiając się przede wszystkim słabej jakości wykonania, trudnego dostępu do części zamiennych oraz kłopotów z późniejszym serwisowaniem.
Przed branżą elektromobilności w Polsce stoi więc ogromne wyzwanie, by przełamać utrwalone stereotypy i nieufność kierowców. Wydaje się jednak, iż przekonanie rodaków do porzucenia tradycyjnych napędów zajmie znacznie więcej czasu, niż prognozowali eksperci.
Źródło tekstu: OTOMOTO / Zdjęcie otwierające: unsplash.com (@myenergi)

2 godzin temu















