Pokonałem 1000 km nowym Volvo XC90. Genialne auto, ale niektórych rozwiązań nie zdzierżę

2 godzin temu
Nowe Volvo XC90 T8 plug-in hybrid przeszło lifting, który sprawił, iż ten "stary znajomy" znów wyznacza standardy w klasie premium. Przejechałem nim 1000 kilometrów w mrozy i już wiem, co sprawia, iż wciąż chcesz go mieć, a co sprawi, iż złapiesz się za głowę.


Tak się złożyło, iż pod koniec ubiegłego roku jeździłem już tym autem, tylko z innym wyposażeniem. I tak samo wtedy, jak i teraz Volvo XC90 T8 w wersji PHEV spisało się fantastycznie. Ale tym razem zauważyłem więcej dziwnych rozwiązań i absurdów.

Na początek jednak trochę faktów dla przypomnienia, o jakim modelu piszę, żebyście nie powiedzieli potem, iż pan redaktor idzie na skróty. Bo XC90 dostało update i trochę się w nim zmieniło.

Budzi respekt i zachwyca wnętrzem


Volvo od lat udowadnia, iż luksus nie musi być krzykliwy. Odświeżony design Volvo XC90 to przede wszystkim nowy grill z charakterystycznym, diagonalnym wzorem i jeszcze smuklejsze reflektory, czyli "Młoty Thora".

To auto wygląda jak dobrze skrojony garnitur, bo pasuje wszędzie, od parkingu pod operą po błotnisty podjazd pod domem na Mazurach. To wciąż potężny SUV, który na drodze budzi respekt, ale robi to z ogromną klasą i skandynawskim spokojem.

Z kolei w środku tętno spada ci o dziesięć uderzeń na minutę. Wnętrze Volvo XC90 to majstersztyk materiałowy. Mamy tu ekologiczne tkaniny, drewno z odzysku i ten genialny kryształowy drążek zmiany biegów od Orrefors.

Najważniejszą zmianą jest jednak nowy, większy ekran inforozrywki z systemem Google. Działa błyskawicznie, a pionowa orientacja sprawia, iż nawigacja wreszcie wygląda tak, jak powinna w 2025 roku.

I wszystko jest wykończone ze smakiem. Nie ma tutaj pięćdziesięciu tysięcy podświetleń ambientowych. Są za to bardzo miękkie materiały, ciekawie wyprofilowana deska rozdzielcza obita dekoracyjnym suknem, drewnem i wykończona chromowaną listwą. Owszem jest niestety trochę piano blacka, ale jest on głównie tylko wokół selektora kierunku jazdy.

Czas za kółkiem umilą wam dźwięki wydobywające się z genialnie grającego zestawu nagłośnienia Bowers & Wilkins. Do tego ogromny panoramiczny dach, no i trzeci rząd siedzeń, który można złożyć, przez co mamy przez cały czas naprawdę gigantyczną przestrzeń w bagażniku. Dlatego, o ile wybieracie się gdzieś tym autem w dłuższą podróż, no to jest to idealny kandydat.

Stylowo i ekologicznie


Jako hybryda typu plug-in (PHEV), nowe XC90 T8 nie tylko pachnie benzyną, ale także "razi" prądem. Dzięki akumulatorowi o pojemności 18,8 kWh brutto realnie przy duzych mrozach (około -15 stopni) przejedziemy "na prądzie" około 50 kilometrów, co jest i tak niesamowitym wynikiem, jak na tak duże auto.

Dla mnie to były dwa dni jazdy dom - praca - sklep - dom. A zawsze, gdy prąd się kończy, do gry wchodzi mocna benzyna, a ty nie martwisz się o ładowarki w trasie. I co najważniejsze, to w Volvo nie ma nieprzyjemnego przeskoku z napędu elektrycznego na spalinowy, jak tylko trochę podładujemy baterię.

Jeśli fizycznie dzięki przycisku nie wyłączymy trybu hybrydowego, to nie czuć tego przejścia, wszystko dzieje się bardzo płynnie i zachowawczo, tak w skandynawskim stylu.

Jeśli chodzi o spalanie, no to w trasie na rozładowanej baterii przy utrzymywanych cały czas prędkościach autostradowych miałem 10 litrów na 100 kilometrów. Przy tak wielkim, tak ciężkim aucie w tak wysokim cyklu zużycia to jest naprawdę świetny rezultat.

A trzeba dodać, iż pod maską mamy dostępną naprawdę dynamiczną i mocną jednostkę napędową, bo jest tu 2-litrowy, czterocylindrowy, rzędowy turbodoładowany silnik benzynowy z silnikiem elektrycznym. Układ ten generuje łączną moc systemową 455 KM (310 KM benzyna + 145 KM elektryczny), więc jest XC90 jest dzięki niemu bardzo zrywne i daje naprawdę ogromną frajdę z jazdy.

