Już w niedzielę 21 czerwca odbędzie się 104. edycja legendarnego Pikes Peak International Hill Climb, jednego z najbardziej wymagających i najbardziej prestiżowych wyścigów górskich na świecie. Tegoroczna odsłona wydarzenia przejdzie do historii polskiego motorsportu, ponieważ po raz pierwszy na starcie słynnego „Wyścigu do chmur” pojawi się reprezentant Polski – Maciej Serafin.

Pikes Peak International Hill Climb organizowany jest nieprzerwanie od 1916 roku na zboczach góry Pikes Peak w stanie Kolorado. Trasa liczy 19,99 km i prowadzi od wysokości 2862 m n.p.m. do 4300 m n.p.m. Kierowcy muszą pokonać aż 156 zakrętów, wspinając się po krętej drodze prowadzącej nad stromymi urwiskami. To właśnie ekstremalne połączenie wysokości, zmiennych warunków atmosferycznych i bardzo wymagającej trasy sprawiło, iż zawody zyskały przydomek „Race to the Clouds” – „Wyścig do chmur”.
Dodatkowym wyzwaniem jest rozrzedzone powietrze. Wraz ze wzrostem wysokości spada wydolność organizmu kierowców, a samochody z silnikami spalinowymi mogą tracić choćby około 30 procent mocy względem poziomu startu. Dlatego samo dotarcie do mety często uznawane jest za sukces.
W tym roku wśród 16 debiutantów znalazł się Maciej Serafin z Gorlic. Wielokrotny mistrz Polski i Europy w wyścigach górskich wystartuje w klasie Time Attack 1 za kierownicą Hondy Civic TCR/JAS. Tym samym stanie się pierwszym Polakiem w historii rywalizującym na słynnej trasie Pikes Peak.
Serafin od początku tygodnia bierze udział w treningach i kwalifikacjach poprzedzających niedzielny wyścig. Zawody są pod tym względem o tyle specyficzne, iż do dnia wyścigu kierowcy nie sprawdzić się na całej trasie, przejeżdżając ją jedynie fragmentami. Po środowych jazdach nie ukrywał zadowolenia, choć przyznał, iż chciałby spędzić na trasie jeszcze więcej czasu.
„Dzisiaj równie fajny, udany dzień, natomiast czuję taki mały niedosyt, ponieważ pojechałem tylko trzy treningi. Pędziłem z prędkościami około 180 km na godzinę nad 300-metrowymi przepaściami. To była właśnie ta sekcja środkowa. Strach był, naprawdę był strach” – relacjonował polski kierowca.
Mimo ogromnego ryzyka Serafin podkreśla, iż reprezentowanie Polski na tak prestiżowej imprezie daje dodatkową motywację: „Chęć tego, żeby się zaprezentować, żeby dla nas, dla Polaków to była historyczna chwila, żebyśmy zostali tutaj zapamiętani jako szybcy zawodnicy i bardzo dobry team spowodowało to, iż w paru zakrętach musiałem wyłączyć strach i musiałem jechać. Udało mi się to, jestem bardzo zadowolony”.
Polak zaznaczył również, iż samochód spisuje się bez zarzutu na dużych wysokościach: „Dzisiejszy dzień uważam za udany. Pod względem samochodu też nic się nie działo, samochód bardzo sprawnie, bardzo dobrze się zachowuje na tych wysokościach i czekamy teraz na jutrzejszy dzień, żeby już ostatnią sesję kwalifikacyjną zaliczyć, no i wielki wyścig w niedzielę” – dodał.
Na liście startowej tegorocznej edycji znalazły się także wielkie nazwiska światowych wyścigów górskich. O kolejne zwycięstwo na Pikes Peak powalczą między innymi pięciokrotny „Król Góry” Romain Dumas, obrońca tytułu Simone Faggioli oraz Robin Shute. W stawce nie zabraknie również byłego kierowcy IndyCar JR Hildebranda czy specjalisty od driftu Dai Yoshihary, który spróbuje ustanowić nowy rekord trasy dla samochodów z napędem na przednią oś.
Niezależnie od końcowego wyniku już sam start Macieja Serafina stanowi istotny moment dla polskiego motorsportu. Po raz pierwszy biało-czerwona flaga pojawi się na starcie jednego z najbardziej legendarnych i najtrudniejszych wyścigów samochodowych świata.
Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata motorsportu, obserwuj serwis RALLY and RACE w Wiadomościach Google.

