Komfort jazdy godny latającego dywanu


A skoro o jeździe mowa, to nie tylko przyspieszenie od 0 do 100 km w 5,4 sekundy się tu liczy. Volvo XC90 T8 po prostu frunie po drodze. Wszystko dzięki zawieszeniu pneumatycznemu, które wytłumia każdą nierówność na drodze i czy pokonacie tym autem 5 kilometrów, czy 555, naprawdę nie poczujecie różnicy, bo jest ono tak wysoce komfortowe.

Do tego naprawdę bardzo wygodne fotele, które są podgrzewane, wentylowane, regulowane elektrycznie z funkcją zapamiętywania pozycji, mega ergonomiczne i dają bardzo dobrą pozycję za kierownicą. Do tego genialna widoczność, co od razu zauważycie, wsiadając za kółko.

Mimo ogromnych felg, do kabiny nie docierają żadne niepożądane dźwięki, bo Volvo nie szczędziło na materiałach akustycznych, żeby wyciszyć ten model. Jedyne, co może was irytować to szumy powietrza od dachu panoramicznego, ale zawsze nie musicie się na niego decydować, dzięki czemu zaoszczędzicie trochę grosza.

No i nie byłoby recenzji Volvo bez wspomnienia o bezpieczeństwie. Systemy bezpieczeństwa Volvo w nowym XC90 to najwyższa światowa półka. Auto widzi więcej niż kierowca, potrafi samo zareagować w sytuacjach podbramkowych i pilnuje nas na każdym kroku, będąc przy tym trochę takim irytującym "nauczycielem", bo czasami jego działania są na wyrost. Chociaż w sumie chodzi o bezpieczeństwo swoje i innych, więc nie ma co tutaj narzekać.

Absurd za absurdem


Ale żeby nie było, iż tylko Volvo chwalę, bo dzięki kolejnemu tygodniowi spędzonemu za kółkiem XC90 miałem szansę dopatrzyć się kilku mankamentów.

Zacznijmy od tego, iż ktoś zamontował w nim boczne progi, które tylko i wyłącznie przeszkadzają. Samochód ten nie jest na tyle wysoki, żeby trzeba było nie wiadomo jak wysoko zadzierać nogę, żeby wejść do środka, co by tłumaczyło montaż wspomnianych progów. Dlatego teraz za każdym razem jak się wsiada i wysiada, to brudzi się przez nie nogawki spodni.

Kolejną rzeczą jest naprawdę bardzo skomplikowany systemem multimedialny, bo owszem dużym plusem jest to, iż opiera się on na technologi Google Automotive, więc mamy już od razu mapy Google'a i nie musimy się podłączać telefonem do samochodu.

I w sumie całe szczęście, bo proces ten w XC90 to powrót do 2020 albo i wcześniej. Fakt, iż podłączamy telefon do tego samochodu dzięki kabla w 2026 roku, jest po prostu żenujące. Bo już nawet, i przywołuje to bardzo często, w podstawowej wersji Dacii Duster III mamy już bezprzewodowe Android Auto i Apple CarPlay.

Do tego, jak wspomniałem, sam system jest skomplikowany na tyle, iż na przykład, o ile chcecie zmienić położenie wyświetlacza przeziernego, to musicie się sporo naszukać. W menu głównym mamy taką opcję jak "Sterowanie", ale są tam wyszczególnione takie opcje, jak: światła, blokowanie i regulacja kierownicy.

I dopiero jak wejdziemy w "Sterowanie" i przescrollujemy się niżej, to zauważymy, iż head-up został ukryty w rubryce "Światła", bo nagle rubryka "Światła" dotyczy też wyświetlaczy. I dopiero tam możemy znaleźć poszukiwane ustawienia.

Trochę dziwi też, iż Volvo nie pokusiło się o upgrade gniazda ładowania. To flagowy model, a posiada jedynie gniazdo 22 kW. Szkoda, bo już choćby starsze i tańsze plug-iny posiadają już 50 kW.

I ostatnia rzecz to trwałość skórzanych boczków siedzisk foteli. To auto przejechało już 31 000 kilometrów i skóra w tych częściach siedziska foteli z przodu jest mocno zniszczona. Wiem, iż to model cały czas w testach, ale musicie zwrócić na to uwagę nie tylko przy zakupie nowego auta, ale także używanego. Może przy innym kolorze i innym materiale będzie lepiej.


Czy kupiłbym to auto?


Jasne! Gdybym miał wolne 285 tys. zł z małym hakiem, to jak najbardziej! choćby zważywszy na wymienione przeze mnie mankamenty, bo na koniec dnia, to przez cały czas ultra wygodne, luksusowe, zwinne i pakowne auto, które pomieści 7 osób. Do tego w trasie pali 10 litrów, co też jest ogromnym plusem.

Idź do oryginalnego materiału